Z marienburskiej wieży zadzwoniono.
Z obradnej sali idą do kaplicy,
najpierwszy komtur, wielcy urzędnicy,
rycerze ,szlachta i duchowne grono.
Nieszpornych modłów kapituła słucha,
śpiewając hymny do Świętego Ducha
i litaniją do Najświętszej Matki
starszy brat śpiewa, a za starszym bratem
„najświętsza Panno” przyśpiewują dziatki
„zmiłuj się, zmiłuj nad tatem! „
Wtem – z lasu, z oddali
tysiączne świecą kagańce,
zjeżdżają się goście weselni;
muzyka, hałas i tańce.
Twardowski siadł w końcu stoła,
podparł się w boki, jak basza,
- Hulaj dusza, hulaj – woła,
śmieszy, tumani, przestrasza,
na głowie kwietny ma wianek,
w ręku – zielony badylek
przed nim biega baranek,
a nad nim lata motylek…
Na baranka, bez ustanku
woła : Ej, ty ryży kudła !
wara od źródła !
-Aż drzwi kościoła trzasły..
Wiatr powiał, świece pogasły,
wchodzi osoba w bieli,
znany chód, znana zbroja,
wchodzi , patrzy ukosem
i podziemnym woła głosem:
-Hej, Kozaku ty chamie,
czemu nie ma przy bramie
ni psa ni pachołka ?
Zamilknął starzec i dokoła słucha
Czy Niemce dalej pozwolą mu śpiewać,
ale na sali była cichość głucha.
Ta zwykła mistrzów na nowo zagrzewać,
zaczął więc piosenkę ale innej treści,
bo głos mu spadkiem wolniejszym pobrzmiewał,
po strunach słabiej i wolniej uderzał
i z hymnu – zstąpił do zwykłej powieści,
jak raz swawolny Tadeuszek
nałapał w flaszkę muszek,
a nie chcąc ich morzyć głodem,
powrzucał chleba miodem.
Gdy rybki to spostrzegły
a jedna z nich, śmielszej natury
wystawiwszy łeb do góry
-To Żydziak – rzecze. A któż widział wspomagać Żydziaka?!
Dobra panią uwaga oburzyła taka
ale małpa,
rada, że się śmieli, kiedy mogła udawać człeka,
weszła pod stół, cicho czeka,
wreszcie nie może !
Idzie do Gawła i prosi w pokorze..
Potem go kijem, potem pałką ćwiczy;
- osioł, nie tylko, że z miejsca nie ruszy
jeszcze się broni
z wież Alpuhary
Almanzor z garstką rycerzy,
Hiszpan pod miastem zatknął sztandary,
wysyła posłów i woła :
- kobieto, puchu marny,
ty jesteś jak zdrowie!
Ile cię cenić trzeba, ten się tylko dowie,
kto zbadał puszcz litewskich przepastne krainy,
do samego ich jądra, do głębi gęstwiny…
Tu przerwał, lecz róg trzymał.
Wszystkim się zdawało,
że to Wojski gra jeszcze ,
a to – Zosia podbiega i na białej dłoni
podaje drążki, którymi zwykle mistrz we struny dzwoni
i dygając: - Głupi niedźwiedziu – rzecze,
gdybyś w mateczniku siedział,
nigdy by się o tobie Wojski nie dowiedział…
I tu – obaj wpadli !
Do ogrodu się skradli,
kędy szpaler altanę porasta.
Na darniowym siedzeniu
coś bieleje w cieniu:
to siedziała z młodzieńcem niewiasta;
brody ich długie, kręcone wąsiska,
wzrok dziki, suknia plugawa,
noże za pasem, miecz u boku błyska,
a w ręku
trzymał na taśmie przypięty,
swój róg bawoli, długi cętkowany, kręty,
jak wąż boa. Oburącz do ust go przycisnął,
wzdął policzki jak banie, w oczach krwią zabłysnął
i zagrał : że był sobie dziad i baba,
baaardzo starzy oboje,
ona kaszląca i słaba
a on skurczony we dwoje.
I mieli córkę maleńką,
taką starą jak oni,
jedno miała okienko
i jeden był wchód do niej.
A synek, jedynak był trzeci;
wesoły ,rumiany, w dostatku chowany
zwyczajnie : zamożnych syn kmieci.
Raz ojciec z wieczora,
wróciwszy ze dwora
tak rzecze ze smutkiem do żony :
- Hej, ty na szybkim koniu, gdzie pędzisz Kozacze ?
Czyś zobaczył zająca co na polu skacze?
Czy instrument niestrojny ? Czy się muzyk myli ?
- Nie !!! to wozy jadą drogą,
a wóz znajomy na przedzie !
Skoczyły dziatki i krzyczą jak mogą:
- Tato, już w gruzach Maurów posady,
naród ich dźwiga żelaza,
bronią się jeszcze twierdze Grenady,
ale w Grenadzie wojewoda zdyszany
wpadł na beczkę wkopaną
gdzie wodę zbierano !
Topi się . Pławki z sobą na dół spuszcza,
bo topiel wody głęboka,
a młodzian nieznany
wzrok tocząc zbłąkany
w te odzywa się słowa :
- Ach, ja mam żonę,
a u mojej żony
jest synek, taki maleńki,
prócz tego dziecka trzy córki, trzech synów
tęgich jak sam Litwinów
na dziedziniec przyzywa i rzecze :
- I wy mnie pytacie z pijanym hałasem,
co znaczy ten krwawy mój kindżał za pasem ?
Co znaczy, żem czarnym owiązał się szalem ?
Że usta me płoną jak gdyby koralem ?
I wy mnie pytacie ? Ha, dobrze Serbowie !
Lecz wprzódy niech wino zaszumi w mej głowie !
Nie słucha zgraja – ryknęły spiże,
rwą się okopy, mur wali…
- I ja biegłem ! wołał Rejent, otarłszy pot z czoła –
Biegłem tuż za niedźwiedziem, a pan Wojski woła :
- Młodości ! Podaj mi skrzydła;
…..Ale Kozak nie celił,
nie celując wystrzelił
i ugodził
w sam łeb Wojewody…
Taka jest moja opowieść o Aldony losach,
niech ją anioł srebrnopióry w niebiosach
niebiosach czuły słuchacz
w swym sercu – dośpiewa…..
Do tych słuchaczy , którzy dotrwali do końca mam pytanie: czy ktoś wie czyje to jest dzieło ? Znalazłem to w starych szpargałach, pamiętam że cytował to Szymon Kobyliński. I to wszystko…
PS.
Kiedyś mi się obiło o uszy, że był dalszy ciąg.. Ktoś wie coś na ten temat?
Inne tematy w dziale Kultura