Karolina Nowicka Karolina Nowicka
158
BLOG

JA CHCĘ! Czyli – jak ocalić ludzkość przed nią samą?

Karolina Nowicka Karolina Nowicka Społeczeństwo Obserwuj notkę 54


Kiedy ktoś wrzeszczy: „Ja chcę, chcę, chcę, masz mi to dać!”, kojarzy nam się to z rozhisteryzowanym bachorem (w dowolnym wieku :)), który domaga się czegoś od ludzi, którzy nie są mu nic winni. Czy nie przychodzi Wam na myśl przykuwające się do asfaltu Ostatnie Pokolenie? :) No, oni akurat nie wrzeszczą, lecz WYDAJE mi się, iż są przez polską prawicę traktowani jak niedojrzałe, opętane chęcią zbawiania świata matołki. Tymczasem jeśli przyjrzymy się zwrotowi „Ja chcę”, to jest on sam w sobie całkowicie neutralny. Różnica pomiędzy dziecinną roszczeniowością a zwyczajnie wyrażonym życzeniem, prośbą czy nawet rozkazem jest taka, że ta pierwsza polega na agresywnym, rzuconym komuś w twarz żądaniu i dotyczy czegoś, czego ten ktoś nie chce nam dać, natomiast to drugie jest zaprezentowane na ogół kulturalnie i zamyka się w ramach powszechnie uznanych norm.

Podobnie rzecz ma się z prawami – istnieje niepisana „umowa”, co nam wolno, a czego nie. W cywilizacji Zachodu przyjęło się uważać (to tak naprawdę moje przypuszczenie), iż wszyscy jesteśmy równi wobec prawa i moralności (w przypadku osób dorosłych). Obyczajowo – już nie za bardzo (odmienne traktowanie mężczyzn i kobiet czy przedstawicieli poszczególnych zawodów). Istnieją określone normy, których przekroczenie skutkuje konsekwencjami. Normy prawne ustala (banał) prawodawca, zaś karę za ich olanie nakłada wymiar sprawiedliwości; normy obyczajowe ustala większa grupa osób (im większa, tym trwalsze wydają się być), a ten, kto je lekceważy, może doznać ostracyzmu; moralne normy są najciekawsze – w przypadku jednostki podejście do dobra i zła jest przypuszczalnie wynikiem wpływu genów (biologia), wychowania (kultura) czy doświadczeń oraz emocjonalnej reakcji na nie, natomiast co wyznacza AKTUALNE standardy etycznego postępowania dla całości społeczeństwa? Tu już mam zagwozdkę. :) W każdym razie nazbyt wielka odmienność na tym polu może zaowocować nie tylko odrzuceniem przez znaczną część społeczeństwa, lecz także POCZUCIEM WINY. Owe normy regulują współżycie poszczególnych jednostek, a nawet wyznaczają im ich miejsce w społeczeństwie.

Jak wszystko, co ludzkie, także i reguły współżycia ciągle się zmieniają. Ze stulecia na stulecie, a bywa, że z dekady na dekadę. Niektórzy uważają, że istnieją uniwersalne zasady, które sprawdzają się w każdym miejscu i czasie, np. „Nie zabijaj”, „Nie kradnij”, „Nie kłam”. Niemniej nasza mentalność, a tym samym postrzeganie i ocenianie swojego i cudzego zachowania, ciągle ewoluuje. Co było kiedyś złem, dzisiaj nazywamy dobrem (akceptacja homoseksualizmu); i na odwrót – to, co kiedyś było oczywistością, dzisiaj budzi odrazę (tortury w celu wymuszenia zeznań). Dorastając w określonej kulturze pewne zjawiska, postępki i przekonania uważamy za bezdyskusyjnie prawidłowe, gdyż dokonujemy oceny przez pryzmat wdrukowanego w nasz umysł kodeksu moralno-obyczajowego.

Wspominam o tym, gdyż pod ostatnią notką wywiązała się ciekawa dyskusja na temat dobra i zła. Na początek przytoczę słowa komentatora ŻYWICY:

Moim zdaniem istnieją obiektywne zasady moralne , także i dla niewierzących. NACZELNYMI normami moralności są bowiem:

-DĄŻYĆ DO DOBRA, UNIKAĆ ZŁA( Tomasz z Akwinu)

Jestem tego zwolennikiem, lecz dodałbym: WALCZYĆ ZE ZŁEM. Z passivu do aktivu..

-DĄŻYĆ DO MAKSYMALNEJ KORZYŚCI DL MAKSYMAKNEJ ILOŚCI LUDZI -OKAZYWANIE CZCI DLA ŻYCIA( ALBERT SCHWEIZER)

-IMPERATYW KATEGORZCZNY (IMMANUEL KANT)

Nad Imperatywnym kategorycznym Kanta chcialbym się dłużęj zatrzymać, gdyż tego nie podpowiedziała mu zadna intuicja, lecz SAMO ŻYCIE. Przekazał nam bowiem, iż NAD NAMI JEST ROZGWIEŻDŻONE NIEBO A W NAS ...PRAWO MORALNE. KTORE NAPELNIAJĄ NAS PODZIWEM I CZCIĄ. W tren sposób KANT PRZEKAAŁ NAM, iż CZLOWIEK POWINIE POSLUGIWAĆ SIĘ TAKIM PRAWEM MORALNYM, JAKIM CHCIALBY, ŻEBY SIĘ NIM POSŁUGIWALI INNI.

Podaje REGUŁĘ, niwe podpowiadająć nam co i jak należy robić. MAMY WYBÓR.

Ludzkie myślenie bowiem samo porządkuje świat, gdyż MORALNOŚĆ CZŁOWIEKA JEST

ZESPOŁEM NORM POSTĘPOWANIA OCENIANYCH JAKO DOBRE LUB ZŁE W PROCESIE DLUGOTRWAŁEGO SPOŁECZNEGO ROZWOJU.

Bardzo piękna teoria, zakładająca, że człowiek pragnący uchodzić (choćby we własnych oczach) za moralnego, musi żyć wedle tych samych reguł, które chciałby narzucić innym. Czy oznacza to, że każdy może żyć według swojego widzimisię (nazywanego sumieniem), byleby tylko nie był hipokrytą? I tak, i nie. Otóż nasze sumienia, choć uformowane przez tę samą kulturę, nie są jednakowe. Nawet w jednej rodzinie mogą wystąpić ogromne różnice zdań na pewne tematy, a co dopiero mówić o wielomilionowym społeczeństwie. To prowadzi do KONFLIKTÓW. Wszystkie strony sporu uważają, że mają rację, walczą o nią zaciekle, a efektem jest tymczasowa wygrana jednej ze stron lub porażka obydwu. Czasami takie scysje ciągną się dziesięcioleciami, przeżywając ich uczestników, którzy przekazują „pałeczkę” następnym pokoleniom.

Tutaj jednak dochodzimy do kolejnej zagwozdki: Czy sama chęć czynienia dobra wystarcza, żeby naprawdę czynić dobro? Przecież to, że wierzymy w naszą sprawę, w nasze ideały, w naszą moralność, nie musi oznaczać, iż są one obiektywnie słuszne. A nawet gdyby były, to czy METODY, jakich używamy, żeby osiagnąć swoje pożyteczne skądinąd cele, są właściwe? Przeczytajmy, co komentator Atej napisał pod słowami ŻYWICY:

Czy waszmość tak przy okazji byłby w stanie spróbować nam wyjaśnić, na czym tak bliżej polega mechanizm psychiczny, dotyczący tzw. "dobrych chęci", którymi jest... piekło wybrukowane? Bo na mój nos to siarką zalatuje od waszmości, właśnie taką dobrochęciową... Po drugie pytanko pomocnicze: czy "nawiedzeni" "dobrymi chęciami" z piekła rodem potrafią rozmawiać z innymi, czy — niczym zakochany, który chciałby wybrance "dobrochęciowo" nieba przychylić — są ślepi (mają oczy a nie widzą...), głusi (j.w.), i kompletnie pozbawieni zdrowego rozsądku i możliwości racjonalnej rozmowy na jakikolwiek temat?

Bo widzi waszmość — dobre chęci bywają (i na ogół takie są) baaardzo chorowite, dziecięco niedojrzałe i po dorosłemu do szczętu zdegenerowane...

Czy w ostatnim zdaniu chodziło mu o to, że nasze dobre chęci nie trwają długo i rozbijają się o kant pierwszego czy drugiego wysiłku, jaki należałoby podjąć, żeby je zrealizować? Czy raczej o to, że same dobre chęci zazwyczaj nie wystarczają? A może miał jeszcze coś innego na myśli? W każdym razie warto tutaj oddzielić FAKTY od OPINII (uczuć, wyobrażeń, pragnień). Czy nie jest przypadkiem tam, że jeden sukces przypada na wiele porażek (np. jeden człowiek „wespnie się” po drabinie społecznej, podczas gdy wielu innych nie zdoła tego zrobić). To samo z czynieniem dobra: na jeden szlachetny zamiar oraz jego udane „owoce” przypada wiele równie szlachetnych zamiarów i dość kiepskie efekty. Jest to często wina nieudolnych jednostek, które albo nie wiedzą, co jest naprawdę pożyteczne dla innych ludzi, albo nie umieją zastosować odpowiednich działań, żeby „poprawić świat”. Może to być też skutkiem splotu niekorzystnych okoliczności, których nie dało się przewidzieć.

Co to ma wspólnego z „Ja chcę”? Ano, wielu ludzi CHCE pomagać. Chce, chce, chce. :) Ja w zasadzie też bym chciała, lecz zdaję sobie sprawę z tego, że to tylko mrzonki. Trzeba znać swoje możliwości. Pod jedną z ostatnich notek wywiązała się dyskusja pomiędzy Logicznie Myślącym a mną na temat naszych powinności wobec społeczeństwa. Będąc odludkiem i to dość nieporadnym, nie mam zadatków na wolontariuszkę czy społeczniczkę. Natomiast LM aktywnie się udzielał i nadal udziela: „za komuny chodziłem na demonstracje, kolportowałem bibułę, strajkowałem, obecnie staram się pomagać starszym sąsiadom czy bezdomnym, płacę podatki i w kościele na tacę, zawsze biorę udział w wyborach, byłem członkiem komisji wyborczych, byłem ławnikiem w sądzie, prowadzę bloga i komentuję na S24 walcząc z cenzurą, głupotą, chamstwem i kłamstwem.” Co prawda dziwi mnie zestawienie pomocy bezdomnym z prowadzeniem bloga, ale niech będzie. :) Jeśli ktoś UMIE i CHCE pomagać – niech pomaga. W końcu zaczyna się od „ja chcę”, prawda?

Inna sprawa, że czasami, chcąc nie chcąc, nawet nie szukając okazji, natykamy się na coś, co nas oburza, co uważamy za odrażające. Parę miesięcy temu napisałam dwie notki o tym, że WARTO reagować, kiedy widzimy przemoc w miejscu publicznym (tutaj oraz tutaj). Ku mojemu zdziwieniu większość komentatorów była przeciwna takiemu podejściu. Być może lepiej znają życie niż ja. Według mnie zetknięcie się z cudzą agresją (czy wobec nas, czy wobec innych), która trwa dłuższy czas i może eskalować, nakłada na nas MORALNY obowiązek jakiejś reakcji. Gdyby większość osób miała podobne poglądy, krzywdziciel mógłby się wystraszyć. Jeśli zaś większość będzie obojętna, jeśli nie będzie się chciała wtrącać, to będzie jak z nieszczęsnym Kamilkiem, którego tylu Polaków żałowało, pomstując na jego okrutnego ojczyma w Sieci, co zapewne przyniosło im sporą emocjonalną ulgę. Jak ja bym się zachowała? Nie wiem. Nie lubię konfliktów. Łatwo jest doradzać innym, jak powinno się postąpić, gorzej z praktyką.

Czy zatem lepiej jest pomagać wybranym bliźnim, bez wchodzenia w zatargi z innymi (jak to obecnie robi LM) czy też nie pchać się tam, gdzie zabrakłoby nam kompetencji, tylko co najwyżej – jeśli przymusi nas sytuacja – samowolnie wejść w rolę „sędziego i kata”? :) Tylko w czyim imieniu wówczas wystąpimy: swojego JA, ofiary czy uznanych powszechnie norm? No tak, tylko czy samo bicie dzieci nie było kiedyś normą? Czy nie zmieniło się to tylko dlatego, że niektórzy (!) ludzie się TYM normom sprzeciwili? Oczywiście przypalanie dziecka papierosami wydaje się być czymś tak paskudnym, że w każdej epoce można by się temu sprzeciwić. Tylko dlaczego w takim razie ludzie nie zareagowali wcześniej? Może dlatego, że byli... pokorni? Może nie dawali sobie przyzwolenia na reakcję? A może byli ślepi i głusi? No cóż, w końcu lepiej po prostu robić swoje, pracować i płacić podatki i nie próbować nikogo ratować; wówczas nikomu się nie zaszkodzi. :(

A przecież ludzkość (przynajmniej ta żyjąca w Europie czy Ameryce Płn) doszła do tego całego dobrobytu, do polepszenia jakości życia, do niemal równych praw dla wszystkich obywateli (przynajmniej w teorii) czy do wolności osobistej i tolerancji dzięki bezczelnemu i bezustannemu POPRAWIANIU RZECZYWISTOŚCI. Człowiek bowiem nie tylko adaptuje się do środowiska, lecz także przekształca je, dostosowuje do swoich potrzeb, zmusza do służeniu mu. I nie chodzi tu tylko o materię, lecz także o stosunki społeczne, które zmieniały się dlatego, że jedni występowali przeciwko drugim i raz na jakiś czas zmieniali „układ sił”. Zapłaciliśmy za to wysoką cenę: przyroda jest wyniszczona, społeczeństwa są słabsze fizycznie i psychicznie (m. in. dzięki podtrzymywaniu przy życiu wcześniaków, ludzi upośledzonych, chorych, etc), jest coraz więcej samotnych matek, a my sami durniejemy od Internetu. Czy było zatem warto? Możemy to tylko racjonalizować, przekonując samych siebie, że żyje nam się najlepiej w całej historii rodzaju homo sapiens. W końcu innego świata nie znamy.

Zaraz, napisałam: „ludzkość doszła”? Niby tak, ale... to konkretne jednostki lub grupy pchały świat naprzód (czy to ku większej akceptacji dla „odmieńców”, czy to ku polepszeniu bytu najuboższych, czy to ku rozmaitym ideologiom, które „zaowocowały” śmiercią milionów). Większość każdej chyba społeczności nie miała większych ambicji niż jakoś przejść przez to marne życie. Mogła sarkać na to, jaki to los jest zły, niesprawiedliwy, jak im ciężko, lecz ani nie miała odwagi, ani pomysłu, jak zmienić coś na lepsze. Ludzie mogli się też zniechęcać do działania, patrząc na fatalne rezultaty, jakie przynosiła aktywność ich bardziej śmiałych pobratymców. Patrzcie, oni czegoś CHCIELI, po coś sięgnęli, zbuntowali się przeciwko innym ludziom, którzy (w ich mniemaniu) ich tłamsili – i dostali za to po mordzie. :) Poza tym po co w ogóle coś poprawiać? Do wszystkiego można się przecież przyzwyczaić, także do smrodu, brudu, nędzy, narkomanii, przemocy. A jak już się człowiek do tego przyzwyczai, to może się nawet zacząć cieszyć życiem. W końcu żeby chcieć coś poprawić, trzeba się najpierw z tym ŹLE POCZUĆ. Jeśli czujemy się dobrze, to możemy nawet dostrzegać fakty, lecz interpretujemy i oceniamy je inaczej niż ci, którzy są niezadowoleni ze swojego życia i pragną je jakoś ulepszyć (naturalnie same negatywne uczucia nie wystarczą, żeby coś się w ogóle zadziało, lecz są nieodzowne, żeby chcieć dążyć do zmian).

A najlepsze – czy może najgorsze – jest to, że nie sposób osądzić nawet samych „owoców” naszego czy cudzego postępowania bez odwoływania się do własnych uczuć, wartości czy przekonań. Bo i z czyjego punktu widzenia owe „owoce” mają być dobre? Z punktu widzenia całego społeczeństwa? W życiu doczesnym jest tak, że jak zadowolisz jednych, to z dużym prawdopodobieństwem wkurzysz drugich. Nawet politycy nie kryją się z tym, że kierują swój przekaz w stronę określonego elektoratu, a nie całego narodu. Tym mniej zainteresowani są dobrem ogółu populacji rozmaici myśliciele, moraliści, ideolodzy czy aktywiści; nawet jeśli szczerze wierzą we własne hasła, to dzielą ludzi na sprzymierzeńców, obojętnych oraz wrogów. Tak więc z jednej strony żyjemy w tym samym świecie i musimy jakoś ze sobą wytrzymywać, a z drugiej – jesteśmy chyba skazani na konflikty i wzajemne animozje, które łatwo mogą przerodzić się w werbalną lub nawet fizyczną agresję.

No to tyle o tym całym „JA CHCĘ”. Każdy czegoś chce. Niektórzy mają nawet czelność o to walczyć do ostatniej kropli krwi. Oczywiście cudzej. :)


Miłośniczka przyrody, wierząca w Boga (po swojemu) antyklerykałka, obyczajowa liberałka. Lubię słuchać audiobooków, pisać na Salonie, rozmawiać z ludźmi w Necie. W życiu realnym jestem odludkiem, nie angażuję się społecznie, właściwie to po prostu spokojnie wegetuję, starając się jakoś uprzyjemnić sobie tę swoją marną egzystencję. Mało wiem i umiem, dlatego każdego, kto pisze sensownie i merytorycznie bardzo cenię. Z kolei wirtualne mądrale, które wiedzą jeszcze mniej ode mnie, ale za to uwielbiają kłótnie i nie stronią od ad personam, traktuję tak, jak na to zasługują.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (54)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo