Tirana. Air Albania Stadium
I pewnie w takim tonie po wczorajszym zwycięstwie nad potomkami husarii, pisała dziś tirańska prasa. W tonie twkim jak 23 grudnia 1957 roku. Cóż takiego wydarzyło się owego grudniowego poranka w Albanii ? Jakiś eliminajcyjny mecz ?
Ależ nic podobnego. W dniu tym jak głosiły tytuły albańskich gazet, odwazna trójka pilotów albańskich sił powietrznych, na swych Migach - 15, przechwyciła i zmusiła do lądowania na tirańskim lotnisku, amerykański, imperialistyczny samolot, próbujący zniszczyć dorobek albańskiej klasy robotniczej. Było to wielkie wydarzenie, a sam samolot, jako łup zdobyty na imperialistach obwożono po całej Albanii, jak babę z brodą. Ostatecznie amerykański, ćwiczebny Lockheed trafił jako eksponat do muzem wojska w Gjirokastrze, rodzinnym mieście ukochanego przywódcy Envera Hodży. A jaka była prawda, bo w krajach kumunistycznych zawsze obowiązywał zasada dwóch, a nawet trzech prawd, z których niektóre, w zależności od sytuacji były ukyte, bądź odkryte. Odbywający rutynowy lot z francuskiego Chateauroux do Neapolu, amerykański pilot w gęstej mgle stracił orientację i widząc stan paliwa postanowił lądować na najbliższym odszukanym lotnisku. Nawet jeśli było to lotnisko Rinas pod Tiraną. Z razu uznany przez zeków budujących lotnisko, jako wyzwoliciel spod komunistycznego dobrobyty, został otoczony i zatrzymany przez albańską bezpiekę. Według legend pilot zamęczony w jakimś albańskim łagrze, dzięki francuskiej mediacji, już w styczniu 1958 roku został przekazanym Amerykanom. Samolot zaś dożywa swoich ostatnich dni w muzeum w Gjirokastrze, obdarty ze wszystkiego co dało się sprzedać na złom. No czy z takimi lotnikami mogliśmy wczoraj zwyciężyć ?
Bojownik komunistycznej partyzantki
Gjirokostra, muzeum armii albańskiej
Komentarze
Pokaż komentarze (10)