Szykuję właśnie zajęcia dla moich studentów i krew mnie zalewa. To, że polska nauka, zwłaszcza w dziedzinach "nieścisłych", jest w stanie agonalnym, jest dla mnie jasne od dawna, ale ostatnio przybiera to już naprawdę niepokojące rozmiary. Zwłaszcza w dziedzinach humanistycznych, ze szczególnym uwzględnieniem politologii.
Z jednej strony, najlepsze polskie uczelnie znajdują się w trzeciej setce rankingów światowych (właściwie mógłbym tu skończyć wpis), z wyjątkiem niektórych pojedyńczych wydziałów (Fizyka albo Informatyka na UW).
Z drugiej, jak ktoś chce z tym zerwać, dostaje pałą po łbie (ewelntualnie "wali z baszki", jak chciał Autorytet Moralny Jerzy O.). Patrz: Migalski, Cenckiewicz, Gontarczyk, Zyzak.
A z trzeciej - przeglądam właśnie szanowany podręcznik akademicki i czytam, że członkami pierwotnymi pewnej organizacji międzynarodowej były: Belgia, Dania, Francja, Wielka Brytania, Irlandia, Włochy, Luksemburg, Holandia, Norwegia i Szwecja.
Zacytujmy jeszcze raz, i to boldem:
Belgia, Dania, Francja, Wielka Brytania, Irlandia, Włochy, Luksemburg, Holandia, Norwegia i Szwecja.
Pytanie brzmi: wedle jakiego porządku Autorka wymieniła te państwa. Może według rozmiaru? Albo alfabetycznie (jak to powinno być protokolarnie)? Losowo?
Odpowiedź brzmi: alfabetycznie. Tyle że nie po polsku
Belgium, Denmark, France, Great Britain, Ireland, Italy, Luxembourg, the Netherlands, Norway, Sweden.
Jaki z tego wniosek? Koleżanka po fachu raczyła zrobić tzw. "kopypejsta" (ctrl +c, ctrl +v) ze trony organizacji (w przypadku lepszym), albo i ze strony w wikipedii (w gorszym, choć czy na pewno?), przetłumaczyła na polski i nawet nie zadała sobie trudu, żeby zgodnie z prawidłami sztuki je poukładać.
Taki to jest poziom polskiej nauki. I teraz pytam, kto grzeszy bardziej: Zyzak, czy wspomniana koleżanka po fachu?
Inne tematy w dziale Polityka