Zbyszek Zbyszek
126
BLOG

"Hospital" 1971

Zbyszek Zbyszek Kultura Obserwuj notkę 4



Jazda i zamęt. Zatłoczone korytarze, na których przemieszczają się ludzie, lekarze, pacjenci. Młyn biurokratyczny. Jeden mówi przez drugiego. Tutaj rozliczają kasę, tam kogoś wiozą na zabieg. Zespół przygotowany.

- Doktor Schaefer leży martwy na łóżku w pokoju 608 - zgłasza pielęgniarka na dyżurce pozostałym tam dwóm, robiącym 5 rzeczy na raz, obsługującym co się, jak się da. - Mówię, że doktor Schaefer leży martwy na łóżku w pokoju 608 - powtarza, nie znajdując zrozumienia i odzewu u koleżanek za ladą.

- Nie rozumiem - odpowiada, krzywiąc brwi ta zza lady i przechodzi do dalszych czynności.

Po dłuższym nagabywaniu i zapieraniu się, że ta druga nie rozumie, idą do tego pokoju a tam, na łóżku nagusieńki martwy doktor Schaefer. Rzecz w tym, że poprzedniego dnia przyjęto pacjenta, którego wcześniej nie na to, na co był chory, więc w szpitalu zrobili badania i coś tam przepisali do podania, ale pacjent wziął i umarł, więc wieczorem go wywieźli i łóżko zostało puste. A dr. Schaefer takich sytuacji nie marnuje, więc zaprosił błond siostrzyczkę i dawaj na tym łóżku seks uprawiać.

Ordynator oddziału mieszka w hotelu. Wyprowadził się z domu, bo rozwód. Nie rozumie dlaczego doktor umarł. Jak to możliwe? Nagi, martwy? Co się stało. Młyn. Ordynator ma dość. Ma dość małżeństwa, ma dość rodziny, ma dość swojej pracy i szpitala. Na dodatek ma depresję i chce popełnić samobójstwo, co dość precyzyjnie opowiada, składając wizytę i szpitalnego psychiatry.

Właściwie to ogląda się ten film i ogląda, i za nic w świecie nie można się pokapować, co się ogląda. Bo to miejscami szalona komedia, ale w końcu Schaefer leży martwy. Okazało się, że gdzieś, ktoś czegoś nie zapisał, a siostry się zmieniają, a są ich setki bo to największy szpital na świecie, więc rotacja straszna, a te nowe nieprzygotowane i nic nie wiedzą, to porobiły nagiemu śpiącemu doktorowi zastrzyki i kroplówki przewidziane dla tego pacjenta, co wcześniej umarł i go wywieźli.

Ordynator ma naprawdę problemy, wokół szpitala trwają protesty komunizującej młodzieży, dyrektor się z nimi szarpie, na izbie przyjęć umiera następny doktor i sprawy zaczynają być coraz bardziej skomplikowane.

Zaletą tego filmu jest ten niesamowity miszmasz, stylów i gatunków. To - to, to - tamto. Wszystko się łączy i biegnie, bo nie ma czasu, bo pęd, po machina lekarsko-biurokratyczna, bo hordy ludzi, tych chorych, tych leczących, tych uczących się.

Bardzo dobrą rolę gra George C. Scott. Gra może nawet siebie. Wszystko straciło dla niego sens, dlatego zaciąga pasek na ramieniu i bierze strzykawkę z potasem, bo nie zostawi śladów i nie będzie problemu z ubezpieczeniem. Jeden pacjent budzi się gdzieś na sali i widzi tańczącego i śpiewającego indiańskiego szamana. Umiera tym razem pielęgniarka, na stole operacyjnym, zawieziona tam zamiast właściwej pacjentki, którą miano operować.

Warto obejrzeć. Film jest jednocześnie surowy, zabawny, ciekawy i pouczający. O czym nas poucza? O kilku sprawach. Może na początek o tym, że biurokratyzując, procedurując, technicyzując życie, tworzymy machinę, w której sami możemy łatwo zginąć, bo ta machina zaczyna żyć własnym życiem i nie znosi już ludzkiego zachowania, ludzkiego podejścia, ludzkiej interwencji. Każdy ma swoje obowiązki, każdy realizuje kawałek procedury, na końcu której - ratuj się kto może, bo nie jest łatwo się uratować.

Po drugie ten film podpowiada, że czasem potrzeba nam odstawić na bok. Wszystko. Pouczenia. Reguły. Mądrości. Czasem, żeby zachować równowagę trzeba pewnego rodzaju, a może bez "pewnego rodzaju", szaleństwa. Bo wtedy na nowo stajemy się ludźmi, bo wynurzamy się z opętanym - liczbami, zasadami, procedurami, chęciami, wymaganiami, regułami, oczekiwaniami, powinnościami - kolein nieludzkiego już życia. Czy stać nas na takie odruchy "szaleństwa"? Czy ugrzęźliśmy, może jako społeczeństwo, a może i indywidualnie, w splątanym gąszczu nieludzkiego w sumie świata?

Muzyki nie ma, chociaż jest, ale jej się nie słyszy. Diana Rigg jest powabna i uwodzicielska. Ujęcia dobrane do całości, zero krajobrazów i szerokich planów, widz krąży zatłoczonymi korytarzami, popija alkohol z ordynatorem w jego ciemnym pokoju służbowym, przygląda się temu wszystkiemu.

Film ma już 53 lata. O dziwo dobrze się go ogląda. Ciekawy.




Zbyszek
O mnie Zbyszek

http://camino.zbyszeks.pl/  Kopia twoich tekstów: http://blog.zbyszeks.pl/2068/kopia-bezpieczenstwa-salon24-pl/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura