Karolina Nowicka Karolina Nowicka
151
BLOG

Empatia oraz prozwierzęcy fanatyzm (odnośnie notki pana Warzechy)

Karolina Nowicka Karolina Nowicka Społeczeństwo Obserwuj notkę 15


Noż w buzię jeża, pan Warzecha ma rację! To jest po prostu coś strasznego, jak on to logicznie rozpracował:

Empatia we właściwym rozumieniu oznacza, jako się rzekło, zdolność do wyobrażenia sobie cudzych emocji i uznania, że ktoś może mieć odmienne podejście do rzeczywistości czy nawet postawienia się na jego miejscu. Jednak empatia w żadnym wypadku nie oznacza przymusu przyjmowania tego punktu widzenia za swój i godzenia się z nim!

Notka pana Warzechy omawia nadgorliwość niektórych miłośników zwierząt (i nie tylko), którzy nie chcą zrozumieć, że ktoś może mieć odmienne zdanie, zaś wszelka krytyka mocno ich rani. Cóż, nie jest miło być karconym, gdyż nie dość, że oznacza to brak akceptacji ze strony innych dla naszej osobistej postawy, poglądów, zachowania, lecz nawet – o zgrozo! – może oznaczać, że się mylimy. :) A przecież to właśnie MERYTORYCZNA krytyka może nas nakierować na lepsze tory, prawda? Nie ma co się obrażać na podanie kilku faktów, nawet jeśli są dla nas przykre. Natomiast jeśli ktoś wyraża po prostu odmienną opinię w stylu: „To jest złe/głupie/szkodliwe”, której jednak nie potrafi rozsądnie uzasadnić, to my mamy prawo ją olać. (Oczywiście używam tutaj słowa „prawo” w znaczeniu „WOLNO NAM”. Dlaczego wolno? To czyste założenie, które przyjęła część społeczeństwa, a druga część społeczeństwa uważa je za błędne. :)) Skamlenie, że czyjeś zdanie „rani nasze uczucia”, jest żałosne; ani facet, ani baba nie są uprawnieni do bycia wiecznie chwalonymi. Co nie znaczy, że powinno się nieznanych ludzi obrażać słowami powszechnie uznanymi w DANEJ kulturze za obraźliwe, coś takiego bowiem może wywołać „reakcję obronną” i utwierdzić atakowaną osobę w jej przekonaniach. Jedynym odstępstwem od tej zasady wydaje mi się mocne przekrocznie pewnych uniwersalnych norm, np. morderstwo, gwałt, kradzież. Ale i w takich wypadkach niektórzy biorą w obronę zbrodniarza, twierdząc, że nie należy go znieważać (patrz: tutaj).

Z jednym się z panem Warzechą nie zgadzam: pani, która opłakiwała śmierć swojego kota, nazywając go „syneczkiem”, nie ma żadnego obowiązku troszczyć się o uczucia osób, które uznałyby jej słowa za uwłaczające śmierci człowieka. Czy ona jest mądra, czy głupia – nie wnikam, niech sobie przeżywa żałobę, jak chce. Ludzie lubią się obnażać w Internecie, oczekują emocjonalnego poparcia i potwierdzenia słuszności swojego postępowania. Nie ma obowiązku ani rozczulać się nad tą panią, ani czytać jej zwierzeń. Czy naprawdę nie ma na świecie ważniejszych spraw? (Jeśli czytacie tę notkę, to znaczy, że jednak nie ma. :))

Tutaj chciałabym wtrącić, że te nadmiernie gorące uczucia „fanatyków zwierząt” nie zawsze przekładają się na mądre postępowanie. O tym, co mi się podoba, a co nie w zachowaniu takich osób, wypowiadałam się tutaj. Niech mi ktoś wytłumaczy, jaki jest sens w ubieraniu małych piesków W LECIE w ubranka? Po jaką cholerę wozi się je w wózeczku czy nosi w torebce (jak swego czasu moja rówieśnica Paris Hilton ;))? Po co tworzy się profil na jakimś portalu ze zdjęciami dla swojego pieska czy kotka? Czy nasze zwierzątko cokolwiek na tym zyskuje? Żeby to jeszcze był tylko infantylizm... W tym wypadku kamieniem (werbalnym) rzucać nie powinnam. :) Przypomnę jednak swój wpis sprzed paru lat, do którego zainspirowały mnie smutne przypadki nieszczęsnych ludzi oraz ich jeszcze bardziej nieszczęsnych futrzaków:

A przecież celem istnienia zwierząt nie jest użyteczność dla człowieka, prawda? Zwierzę nie jest rzeczą. Nie urodziło się po to, żeby zaspokajać czyjeś potrzeby emocjonalne, łagodzić czyjąś samotność, wspierać w godzinach rozpaczy, zastępować rodzinę. Celem jego życia nie jest bycie naszym najwierniejszym przyjacielem. Pamiętajmy o tym, biorąc jakieś zwierzę w swoją pieczę i nazywając swoim. Możliwość cieszenia się jego towarzystwem jest wynikiem naszej dość egoistycznej decyzji, przy czym zaznaczam, że nie krytykuję tu egoizmu jako takiego, gdyż tak Bogiem a prawdą kierujemy się nim nawet robiąc sobie dzieci, szukając przyjaciół czy odwiedzając starych rodziców: motywem naszego działania jest tak naprawdę osiągnięcie własnej satysfakcji.

Nie atakuję zatem tych, którzy wzięli sobie pieska, kotka, świnkę, ptaszka, żółwika. Robią to głównie (czy nawet wyłącznie) dla siebie i jest to najzupełniej normalne. Taki egoizm można tolerować. Natomiast egoizmem, którego tolerować nie można, jest skupianie się wyłącznie na sobie, co prowadzi do tego, że przygarnięte czy kupione zwierzę zdecydowanie więcej traci niż zyskuje na „przyjaźni” ze swoim ludzkim „właścicielem”. Skoro bowiem i tak kierujemy się we wszystkim własną korzyścią (jak mi ktoś napisze, że czyste sumienie nie jest zyskiem, to go wyśmieję), to jedyną opcją, żeby wykazać się odrobiną owego mitycznego altruizmu jest zadbanie, żeby wszelkie istoty, które wchodzą z nami w relację, osiągały więcej zysków niż strat. Przy odpowiednio rygorystycznym podejściu dotyczyłoby to nawet roślin, które mamy obowiązek pielęgnować. Tym właśnie różniłby się egoizm dopuszczalny od niedopuszczalnego: ten pierwszy nakazuje nam dbać także o dobrostan/interes innych, a ten drugi doprowadza do rażących zaniedbań, nawet jeśli twierdzimy, że kogoś/coś kochamy i chcemy się o tego kogoś/coś troszczyć.


Co do mojego osobistego prozwierzęcego fanatyzmu, to ciągle opowiadam się jak najbardziej humanitarnym mordowaniem zwierząt i to wyłącznie z rozsądnych powodów, a nie dla zbytku (np. na futra). I zaprzestać chorej, obrzydliwej, zwyrodniałej hodowli rasowych psów, które w wyniku przerasowienia są niemal SKAZANE na cierpienie, a wszystko po to, żeby miały „słodsze” mordki. Ale co ja tam wiem, w końcu nie jestem człowiekiem (kobietą) sukcesu, tylko wprost przeciwnie i dlatego nie wydałabym paru tysięcy złotych na psa. :) Może tacy ludzie po prostu MUSZĄ się bezustannie popisywać swoim wysublimowanym gustem, także w doborze „odpowiedniego” futrzastego przyjaciela, żeby nie skompromitować się w oczach równie snobistycznej socjety?


Miłośniczka przyrody, wierząca w Boga (po swojemu) antyklerykałka, obyczajowa liberałka. Lubię słuchać audiobooków, pisać na Salonie, rozmawiać z ludźmi w Necie. W życiu realnym jestem odludkiem, nie angażuję się społecznie, właściwie to po prostu spokojnie wegetuję, starając się jakoś uprzyjemnić sobie tę swoją marną egzystencję. Mało wiem i umiem, dlatego każdego, kto pisze sensownie i merytorycznie bardzo cenię. Z kolei wirtualne mądrale, które wiedzą jeszcze mniej ode mnie, ale za to uwielbiają kłótnie i nie stronią od ad personam, traktuję tak, jak na to zasługują.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo