Refleksje na marginesie artykułu Dubravki Ugresic : Jugosławia, toys for boys
Kontrowersje wokół ogłoszenia niepodległości Kosowa nie milkną. Co ciekawe rozkład głosów nie pokrywa się z tradycyjnym podziałem na prawicę i lewicę co świadczy o tym , że sedno sprawy leży głębiej niż bieżące spory polityczne. Przy tej okazji napisano wiele słów o prawie do samostanowienia w kontekście państw narodowych.
Nikt się chyba nawet nie zająknął o tak popularnym jeszcze niedawno tworze jak państwo federacyjne. W przeszłość odeszło wspólne państwo Czechów i Słowaków, rozpadł się nietypowy co prawda ,ale co by jednak nie mówić , formalnie federacyjny ZSRR. Nie ustają konwulsje związane z rozpadem federacyjnej Jugosławii. Tej Jugosławii, na którą wielu z nas spoglądało w latach siedemdziesiątych z uczuciem zazdrości. Czy Jugosławia musiała się rozpaść , czy ten model państwa należy do przeszłości? Czytam każdy tekst Dubravki Ugresic mając nadzieję, że pomoże mi znaleźć odpowiedź. Jej teksty nacechowane są nostalgią za tym co odeszło ; ciągle sobie zadaje pytania o przyczyny rozpadu i szuka na nie odpowiedzi :
Chociaż minęło niemal dwadzieścia lat od śmierci Jugosławii, chłopcy wciąż boją się duchów byłego państwa, nawet jeśli zjawiają się one pod postacią symbolicznej zabawki, jaką jest stary fićo. Należałoby zapytać: dlaczego? Czy dlatego, że tamto wspólne państwo zostało zbudowane na solidniejszych, sprawiedliwszych i nowocześniejszych fundamentach od tych obecnych? Czy też dlatego, że było "strefą mroku" i wszyscy tylko czekali, by wyjść na wolność i wyzwolić się od uciążliwego życia z innymi? Czy gospodarzono w nim lepiej czy gorzej niż teraz? Czy tamto państwo było państwem terroru, w którym obywatele dogorywali przygwożdżeni buciorem komunizmu? Czy ludzie boją się dzisiaj bardziej czy mniej? I czego się boją?
Czy rzeczywiście przyszłość należy do małych państw bo chłopcy lubią takie zabawki ? Ugresic pisze dalej :
Pytań jest wiele. Nie ma nic złego w stawianiu pytań - podobne zaczną nam zresztą wkrótce zadawać nasi wnukowie. Ciekawe tylko, że teraz nikt ich nie zadaje. Zamiast pytać, chłopcy wymachują swoimi flagami i palą cudze, rozbijają okna, wznoszą okrzyki, pobrzękują nożami, lamentują, skarżą się, grożą - sugerując swoim zachowaniem, że państwa są tak naprawdę dziełem przypadku lub też zwykłego cyklu biologicznego: gdy jedne umierają, drugie się rodzą.
I kończy bardzo ogólną i co najmniej kontrowersyjną refleksją :
Ciekawe jest też to, że jedynie dwie rzeczy w dzisiejszym świecie wywołują u ludzi histeryczne reakcje: jedną jest Bóg, drugą - Państwo. Silne i niekontrolowane erupcje emocji, gdy w grę wchodzą Bóg i Państwo, każą myśleć, że obie instytucje pozbawione są swojego znaczenia. O śmierci Boga szepnął nam przed mniej więcej stu laty Friedrich Nietzsche. O Państwie nic nie wiedzieliśmy.
A mnie jest po prostu żal dawnej Jugosławii, która swoim istnieniem udowadniała, ze różne narody mogą żyć w jednym państwie. Pewnie ktoś mi zaraz zarzuci, że było to narzucone siłą, że Tito był dyktatorem i ceną federacji był zamordyzm. Z góry odpowiadam - uważam, ze jeśli pewien stopień zamordyzmu jest ceną którą trzeba zapłacić za istnienie takich państw jak Jugosławia , to cena nie jest wygórowana. I gdyby to leżało w mojej mocy to odebrałbym chłopcom zabawki, odkurzył model federalizmu i wprowadził go wbrew nim. Jeśli trzeba to nawet siłą .
Inne tematy w dziale Polityka