Karolina Nowicka Karolina Nowicka
213
BLOG

Czy bloger ZetJot nie zaplątał się we własne sidła?

Karolina Nowicka Karolina Nowicka Rozmaitości Obserwuj notkę 19


Szanowny bloger ZetJot napisał w swojej najnowszej notce, której nie mogę skomentować:

Wielokrotnie, w czasie dyskusji z panią Karoliną, wskazywałem, że nie może być sędzią we własnej sprawie. No bo po pierwsze, zainteresowana jest przyjemnym dla siebie wynikiem. A po drugie, nie jest świadoma swoich wewnętrznych motywacji, które mają ukryty wpływ na jej decyzje.

Mój komentarz:

Każdy ocenia zarówno siebie, jak i innych przez pryzmat własnego sumienia, własnych przekonań czy wreszcie własnych uczuć. Nawet jeśli samych siebie oceniamy znacznie łagodniej niż innych, to na ogół jesteśmy chyba świadomi własnych przywar, gdyż przynoszą one – tu się powtórzę – „złe owoce” (wyrzuty sumienia, krytykę otoczenia, etc). Niektórzy są zdolni do naprawienia swoich błędów, inni jednak mogą błądzić do końca życia. Tylko co jest obiektywnie błędem, a co jedynie POCZUCIEM, że coś nim jest?

Osądzanie? Inni ludzie są jeszcze mniej świadomi CUDZYCH wewnętrznych motywacji, jak więc mogą być solidniejszymi sędziami w CUDZEJ sprawie? Co najwyżej mogą ocenić czyjś postępek według swoich osobistych poglądów na temat dobra i zła. Istnieją pewne zachowania, które kolidują z przyjętymi (zazwyczaj dość arbitralnie) NORMAMI, czyli tym, co POWSZECHNIE uważa się za złe, szkodliwe, niekorzystne czy nieobyczajne. Za przekroczenie tych norm grozi ostracyzm, lecz dzisiaj każdy „odmienieć” znajdzie swoją „niszę”.

Nie ma najmniejszego sensu zastanawiać się nad tym, jakie NAPRAWDĘ są nasze motywacje, nie mamy bowiem „dostępu” do naszej podświadomości. Możemy tylko czasem zapytać samych siebie, co nami ŚWIADOMIE kieruje. A żeby dojść do tego, czy się przypadkiem nie okłamujemy, musielibyśmy chyba długo współpracować z psychoterapeutą. Nawet to niekoniecznie musiałoby się zakończyć sukcesem. Jak zresztą możemy się obwiniać za coś, co nie jest zależne od naszej woli?

W dalszej części notki jest opisany przypadek sędziów, którzy nie byli obiektywni w ocenie ubiegających się o zwolnienie więźniów. A przecież dotyczy to każdego z nas. Czy możemy ocenić całkowicie obiektywnie drugiego człowieka, jeśli robimy to przez „filtr” kultury, w której dorastaliśmy? Nie chodzi tylko o kraj, lecz o środowisko, rodzinę, wpływ rówieśników, doświadczenia, przeczytane lektury. Stawianie moralności ponad prawem byłoby sensowne jedynie wtedy, gdyby istniały jednolite, spójne i całkowicie obiektywne zasady, którymi powinno się kierować każde społeczeństwo, w każdej epoce, w każdym miejscu na Ziemi. Niektóre są uniwersalne, owszem, można je spotkać w większości cywilizacji. Jednak nawet tutaj mamy przewagę PRAWA nad MORALNOŚCIĄ: to pierwsze jest (lub powinno być) jednakowe dla każdego obywatela, to drugie jest indywidualne, gdyż wymaga zaszczepienia w (zwykle młodym) człowieku określonych poglądów. To, że większość z nas myśli czy nawet odczuwa w miarę podobnie, jest wynikiem wychowania w konkretnej kulturze, na którą wpływają w dodatku (w dobie globalizacji) inne.

Oczywiście prawo jest znacznie słabszym „straszakiem” niż obyczaje, a obyczaje słabszym „straszakiem” niż moralność, lecz jednocześnie ta ostatnia jest najbardziej podatna na rozmaite interpretacje i zależna od uczuć jednostki. Prawo też jest w pewnym sensie zróżnicowane (za takie a takie przestępstwo: od tylu a tylu lat kicia), lecz zezwala na mniejszą swobodę przy jego „aplikacji”. Casus nieuczciwych sędziów, których osądza z kolei wzburzona „gawiedź”, może świadczyć o tym, że prawo nie powinno zanadto odbiegać od POWSZECHNIE przyjętych przekonań na temat sprawiedliwości. Nasuwa się tutaj jednak pytanie: kto kogo ma strzec w tym kraju, skoro wszyscy jesteśmy ułomni, żeby nie rzec – skur...eni?


Miłośniczka przyrody, wierząca w Boga (po swojemu) antyklerykałka, obyczajowa liberałka. Lubię słuchać audiobooków, pisać na Salonie, rozmawiać z ludźmi w Necie. W życiu realnym jestem odludkiem, nie angażuję się społecznie, właściwie to po prostu spokojnie wegetuję, starając się jakoś uprzyjemnić sobie tę swoją marną egzystencję. Mało wiem i umiem, dlatego każdego, kto pisze sensownie i merytorycznie bardzo cenię. Z kolei wirtualne mądrale, które wiedzą jeszcze mniej ode mnie, ale za to uwielbiają kłótnie i nie stronią od ad personam, traktuję tak, jak na to zasługują.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Rozmaitości