Scena ta niestety dobrze opisuje heroizm polskich mediów w tropieniu zbrodni władzy. Ostatnio zaroiło się od odważnych tekstów i okładek piętnujących cały PSL.
Miło, że nagle rozliczni koledzy zauważyli to, o czym wiadomo było od prawie pięciu lat, kiedy to ludowcy - w swoim stylu - poobsadzali kluczowe stanowiska i nawet tego kryli, z bezczelną ironią drwiąc, że są „partią rodzinną”. Ale mamy w Polsce też drugą większą rodzinę, która miała swoja aferę, przy której ta ostatnia, to jak kradzież batonów ze sklepiku szkolnego w porównaniu z napadem na bank. Dużą cześć z obecnych pogromców PSL-u pamiętam jako heroicznie broniących „pana premiera” przed bestialskimi atakami policjantów zarzucających mu poważne przestępstwo. I z powszechną ulgą przyjęli tychże policjantów dymisję, a także fakt, że afera wokoło ich umiłowanego pana przycichła. Ci sami herosi, teraz kiedy od pana poczuli przyzwolenie, dokonują krwiożerczej rozprawy z jego dawnym partnerem, który zamienia się we wroga. O tym, że Eurazja nie jest już sojusznikiem a wrogiem nie trzeba oficjalnie informować, fachowcy od propagandy sami to wyczuwają.
Problem nie dotyczy tylko polityki. Od kilku lat wiadomo było, że firma Amber Gold, nie jest - mówiąc eufemistycznie - instytucją najwyższego zaufania. Opisał ją, i związane z nią linie lotnicze, dopiero teraz Tokarz w „Pulsie Biznesu”, jednej z niewielu gazet, w których Amber Gold się nie reklamował (ponoć „Puls” nie chciał przyjąć reklam firmy uchodzącej za niewiarygodną). Koincydencja, że media który brały kasę od Ambera nie pisały o nim jest rzecz jasna przypadkowa.
Baby na targu sporo ostatnio gadają o upadłej już firmie DSS i okolicznościach zdobywania przez nią kontraktów na autostrady. Ponoć bojąc się nadciągającej katastrofy, chcąc zamieść sprawę pod dywan, pan premier w trosce o standardy dokonywał już pół roku temu jakiś przesunięć po resortach, głownie typu „Józek pójdzie do samorządu, a Krzysiek sprawdzi się w biznesie”. Tyle plotki. Ale jak okażą się prawda to ciekawe czy lisoidzi wykażą się równym heroizmem.
A na koniec dobra wiadomość. Poziom gastronomi nad Bałtykiem (Łeba) skoczył do góry, a ceny są niższe. Restauratorzy narzekają na „dziennikarskie hieny”, ale bardziej się starają. Chwała dziennikarstwu interwencyjnemu, w tym przypadku. Oby jednak nie okazało się ono największym misiem jakiego na naszą miarę da się uszyć.
Wiktor Świetlik
28 lipca 2012
SDP.pl