Wprawdzie polski dyskurs publiczny rozgrzała sprawa niegodnych zachowań jednego z dziekanów na czołowym polskim uniwersytecie, jednak to wypowiedzi kandydatów na najważniejszy urząd w państwie, czyli Sławomira Mentzena oraz Krzysztofa Stanowskiego dotykały istoty problemu, czyli stanu oraz przyszłości publicznego szkolnictwa wyższego. Część sceny politycznej oraz komentatorów oburzyło się, że w ogóle pojawił się pomysł, aby studia wyższe lub niektóre kierunki w Polsce były płatne – oczywiście zgodnie z art. 70 ust. 2 konstytucji, co w swoim orzeczeniu podkreślił Trybunał Konstytucyjny, nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna. Jednak jakby się nad tym zastanowić, to głównymi zwolennikami rozwiązań dążących do prywatyzacji mogą być właśnie ludzie młodzi, potencjalnie głosujący za kandydatami głoszącymi takie postulaty.
Oczywiście ktoś może zarzucić, że wówczas młodzi wyborcy opowiadają się za pomysłami, które potencjalnie będą im szkodzić, lecz czy oni podzielają te obawy i czy inni tak naprawdę starają się zrozumieć ich tok myślenia? Przecież niemalże każdy z tej grupy społecznej ceni wolność, chce być kowalem własnego losu, myślącym indywidualnie o własnych interesach oraz o karierze. Nie chce mieć przy tym dużej konkurencji na rynku pracy, więc dlaczego miałby płacić za studia innych? Przecież młody wyborca partii liberalnych gospodarczo wszystko sprawnie przelicza, w tym ile zapłaci w podatkach na poszczególne usługi publiczne, z których przecież nie korzysta i gdzie państwo wywala jego ciężko zarobione pieniądze w błoto – abstrahując od tego, że w Polsce do 26. roku życia nie płaci podatku dochodowego.
Nie da się ukryć, że przywiązywanie szczególnej wagi do poziomu wykształcenia jest charakterystyczne dla starszego, które ma tendencje do kierowania losem młodszych, jednak ci widzą kolejnego influencera w swoim wieku, kupującego pakiet nowych mieszkań, mającego miliony obserwatorów i kontrakty z kwotami, których nie zarobią nigdy ich ludzie z pokolenia ich rodziców. Poza tym, pojawiają się nowe, jakże intratne zawody jak tiktoker, streamer, flipper czy spekulant, kupujący cryptowaluty. Przecież to nie jest kompatybilne z pruskim systemem nauczania, gdzie człowiek jest przygotowywany do pełnienia określonej i narzuconej roli w systemie gospodarczo-politycznym.
Obecnie niemalże każdy, kto wchodzi w dorosłe życie powtarza, że liczy się doświadczenie, umiejętności, a nie nic nie znaczące papierki wydawane przez uniwersytety słabej jakości. Zapomina się przy tym, że osoba studiująca powinna charakteryzować się chęcią poszerzania swoich horyzontów, a przede wszystkim absolwent udowadnia, że potrafi zakończyć poszczególne etapy w swoim życiu. Takie zachowania powinno się doceniać już w samej pracy, gdzie przecież należy kończyć projekty i zadania, które się rozpoczęło.
Tylko czy nauka i studiowanie jest młodym ludziom w ogóle potrzebne? Przecież mają przy sobie zawsze telefon, wystarczy chwila by coś sprawdzić, czegoś się dowiedzieć. Mają przy tym ewidentną niechęć do naukowców – bez pracy których nie mieliby np. Internetu, słuchając niczym wyroczni ekspertów, w tym tych przyłapanych na plagiatach , tylko dlatego że potrafią opowiadać ciekawe historie i są popularni w bańkach informacyjnych. Z drugiej strony Nassim Nicholas Taleb wskazał, że w obecnych czasach jest wiele przypadków ,,intelektualisty, a jednak idioty”, próbujących opisać świat, ale totalnie mylących się, nieprzystosowanych do życia poza murami uniwersyteckimi.
A czy jest to smutna wizja? Możliwe, lecz młodzi ludzie starają się dostosować do świata, jaki zastali i w jakim przyszło im żyć.
Inne tematy w dziale Społeczeństwo