No, zaprosilem go na rozmowe i sie dobrze przygotowalem, nie powiem. Z trenerem warianty rozpracowalem, na kazdy mozliwy scenariusz material mialem obkuty. Gdzie mieszka jego ciocia, gdzie jest przychodnia stomatologiczna jego kolegi z podstawowki. Cala noc mi to zajelo - ale skoro Rainman mogl wykuc w takim czasie ksiazke telefoniczna, to czemu ja mialbym byc gorszy?
Wszedl wiec sie usmiechnalem i posadzilem na krzesle z kulawa noga. Jebnal o glebe. Zmarszczylem brew.
- Agresja z pana wylazla - warknalem - usiedziec bez lamania mebli nie potrafi pan? - dodalem na poprawke, przyklepujac jednoczesnie stopa to wybrzuszenie dywanu co sie pomimo wczesniejszego przyklepu znow... no, wybrzuszylo. Od opilkow z krzeslowej nogi, widac naciagly wilgocia i kapilarnosc je rozdela. - Pan zaliczyl glebe, a ja reke panu podaje, widzi pan, docenia pan?
Wazne jest dobrze zaczac, ot, chocby strzelic w pysk z otwartej. Gwarantuje mniejsze awanturowanie sie klijenta. Jak to tlumaczyl niegdys ten, Pietrzyk, cialo zanurzone w gownie traci na odwadze. I racja. On jednak jakos zamortyzowal ten upadek, bo zamiast oczekiwanego belkotu polaczonego z pianotokiem, usmiech mily mi puscil. Pochylil sie nad meblem, rog dywanu podniosl, okiem mrygnal pod publike, butapren z tylnej kieszeni porciat wyciagnal i... tak mackal tym pendzlem gleju pelnym, ze mi opary jego w nozdrza weszly i zupelnie wymieklem. Nastepnie mie migrena zlapala, zamiast luziku poczulem jak pracuja mi robaczki, zawarlem szczeki, ale to nie pomoglo, tekst przygotowany tak precyzyjnie zaczal mi sie lasowac, w glowie sie krecilo. W tym momencie dotarlo do mnie, ze powiedzial cos jakby:
- Naleperuje panu stolek.
No, jak tonacamu kolo ratunkowe, tak mnie ten tekst z pomoca pospieszyl.
- Tu Leppera nie ma. Tu nie ma Leppera, ha, ha! Oraz HA! HAHA! Tu nie ma i nie bylo pana od srubek, tu nikt nikomu samoboj...
W tym momencie zdjeto mnie z wizji. I ciagle nie wiem dlaczego.
Inne tematy w dziale Polityka