Strona wykorzystuje pliki cookies.
Informujemy, że stosujemy pliki cookies - w celach statycznych, reklamowych oraz przystosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Są one zapisywane w Państwa urządzeniu końcowym. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki internetowej. Więcej informacji na ten temat.
CHESHIRE CAT21:38
A ile ci potrzeba żeby kontynuować platfonsi taniec na trumnach?
Skoro Rosjanie przyjęli taki własnie model wnioskowania, to pozostaje on w pierwszym rzędzie sprzeczny z ich własną wersją katastrofy, według której samolot wykonał półbeczkę. Bo jeżeli przyjąć, że wykonał, a zatem w momencie uderzenia w ziemię, kokpit był w położeniu odwróconym, to szukanie obrażeń jakie pasowałyby do osoby stojącej w kokpicie, jest bez sensu.
Może i nasi im to podsunęli, ale moim zdaniem ruscy "upili" Polaków, aby odwrócić uwagę od napitych szympansów na wieży. Pan da wiarę, że jeden pałkownik przyszedł z rana do drugiego pałkownika z pustymi rękami i przez całe rano obaj o suchych pyskach siedzieli?
Przy okazji wie ktoś czy są gdzieś badania szympansów z ruskiej wieży?
Podejrzewam, że nawet Rosjanie wpadli na to, żeby do wstępnego stabilizowania prędkości odtwarzania zapisów MARS - BM, już przy zgrywaniu ich z oryginalnej taśmy na kopie, wykorzystać półsekundowy takt rejestrowanych na jednej z jej ścieżek czasowych znaczników!
A przy odtwarzaniu cyfrowej kopii, do tego nagranej i odtwarzanej w odpowiedni sposób, przy użyciu dedykowanego do pracy z zapisami z takich rejestratorów oprogramowania, zmienność prędkości przesuwu taśmy w samym rejestratorze raczej nie miała znaczenia...
Ewentualne dodatkowe korekcje są robione już po wgraniu do komputera. Dodatkowo, co wynika z konstrukcji bloku UsS-16 (konwerter kodujący czas do postaci szeregowej zapisywanej na czwartym kanale), bezpośrednia synchronizacja ze znacznika na znacznik nie jest możliwa, bo producent tego urządzenia nie wpadł na pomysł synchronizowania tego układu z początkiem każdej ramki danych MSRP64 i przy zakłóceniach odległości między znacznikami pływają w obrębie 0.5s (choć średnia długoterminowa wynosi 0.5s).
W UsS-16 jest licznik do 64 zliczający impulsy kanałowe (f=128Hz) ale licznik ten nie jest zerowany w momencie początku ramki (kadru) MSRP64. Przy zakłóceniach licznik może przeskoczyć do dowolnego innego stanu (z 64 możliwych) co może spowodować:
a) zniekształcenie znacznika czasu jeżeli przeskok miał miejsce w czasie jego emisji
b) wyemitowanie następnego znacznika w odstępie mniejszym lub większym niż 0.5s w
stosunku do poprzedniego znacznika.
Ogólnie z konstrukcji UsS-16 wynika, że ona chyba została dorobiona później, bo jest włączona pomiędzy układ przetwornika UP-2-2 i zegar ITW-4, i na istniejących złączach był wolny tylko jeden styk, do którego podłączono impulsy kanałowe. Nie wpadnięto jednak na pomysł, żeby zerować licznik układu UsS-16 chociaż raz na minutę dostępnymi na tym złączu impulsami minutowymi taktującymi zegar ITW-4. i tak na prawdę znaczniki 0.5s na kanał 4 wgrywane są z pewnym rozrzutem.
Przy tworzeniu pierwszej transkrypcji tworzonej pomiędzy 11 kwietnia a 2 maja (data w stopce tekstu) raczej nie było żadnej dokładnej obróbki materiału przed odsłuchem (bo nie było kiedy) i spisano, to co się dało (lub wydawało się, że się dało) zrozumieć.
Możliwe, że ścieżka czasu była odtwarzana w odcinkach minutowych, tj. oprogramowanie restartowało czas "minuty" przy każdej zmianie czasu (kolejna minuta) i generowało własne 120 znaczników, uwzględniając "długość minuty" na taśmie przez zmierzenie rzeczywistego czasu między zmianami minut, nie sugerując się zbytnio tymi na taśmie (a tylko je np. zliczając dla kontroli czy coś nie wypadło w minucie).
Powyższe służyło tylko do odczytu czasu zdarzeń na taśmie ale nie do korekcji prędkości nagrania i stąd mogły być problemy, jeżeli MARS NW przesuwał taśmę trochę z inną prędkością niż była zapisywana w MARS BM na pokładzie, bo głosy przy odsłuchu było w trochę innej "tonacji" niż oryginalne.
Ogólnie w tej sprawie masę problemów wynika z żównianej jakości urządzeń rejestrujących, które od siebie wnosiły tyle zakłóceń i zniekształceń, że już nawet nic fałszować nie trzeba było ;)
> położeniu odwróconym, to szukanie obrażeń jakie pasowałyby do osoby stojącej w kokpicie,
> jest bez sensu.
Wg opisu obrażeń, generał miał rozległe uszkodzenia górnej i lewej strony ciała. Samolot nie uderzył w ziemię obrócony dokładnie o 180 stopni, tylko pod mniejszym kątem (nie dokręcił półbeczki), więc zakładając obecność generała w kokpicie, to w momencie gdy samolot uderzał w ziemię musiał się on opierać/leżeć lewą stroną ciała na lewej/górnej części ścian kokpitu.
Już przy przechyle 90 stopni musiałby leżeć na bocznej ściance usiłując się czegoś złapać.
Obrażenia powstały bo znajdował się w obszarze gdzie kokpit oberwał najbardziej, przy takim a nie innym upadku. Obrót samolotu nastąpił w ciągu ok. 4s, więc osoba stojąca w kokpicie za dowódcą leciała siłą rzeczy na lewą stronę i lewą stroną ciała uderzała o ściankę kokpitu.
Co daje prędkość obrotową niecałe 8 obr/min i zważywszy na to, że wymiary kokpitu niewiele przekraczają wzrost człowieka, nie wiązałbym zasadniczych obrażeń z prędkością obrotową wokół osi podłużnej kadłuba. Interesuje mnie co innego - zakładając wersję oficjalną, czyli uderzenie w położeniu odwróconym - u większości ofiar, które w momencie uderzenia były przypięte pasami do foteli - powinny wystąpić obrażenia charakterystyczne dla takiego położenia ciała (zwisanie na pasach głową w dół), przy wystąpieniu znacznego przeciążenia pionowego w momencie upadku - na przykład rozerwanie czy poważne uszkodzenie (przez rozciąganie) kręgów szyjnych. Podobnie rzecz się miała przy katastrofie śmigłowca z prem Millerem na pokładzie, gdzie przy upadku śmigłowca w położeniu normalnym poszkodowani doznali obrażeń jednoznacznie wskazujących na uderzenie w położeniu normalnym ciała (pozycja siedząca głową go góry). Prem Miller miał zmiażdżone parę kręgów. Czy podobne (wskazujące na pozycję ciała podczas zderzenia) obrażenia mieli pasażerowie Tupolewa niestety nie wiemy. Według mnie takie badania ciał ofiar mogłyby w znacznym stopniu potwierdzić lub zaprzeczyć półbeczce i upadkowi w położeniu odwróconym. Jak wyglądały jednak sekcje to niestety wiemy.
Nie wpadli. Taśmę na urządzeniu stacjonarnym MARS NW odtwarza się przy ustawieniu regulacji prędkości typowej (średnia) dla tej klasy urządzeń.
Ewentualne dodatkowe korekcje są robione już po wgraniu do komputera."
To jak w takim razie radzili sobie ze stabilizacją prędkości odtwarzania zapisów CVR MARS BM w "erze przedkomputerowej"?
W końcu ten rejestrator powstał jeszcze przed upowszechnieniem się oprogramowania do obróbki zapisów dźwięku...
Wahania prędkości zapisu, odtwarzania, zniekształceń znaczników - nie mają ŻADNEGO ZNACZENIA.
Tak, ale dopiero po linearyzacji kopii wykonanej wg. znaczników czasu. I tu jest pies pogrzebany, że nie wiemy czy w ogóle, a jeśli tak to jak linearyzacja została dokonana.
Czyli g...uzik wiemy, ale wielce dyskutujemy. Bo fachowiec, drogi p. inżynierze, wie też gdzie są jego i metodyki granice.
Bo jak w przypadku tytułowego Marka Dąbrowskiego wszystko czego nie rozumiesz jest dowodem na fałszerstwo. D
1. Nie mam pojęcia czy zlinearyzowano całe nagranie
2. Nie mam pojęcia czy jest to "native" czas zegara PLF101, czy jest to czas odniesiony do UTC
Ja wierzę, że ruskie chodzili do szkoły i mają fachowców do odczytywania znaczników i tworzenia osi czasu.
A ja wierzę, że szukali przyczyny katastrofy i nie stosowali "przewagi formy nad treścią" w postaci wyszywania poematów złotą nicią na atłasie.