nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna
339
BLOG

Paradoksy kłamców smoleńskich

nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna Polityka Obserwuj notkę 123

...Ależ ja nie zgłaszałem pretensji, że nie przekopano dokładnie terenu, tylko mam pretensje do minister Kopacz, która twierdziła że przekopano... ...Przecież wybuch nie musi być skutkiem zamachu...


Pierwszym paradoksem jest ich rzekoma wiara w wyprodukowane przez pisowski zespół zamachowy pana Macierewicza kłamstwa o wybuchach, przy jednoczesnej ich niewierze w sam zamach. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują iż udają, że wierzą w same tylko wybuchy, by nie być posądzonym o zdradę popieranej przez siebie partii. Paradoksalnie, taka de facto sceptyczna wobec kłamstw o zamachu postawa bardziej demaskuje ten moralny i intelektualny kant, niż brnięcie w zamach na ostro i po całości. 

Zamachu nie da już się obronić, wyszły natomiast na jaw liczne oszustwa pana Macierewicza i spółki. Sceptycyzm minimalistów głoszących wiarę w same tylko wybuchy jawi się więc jako tchórzliwa rejterada, pozostawienie zamachowych ortodoksów samych, co wprost przecież przekłada się na zdradę. Domyślenie się, co miałyby wg tych sceptyków zamachowych te ich zagadkowe wybuchy oznaczać skoro akurat nie zamach, jest dla posługującego się samą tylko logiką człowieka zdecydowanie za trudne. Wierzą w święte wybuchy, bo tak im nakazuje ich wiara w PiS. Zarazem nie oczekują od pana Macierewicza, który ich nakarmił tym kłamstwem o wybuchach, udowodnienia tego swojego zamachu. Jakoś nie kojarzą, że wybuchy pan Macierewicz wymyślił sobie tylko po to, by kłamstwem tym uwiarygadniać swoje plecenie o zamachu.

Kolejnym paradoksem kłamców smoleńskich jest zderzenie ich kłamstwa o tym, że ziemi w Smoleńsku nie przekopywano tak jak mówiła premier Kopacz, z ich podobnie niedorzecznymi pretensjami, że wrakowisko po jego udokumentowaniu z premedytacją dekomponowano. Na pytania, czy da się wydobyć szczątki ofiar bez usunięcia fragmentów wraku nikt z nich już nie potrafi odpowiedzieć. W efekcie prostego pytania nie wiedzą już czy kopano za mało, czy też za bardzo. 

Jako motto notki wkleiłem absurdalne wykręty jednego z mistrzów ślizgania się na tych paradoksach, który tak jak łże o wybuchach, tak i bez cienia dowodu kłamie zarzucając mówienie nieprawdy premier Kopacz. Nie był w Smoleńsku, nie mierzył ile kopali, nie wie oczywiście nawet ile powinni kopać, ale skądinąd wie, że przestawiali złom, który wspólnie z pilotami, gen. Błasikiem i dyr. Kazaną wyprodukował Lech Kaczyński, więc i wie, że faktycznie kopali. Nie podważa też tego, jak uroczo zresztą szczerze wyznaje, że przekopano dokładnie(!), ale gdzieś tam usłyszał od podobnego sobie, że i tak za mało, więc bezmyślnie kłapie, że wcale nie przekopano... 

Może więc to nie żadne paradoksy, ani nawet lojalność partyjna, a tylko zwyczajne szujostwo?

Cóż, zazwyczaj staram się unikać takiej dosłowności. I teraz też już zaczynam się wahać, że przecież nie jest ona aż tak niezbędna. Ale z drugiej strony, przypadkowo może choć jedną wybuchowo zamachową szuję na tyle jednak ta arcybolesna moja szczerość wstrząśnie, że nawróci się ona na drogę przyzwoitości i prawdy? Wiara ponoć czyni cuda.

Bóg to za mało

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (123)

Inne tematy w dziale Polityka