Salon24.pl: Każdy sportowiec przed wyjazdem na Igrzyska mówi, trochę bo tak trzeba, że będzie walczył o medal. Tak realnie, jak pan oceniał swoje szanse przed startem w stolicy Japonii?
Zobacz: Złoty medal olimpijski jest jak „szóstka w lotto"
Na mecie w Tokio, tak fajnie powiedział pan, że przyśpieszył, bo mu się nudziło. O czym zatem myśli chodziarz na trasie?
Najpierw koncentrowałem się na kontrolowaniu rywali. Później, kiedy już urwałem się stawce, myślałem o tym, żeby kontrolować czas w jakim się poruszam, non stop zwracałem uwagę na to, jaka jest różnica pomiędzy mną a goniącymi mnie zawodnikami. Nuciłem sobie jakąś melodię, ale teraz za nic nie pamiętam co to było. Nie wolno natomiast myśleć o rzeczach negatywnych – o zmęczeniu, bólu w nodze, który mnie zaatakował. Skupiałem się na tym, że to jest mój dzień, że muszę dać z siebie wszystko, bo druga taka szansa już się nie zdarzy. Wiem natomiast, co sobie śpiewałem po dekoracji. „Jak do tego doszło, nie wiem”, bo to utwór idealnie pasujący do tego, co zrobiłem w Tokio.
Podobno istniało ryzyko, że zabraknie pana w Azji, bo nie miał pan nie tylko za co trenować, ale żyć.
To prawda. Było naprawdę źle. Żyłem ze stypendium, a to była kwota za którą nie jest człowiek w stanie przeżyć. Nie mówiąc o wynajęciu mieszkania, suplementach diety, itd. Sport schodził na dalszy plan, bo musiałem żyć, egzystować… Ale pocieszałem się, że lepiej mieć cokolwiek, niż nic… Dlatego pracowałem na budowie, jako masażysta, trener personalny. Chwytałem się wszystkiego. Tym bardziej, że chód to nie jest łatwy kawałek chleba. To sport niszowy, do którego sponsorzy nie garną się drzwiami i oknami. Liczę, że teraz po moim złocie się to zmieni.
Złoty medal zdobyty w Tokio już przynosi wymierne korzyści. Podpisał pan trzyletnią umowę z Totalizatorem Sportowym, dzięki temu już nie musi się pan martwic, czy będzie pan miał za co startować.
Zobacz: Zielona rewolucja zaczyna boleć
Po Tokio, kibice porównują pana do legendy światowego chodu, Roberta Korzeniowskiego...
Nie czuję się jak Robert. Chcę pisać własną historię. Jestem ciągle bardzo głodny sukcesów. Ale to bardzo miłe, kiedy jestem rozpoznawalny, ludzie podchodzą do mnie na ulicy, mówią „mistrzu, można zdjęcie?” To złoto jest też dla nich, dla Polski.
Rozmawiał Piotr Dobrowolski
Czytaj dalej:
- Kontrola NIK ws. Funduszu Sprawiedliwości dawno się odbyła. Banaś celowo zwleka?
- PiS i prezydent chcą wydłużenia stanu wyjątkowego. Przecieki ws. decyzji KO
- Chcesz dokonać aborcji? Zabieg zasponsoruje Belgia
- OKO.press: "Krowa Kamińskiego" to tak naprawdę klacz. Nagranie pornograficzne jest od dawna dostępne w internecie
Komentarze
Pokaż komentarze (7)