Wielokrotnie, w czasie dyskusji z panią Karoliną, wskazywałem, że nie może być sędzią we własnej sprawie.
No bo po pierwsze, zainteresowana jest przyjemnym dla siebie wynikiem.
A po drugie, nie jest świadoma swoich wewnętrznych motywacji, które mają ukryty wpływ na jej decyzje.
Podobnie jest w przypadku sędziów.
Eksperyment przeprowadzony w Izraelu na sędziach, gdy mieli oni podejmować decyzje co do przyznania zwolnienia warunkowego więźniom, pokazał jakie nieoczekiwane pułapki na nich czyhają.
Eksperymentu przebiegał w dwóch fazach, przed lunchem i po lunchu. Przed lunchem, sędziowie interpretowali nieprzyjemny stan ciała jako intuicyjną wskazówkę przestrzegającą ich przed przyznaniem zwolnienia. Po lunchu, byli skłonni traktować petentów znacznie łagodniej.
A ta kwestia eksperymentu na sędziach to tylko czubek góry lodowej implikacji neurobiologicznych dla systemu prawa. Znana neuronaukowiec Lisa Feldman Barrett dostarcza nam wielu danych, które kwestionują same podwaliny prawa amerykańskiego. Ale sama Barrett wpada w pułapkę nadmiernej wiary w prawo jako regulatora relacji międzyludzkich i zapomina, że to domena kodeksu moralnego, a nie prawnego. Prawo może być stosowane wyłącznie awaryjnie jako ostateczność.
I teraz pomyślmy o stanie polskiego sądownictwa, o jego historii i o politycznych uwarunkowaniach ich mentalności. Chyba nikt nie może mieć co do tego żadnych wątpliwości. Pomyślmy też o najnowszych przypadkach działania systemu sądowniczego w Polsce, takich jak pani Wrzosek czy sędziowie rozpatrujący kwestę aresztu dla posłów Kamińskiego, Wąsika czy Romanowskiego.
Inne tematy w dziale Polityka