Ryszard Czarnecki Ryszard Czarnecki
61
BLOG

Polska prezydencja czyli nieobecni nie mają racji...

Ryszard Czarnecki Ryszard Czarnecki Polityka Obserwuj notkę 1

Trwa półroczna prezydencja Polski w Unii Europejskiej – a jakby jej nie było. Nawet wczoraj jeden z pracowników Parlamentu Europejskiego z długim stażem – uwaga: wcale niebędący zwolennikiem Prawa i Sprawiedliwości ! – zwrócił mi uwagę, że poprzednia prezydencja, czyli Węgrzy zorganizowali dużo więcej konferencji i imprez towarzyszących niż nasz kraj. To fakt. Happening sprowadzający się do wręczania eurobiurokratom pączków z okazji Tłustego Czwartku, jeden koncert i jedna "konfa" w europarlamencie to rozpaczliwy bilans pierwszych czterech miesięcy polskiej prezydencji (chyba, że rząd wystrzeli z czymś w Brukseli, w święta Wielkiej Nocy, ale zostawmy te krotochwile).

Jak to się dzieje, że państwo mające blisko cztery razy więcej ludności niż Węgry nie jest w stanie przepracować 180 dni, które przypada raz na kilkanaście lat?

Poprzednia prezydencja Rzeczypospolitej w UE miała miejsce też za rządów PO-PSL (wtedy w koalicji nie było lewicy – teraz jest) i też,niestety, była kompletnie niewykorzystana, gdy chodzi o polskie interesy i polską rację stanu. Charakterystyczne, że obie polskie prezydencje przypadły na rok wyborów: wtedy, przed czternastoma laty były to wybory do parlamentu, teraz są to wybory Głowy Państwa. No i rząd skupia się właśnie na elekcji, a nie na obronie polskich interesów poprzez struktury unijne – co robi w gruncie rzeczy każde państwo członkowskie UE. Zresztą zarówno te największe, jak Niemcy, Francja czy Włochy, takie jak my, czyli Hiszpania, państwa duże, ale od nas mniejsze jak Holandia i Rumunia, jak też europejskie „średniaki” jak na przykład Czechy czy „maluchy”, jak państwa bałtyckie. Wszyscy, ale nie my.

Budapeszt wiedział czego chce podczas półrocznego kierowania Unią, nawet jeśli przebiegało ono w trudnych dla Madziarów warunkach, bo w sytuacji dużego sceptycyzmu w UE - 27 wobec rządu Victora Orbana i FIDESZ-u.

Jak to jest, że Polska, jedyne państwo UE, które graniczy i z Rosją i z Ukrainą, podczas swojej prezydencji oddaje organizację szczytów UE poświęconych sytuacji w Europie Wschodniej – Francji?

Można by dyskutować, gdyby takie ekstraordynaryjne, nadzwyczajne szczyty omawiać miały sytuację w Afryce, gdzie jak wiadomo, Republika Francuska ma dawne kolonie i wciąż duże wpływy. Ale trudno pojąc sytuację, w której Emmanuel Macron, a nie Donald Tusk zwołuje nieformalne spotkania największych państw UE, czy też takie już w szerszym składzie , ale również dedykowane Ukrainie.

W piłce nożnej czy szerzej : w sportach zespołowych jest powiedzenie, że „niewykorzystane okazje się mszczą”. To prawda, tyle że po meczu za kilka dni, tydzień jest kolejny mecz. W przypadku prezydencji Polski następna może przypaść na rok 2038 – 2039, o ile wcześniej nie zadebiutują w tej roli nowe państwa członkowskie UE z Bałkanów Zachodnich (Czarnogóra, Macedonia Północna, Serbia może Albania) lub też dawnego obszaru Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (Mołdawia, Ukraina, Gruzja).

Do kolejnej prezydencji rząd może zmienić się parę razy – nie chodzi więc tutaj o taką czy inną koalicję, tylko o bezpowrotnie zaprzepaszczone szanse dla państwa polskiego na arenie międzynarodowej.

*Artykuł ukazał sie w "Gazecie Olsztyńskiej"

historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII, VIII i IX kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister - członek Rady Ministrów, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka