„Rzeczpospolita” przynosi informację że prokuratura sprawdza powiązania gangsterów – porywaczy Olewnika z dawnymi WSI.
Tekst nie zawiera konkretów w tej materii. Konkretniejsze są jednak zawarte w artykule informacje o związku ówczesnej wojskówki z innym porwaniem – biznesmena Jana Z., który szczęśliwie odzyskał wolność. Cytuję:
„Czego chcieli? Wymusić na nim sfałszowanie dokumentu, który umożliwiłby spółce Sur5Net uzyskanie 100 mln dol. kredytu. Spółka ta miała zostać założona przez WSI. Jak wynika z nieoficjalnych informacji, za pieniądze te ludzie służb chcieli przejąć Rafinerię Trzebinia. (…) O kierowanie porwaniem Jana Z. prokuratura oskarżyła adwokata Janusza Sz. i wykonawców: Łukasza M. – jak się podejrzewa, rezydenta WSI w Rafinerii Trzebinia, który w PRL miał być agentem wywiadu w Norwegii, i Jerzego G. Ich proces dotąd nie ruszył. (…) Co łączy tę sprawę z uprowadzeniem Krzysztofa? Według informacji „Rz” gdańscy śledczy sprawdzają, czy ludzie z dawnych służb, którzy mieli stać za porwaniem Jana Z., mogli się kontaktować z gangsterami zamieszanymi w sprawę Olewnika.
Jeden z takich łańcuszków prowadzi do byłego pułkownika SB, a dziś wpływowego biznesmena w branży spożywczej. Były esbek znał prawdopodobnie i porywaczy Olewnika, i ludzi, którzy mieli stać za uprowadzeniem Jana Z. Co więcej, znał też osoby, które deklarowały pomoc w odnalezieniu Krzysztofa. Dzięki tej znajomości mógł sprowadzać śledztwo na boczne tory.
Inny wątek wskazuje na powiązania szefa gangu porywaczy Olewnika – Wojciecha Franiewskiego – ze służbami. Franiewski (…) żadnego wyroku nie odsiedział do końca. W latach 80. kilka razy uciekał z więzienia. Mimo to dostawał przepustki i przedterminowe zwolnienia. – To jedna z poszlak wskazujących na jego współpracę ze służbami. Tylko agenta można było tak traktować – mówi osoba znająca akta sprawy”.
Tyle cytatów.
Powyższe dedykuję tym – na Salonie i poza nim – którzy słysząc o roli służb specjalnych (zwłaszcza wojskowych) w Polsce, a zwłaszcza o ich roli w tzw.transformacji, zamykają oczy i albo milczą, albo mówią coś na temat spiskowego postrzegania świata. Tym, którzy słysząc o raporcie Macierewicza (zgadzam się – niestety niedopracowanym i mało konkretnym) krzyczą o paranoi. Tych spośród nich, którzy czynią to szczerze, chciałbym przekonać, że nawet nielubiany polityk może mieć w różnych – ważnych – sprawach trochę (albo i wiele) racji.
Proszę Państwa –przyjrzyjcie się tej sprawie. Przypomnijcie sobie sprawę Papały. I odpowiedzcie szczerze na pytanie: czy naprawdę IIIRp była państwem jak wszystkie? Państwem normalnym, w którym – tak jak wszędzie – zdarzały się co najwyżej pewne zaniedbania? Czy może było inaczej? Może III Rp nie cierpiała na katar, a co najwyżej na zapalenie zatok, tylko toczył ją rak?
Oczywiście – nie twierdzę, że peerelowskie służby stały za wszystkimi korupcyjno-przestępczymi aferami lat 90. Oczywiście – warto zauważyć, że nie byliśmy jedyni, że wiele negatywnych zjawisk z ówczesnej Polski było i jest charakterystyczne nie tylko dla naszego kraju, ale i dla wielu innych. Że i ci, którzy trafnie diagnozowali ten problem, w wielu sprawach – wtedy i potem – nie stanęli na wysokości zadania.
To wszystko prawda. Ale jeśli odpowiecie pozytywnie na sformułowane wyżej pytanie, to przy wszystkich dzielących nas różnicach będziemy mogli się porozumieć.
Inne tematy w dziale Społeczeństwo