Zacznę od tego, że moja notka została zainspirowana tekstem Łukasza Warzechy: https://www.salon24.pl/u/lukaszwarzecha/1260441,miejsce-klimatystycznych-chuliganow-jest-w-celi,2
Dyskusja pod nią jest tyleż ożywiona, co metodycznie trollowana, więc pożałowałam czasu na komentowanie tam - a jednak chciałam podzielić się (z chętnymi) kilkoma refleksjami.
Nie razi mnie używanie przez autora szyderczej nazwy Greenpic: przeciwnie, uważam to i za dowcipne, i trafne (jaki tam peace, skoro członkowie swoje cele osiągają siłą? Oczywiście, że ta organizacja to pic na wodę fotomontaż!). W pełni zgadzam się też z propozycją, aby wandale ponosili odpowiedzialność za swoje postępowanie. Warto w tym kontekście przywołać pojęcie obywatelskiego posłuszeństwa, gdzie sprawca ponosi adekwatną karę.
Mam jednak duży problem z następującym fragmentem: "Uważam, że tę dokładnie zasadę powinno się stosować wobec coraz agresywniej zachowujących się chuliganów klimatystycznych. Na razie używam jeszcze tego właśnie określenia – chuligani – a nie terroryści, choć właściwie ich zachowanie balansuje na granicy terroryzmu szeroko rozumianego."
Najpierw pozwolę sobie przytoczyć definicję terroryzmu: są to różnie umotywowane, najczęściej ideologicznie, planowane i zorganizowane działania przestępcze pojedynczych osób lub grup, w celu wymuszenia od władz państwowych i społeczeństwa określonych zachowań i świadczeń, często naruszające dobra osób postronnych; działania te są realizowane z całą bezwzględnością, za pomocą różnych środków (nacisk psychiczny, przemoc fizyczna, użycie broni i ładunków wybuchowych), w warunkach specjalnie nadanego im rozgłosu i celowo wytworzonego w społeczeństwie lęku (źródło: Wikipedia).
Jak widać, akt terroru to nie tylko podłożenie bomby w metrze czy wjechanie ciężarówką w kiermasz pełen ludzi. Działania - że zapożyczę od p. Warzechy - Greenpecu czy "działaczy" klimacystycznych wypełniają definicję idealnie.
Inne tematy w dziale Rozmaitości