Wśród nominacji na członków nowego rządu największe zdziwienie komentatorów zdaje się budzić decyzja o powierzeniu teki ministra sprawiedliwości Jarosławowi Gowinowi. Sprawa może mieć drugie dno. Odejście Gowina do rządu osłabia bowiem konserwatystów z PO w Sejmie. To może okazać się zgubne dla wszelkich rozwiązań bioetycznych.
Osłabienie prawego skrzydła PO, wydarcie z Sejmu najbardziej rozpoznawalnego posła prawej strony, jest więc na korzyść liberałów i lewicowców działających w Sejmie. Dzięki decyzji o powiedzeniu Gowinowi teki ministra sprawiedliwości unieruchamia się go zupełnie w kwestii prac sejmowych. Choć nie należy przeceniać możliwości jednego posła w Sejmie, to wydaje się, że Gowin jako jedyny miał odwagę i na tyle dobrą pozycję w partii, żeby przeciwstawiać się lewicowemu mainstreamowi partyjnemu. Po jego odejściu do rządu takiej osoby w sejmowej frakcji PO nie będzie.
Nie przez przypadek Jarosław Gowin otrzymał ministerstwo, w którym jest wiele do zrobienia, a które nie odpowiada kompetencjom posła z Krakowa. Jeśli będzie chciał coś zmienić w resorcie, będzie musiał poświęcić się pracy w nim „na całego”. Wygląda więc na to, że premier Tusk po raz kolejny upiekł kilka pieczeni przy jednym ogniu. Dał konserwatywnemu posłowi dobre stanowisko, czym uciszył jednego z krytyków poczynań PO i rządu z poprzedniej kadencji, dopieścił całe skrzydło prawicowe oraz zyskał spokój i zielone światło dla prawno-sejmowych lewicowych eksperymentów społecznych. Eksperymentów, które w krótkim czasie okażą się zbrodnicze.
Komentarze
Pokaż komentarze (5)