kelkeszos kelkeszos
2006
BLOG

Profesor Witold Modzelewski, czyli uczta mistrzów

kelkeszos kelkeszos Ekonomia Obserwuj temat Obserwuj notkę 170
Choć tak zwana przestrzeń publiczna zapełniona jest po brzegi wypowiedziami i pogadankami mędrców przeróżnych i znawców spraw wszelkich, to nie jestem chyba odosobniony w przekonaniu, że realnej wartości w tym niewiele. Szczególnie odpychające są tu oczywiście programy prowadzone przez topowych dziennikarzy mediów głównego nurtu, z udziałem polityków partii rządzących, albo jeszcze gorzej,  wspierających ich ludzi z tytułami profesorskimi. W sianiu bezmyślności i podłości celują tu zwłaszcza tak zwane autorytety prawnicze, zdolne do każdej nikczemności byle była popełniona w interesie panujących oligarchii. 
Z tym tłem bardzo wyraziście kontrastuje profesor Witold Modzelewski, nie tylko kulturą osobistą, kulturą słowa, głębokim zakorzenieniem w dorobku cywilizacyjnym, ale też perfekcją wypowiedzi i znajomością omawianych zagadnień. Nie jest to z mojej strony żaden panegiryk, a jedynie stwierdzenie faktu, pozwalające skojarzyć tego typu przymioty, z inną postacią, wielkiego polskiego historyka, o tyle pozwalającą na porównanie z profesorem Modzelewskim, że z wykształcenia był prawnikiem, a przy tym posługiwał się podobną metodą badawczą, która pozwoliła mu na stworzenie jednego z najważniejszych dzieł w dziejach polskiej historiografii. Chodzi o Tadeusza Korzona i jego monumentalne "Wewnętrzne dzieje Polski za Stanisława Augusta". Ta ogromna praca, fundamentalna dla naszej nauki i wiedzy o sobie, powstała nieco przypadkiem i dlatego jest też świadectwem naszego największego deficytu w badaniach przeszłości, ściśle zresztą związanego z teraźniejszością. Urodzony w Mińsku Tadeusz Korzon ukończył wydział prawa Uniwersytetu Moskiewskiego, broniąc pracę dyplomową "Pogląd porównawczy na procedury karne francuską i angielską" ( nagrodzoną złotym medalem i ogłoszoną drukiem przez carskie ministerstwo sprawiedliwości ). Takie dokonania nie otworzyły młodemu prawnikowi drzwi do wielkiej kariery, zaangażował się bowiem w działalność społeczną, która w napiętych czasach tuż przed wybuchem powstania styczniowego, ściągnęła na niego represje w postaci zsyłki do Orenburga, gdzie utrzymywał siebie i rodzinę malując i szkicując portrety miejscowych notabli. Ten fakt też mi się skojarzył z profesorem Witoldem Modzelewskim, pochodzącym z rodziny artystycznej, absolwentem liceum plastycznego.
Po powrocie z zesłania Tadeusz Korzon zdobywał sobie w Warszawie wielkie uznanie jako prywatny nauczyciel, co skłoniło dyrektora Przystańskiego, zawiadującego Szkołą Handlową Kronenberga, do powierzenia mu wykładów z historii handlu w Polsce. I to był ten właśnie przypadek, który zaowocował wielkim i fundamentalnym dziełem, bo chcąc się przygotować do pełnionej funkcji Tadeusz Korzon próbował poznać opracowania na temat przedmiotu wykładów. W tym momencie okazało się, że nie ma z czego korzystać, bo my Polacy nie umiemy opisywać historii gospodarczej, nie tykamy spraw przyziemnych, nie interesuje nas praktyka życia codziennego i to w jakich warunkach się ono odbywa i skąd masy ludzkie czerpią swoją energię. Dla nas najważniejsze jest gdzie ją tracą i dlatego wojny i powstania mają w Polsce tak wielką literaturę, a proza "prac i dni" nie znajduje nie tylko swoich piewców, ale nawet jakiejś większej liczby rzetelnych badaczy.
Tadeusz Korzon musiał zawstydzić polskich historyków swoim wielkim dziełem wydanym najpierw w Krakowie w latach 1882 - 6, a potem już w pięknej i bogato ilustrowanej formule w Warszawie, w latach 1897 - 99. Dzieło o czasach Stanisława Augusta zadziwiło wszystkich swoją formą, precyzją i podejściem autora do omawianej materii. Jeśli bowiem zwieńczeniem omawianej w nim epoki była Insurekcja Kościuszkowska, to jej plastyczną formułą była "Panorama Racławicka", ale merytoryczną praca Tadeusza Korzona, który na tym wielkim obrazie precyzyjnie mógłby wskazać skąd pochodzili przedstawieni uczestnicy bitwy, kto ich ubierał, uzbrajał, za co, jak i kiedy. Bo w swoim wiekopomnym dziele Tadeusz Korzon po raz pierwszy w Polsce pokazał, że zanim wystrzelą działa i karabiny, zanim w ruch pójdzie ołów, ktoś musi ten cały układ zasilić złotem i srebrem. I podchodząc do tematu bez żadnych uprzedzeń, prowadząc wyłącznie oparte na dostępnych danych analizy statystyczne, bez żadnej wcześniejszej tezy czy intencji " Wewnętrzne dzieje Polski za Stanisława Augusta" udowodniły, że Polska przedrozbiorowa była organizmem państwowym gwałtownie się rozwijającym i w przyspieszonym tempie stającym na nogi, w oparciu o umiejętność wykorzystania własnych zasobów.
Ten nurt naszej historii nie jest popularny, bo polskich historyków odpycha liczydło. Dlatego być może najlepsze prace opisujące historię gospodarczą powstają niejako obok polskiej nauki historii. Kontynuatorem dzieła Tadeusza Korzona był bowiem profesor Jan Zdzitowiecki, autor świetnej monografii o polityce gospodarczej Franciszka Ksawerego Druckiego - Lubeckiego, z precyzyjnym opisem dwóch jego wielkich zwycięstw w wojnach ekonomicznych. O likwidację "sum bajońskich" i wojny celnej z Prusami. Profesor Zdzitowiecki specjalizował się w prawie finansowym i podejrzewam, że jego prace są znane profesorowi Witoldowi Modzelewskiemu, prezentującemu te same walory, tę samą ogromną wiedzę i ten sam brak uprzedzeń.
Gdy studiowałem prawo w czasach przełomu lat 80/90 zdawałem sobie sprawę z tej polskiej bezbronności w wojnach ekonomicznych, w których nasi bezwzględni wrogowie są wyposażeni w wielowiekową tradycję instytucji, doktryny i praktyki, a my mamy kraj, w którym przez całe wieki armie finansowano na podstawie publicznych zbiórek, a pierwsze budżety w nowożytnym rozumieniu, to krótkotrwałe czasy konstytucyjnego Królestwa Polskiego.
I właśnie wtedy grupa prawników zajmujących się finansami publicznymi, profesorowie Jerzy Harasimowicz, Wacław Goronowski, czy ich ówcześni współpracownicy, a potem następcy Elżbieta Chojna - Duch, Hanna Gronkiewicz - Waltz ( ta sama, ale nie taka sama ), Janusz Szewczak, Krystyna Pawłowicz, czy Witold Modzelewski właśnie dawali nam do garści stosowne instrumenty. Szkoda tylko, że ta tradycja nie wybrzmiewa w Polsce dostatecznie, bo u nas wszyscy wiedzą kto ma wystawiać rachunki, ale niewielu interesuje kto ma je płacić. Profesor Witold Modzelewski te mechanizmy zna, nie waha się uczciwie i zajmująco o nich opowiadać, a przy tym będąc człowiekiem niezależnym finansowo, może sobie pozwolić na wydawanie własnych prac, bez ulegania żadnym wpływom, co dotyczy także pism o Rosji. Szkoda tylko, że to "ginący gatunek" polskiego naukowca, zwłaszcza na gruncie nauk prawnych i historycznych. W każdym razie konkurencję bije "o pół pola", albo o "wiorstę" jak mówią na wyścigach i warto z tego faktu korzystać.
kelkeszos
O mnie kelkeszos

Z urodzenia Polak, z serca Warszawiak, z zainteresowań świata obywatel

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (170)

Inne tematy w dziale Gospodarka