Nadal, potem
Choć już bose stopy dudniły na deskach,
jeszcześmy nie byli pewni, czy to nie marzenie
i czy nie zniknie wkrótce zielonkawa woda
i brzeg gliniasty, i tratwa wiązana sznurami.
Lecz zakołysało i było bez zmiany:
nadal stare drzewa ochraniały rzekę,
wciąż przez nasze palce przepływała młodość
i pranie schło na wietrze w cygańskim obozie.
Potem wyniesieni na głębór za cyplem
straciliśmy już z oczu bzy i czerwień dachów.
Kto wie, gdyby wtedy przerwano żeglugę,
może nurt by zastygł i krew, i mijanie.
Nie to jest najważniejsze
Co o tym powiecie? zagadnął
w stolarni, a może w garażu, i z miejsca
opowiedział kilka anegdotek, jakby
sam siebie pytał, nie ich. Słuchali, nie spojrzawszy
nawet na rzuconą w kąt gazetę. Mówił
i mówił, przytakiwali: Tak, panie
instruktorze, oczywiście, panie instruktorze.
A on skończył, spokojnie
wytarł dłonie w ciemniejący ręcznik,
i dodał: nie to jest najważniejsze,
byście potrafili
spawać albo heblować, raczej
zależy mi, żeby
każdy z was umiał
przewidzieć, że zbliża się jakieś
draństwo. I zakręcił metalowym
prętem, aż podskoczyli,
czując, jak na ich głowach i jądrach
zaciska się
karbowany chłód
drańskiego imadła.
Na glinianej tabliczce
Nie wszystko stracone! - krzyczał.
Przyszli, zabrali.
Nawet nie próbował
bronić. Albo nawiać czy coś.
Mógł przez pszenicę,
szkoda było, złoto.
Potem ściernisko, pokłuty
oddech. A już treska
zimy na łbie. A teraz, gdy nie ma
już nic do zatraty,
rysuje na glinianej tabliczce
Wisłę, Wartę i Noteć
i inne rzeki,
inne stulecia
swoją przepołowioną
kością zgody na wszystko.
Milcząc
Najlepiej, gdy zapada słoneczność,
gdy wchodzi w płuca, jak jakieś
doświadczenie wieczności. Niespokojne
są ptaki w obliczu tego nagłego
światła. Jeżeli mają
coś do powiedzenia, niech mówią!
Ale one tylko
wwiercały się w jasną masę,
jak żywe skwarki w garniec
sztywnego smalcu, podkładu
pod gęstą gorzałę. Milcząc.
Inne tematy w dziale Rozmaitości