No proszę, myślałam, ze już dawno pozamiatane, a tymczasem sytuacja jest rozwojowa.
Tzn. miałam racje (tutaj), ze w kwestii śledztwa smoleńskiego jest pozamiatane. Natomiast ku uciesze wielu ciemnych sil i bezsił, przewodniczący Zespołu Parlamentarnego znalazl nareszcie adekwatnego sprawce.
Sprawcą jest oczywiście wróg ludu FYM. Ma to udowodnic naczelny ekspert zespolu parlamentarnego d/s wyjaśnienia katastrofy smolenskiej, architekt Dąbrowski
Pan Marek Dąbrowski zdaje się być podręcznikowym przykładem na odwrotność słynnej zasady Petera, według której każdy awansuje do momentu osiągnięcia niekompetencji. Otóż pan Dąbrowski w przeciągu dwóch lat z mało zdolnego architekta przedzierzgnął się w kapusia klasy Super Duper de Lux (
tutaj). Umożliwiło mu to namaszczenie przez Antoniego Macierewicza na najważniejszego eksperta Zespołu Parlamentarnego d/s wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej. I choć liczny zespól do tej pory jeszcze niczego nie wyjaśnił (krotka listę pilnych spraw do wyjaśnienia podaje Free Your Mind, czyli dr. Przywara w swoim wpisie
tutaj), ale jego przewodniczący błyskawicznie znalazł wroga- żeby było śmieszniej (Spass muss sein) w osobie- a jakze by inaczej - samego FYMa- autora hipotezy maskirowki.
Teraz były architekt Dąbrowski otrzymał zadanie spisania wrogich knowan na papierze. Wyda to dzieło zapewne red. Sakiewicz w słynnej oficynie swego teścia, bo interes smoleński musi się kręcić, a ukręcić można jeszcze sporo szmalu.
Tym bardziej, kiedy opowieści strasznej treści sufluje nie kto inny, jak sam Naczelny Tropiciel i Razwiedkowy Rozwiązywacz, wielokrotny Laureat patrz
tutaj:
Czy z takimi fachowcami ma FYM jakiekolwiek szanse? Radzilabym mu jeszcze dziś przyznać się do wszystkiego bez bicia, posypać głowę popiołem i wskazać to miejsce w samolocie, w którym przykleił te kulki z semtexową plasteliną. Na nic zda sie udawanie niewiniątka, bo architekt Dąbrowski i tak wykaże czarno na białym w książce, a przewodniczący ogłosi już w następnym wywiadzie z red. Dawidem Wildsteinem, ze widziano FYMa na Okęciu w feralną noc 10 kwietnia w czapce-niewidce z czerwoną gwiazdą skradającego się w trampkach do tupolewa. W drodze powrotnej zwinął wszystkie twarde dyski z serwerowni i karton z kotylionami.
Jedyna szansa na unikniecie dożywocia albo wręcz gilotyny dla FYMa to ścisła współpraca z Zespołem Parlamentarnym i Prokuraturą Generalną. Proszę się nie śmiać. Sytuacja jest poważna, a będzie jeszcze straszniejsza.
Komentarze niemerytoryczne są usuwane. Autorzy komentarzy obraźliwych są blokowani.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka