Guantanamo jest problemem nie tylko dla Kuby.
Amerykanie dzierzawią tę bazę od 1903 roku. Umowa została podpisana z przyjaznym dla USA rządem wyspy. Amerykanie zastrzegli sobie, ze tylko oni mogą tę umowę wypowiedzieć. Kuba oczywiście wtedy była i tak niezmiernie zadowolona, mając poparcie wielkiego mocarstwa. Sytuacja się skomplikowała, gdy do władzy doszedł Fidel. Nie podobała mu sie zbytnio amerykańska obecność w jego kraju. Ale niestety dla niego (i dla świata) nie mógł rozwiązać umowy dzierżawy. Co mógł zrobić biedny Castro? Zażądał oczywiście opuszczenia Kuby przez amerykańskich żołnierzy. USA- demokratyczne państwo prawne trzymając się ściśle prawa międzynarodowego, musiały odmówić oddania kolonii. Fidel chciał ich wziąć na litość- nie chciał nawet żeby Amerykanie płacili za dzierżawę. Uznał że obce wojska okupują jego kraj. Mało kto się tym przejął, w sumie nikt prawa nie złamał.
Czy światowe hipermocarstwo może tak działać. Zwłaszcza, gdy rządzi nim noblista...
Oczywiście, zawsze się mowi: "więzienie Guantanamo na Kubie". PIęknie Amerykanie sobie to wykombinowali.
Inne tematy w dziale Polityka