Udzieliłem wywiadu miesięcznikowi"Press". Prowadzący rozmowę dręczył mnie najbardziej artykułem z Salonu 24. Brrr! To dobry pretekst, by właśnie z Salonowcami podzielić się kilkoma przenikliwymi refleksjami:
1 . Uszczypnąłem Marka Magierowskiego. No i dobrze, po to piszemy, by nas szczypano, ale jedno głupio wyszło - z domkiem (jak w Aleternatywach 4). Niepotrzebnie, trochę bezwiednie, bo zdawało mi się, że na offie (poza nagraniem - ale nie mam pretensji do dziennikarza, nie zaznaczyłem tego jasno) mlasnąłem coś o Marka pracy dla 'Wyborczej", by zarobić na domek. Pech chciał, że Marek - o czym nie wiedziałem, znamy się słabo - naprawdę harował na własny dom dla rodziny i wyszło, jakbym dworował sobie z tego; przepraszam, nigdy nie należy naigrywać się z cudzego wysiłku, podejmowanego z myślą o rodzinie. Psikus zamienił się w niemal oskarżenie, zupełnie niezgodnie z moimi intencjami.
2. Powiedziałem, że mój tata był w AK, a przecież to mało prawdopodobne. Ojciec miał 16 lat, kiedy przyszło "wyzwolenie". Mieszkał wtedy we wsi Szczurowa, wsi- miasteczku społecznie i politycznie żywym podczas okupacji. O tym mi opowiadał, łącznie z tym, że zdążył jeszcze na ostatek coś tam przysiąc konspiracyjnie - ale w rozpędzie uczyniłem z niego jakby żołnierza AK, o czym nie wspominał. Trzeba uważać, co się mówi! O tyle nie mam do siebie wielkiej pretensji, że popełniłem skrót myślowy (wojna-opór-AK), nie fałsz.
3. Przeczytałem wpis Joanny Lichockiej, że ona poszła do dziennikarstwa z ciekawości świata, a nie jak Janek (bo ja poszedłem na wojnę z "Wyborczą", ech, czasy!). Joasiu, Twoja motywacja była szlachetniejsza.
4. Straszna to jednak rzecz widzieć swoje własne słowa zapisane przez inną osobę, naprawdę. Biedni politycy, biedni aktorzy. Nie ironizuję!
5. Odmówiłem autoryzacji, z tych samych powodów, dla których nie odmówiłem wywiadu - skoro my, dziennikarze, sami przesłuchujemy ludzi, to nie powinniśmy umykać od stanięcia czasem po tamtej stronie. 'Mój' dziennikarz sprawił się na szczęście dobrze, nie zmyślał, nie koloryzował, ale i nie przynudził.
Przeciwnik osiedlowych psów, gołębi, rozkapryszonych dzieci, wariatów od psów (najgorsi), telewizji i latających po ekranie reklam w internecie. Pobłażliwie traktuje koty i wariatów od kotów. Coraz lepiej pamięta czasy dzieciństwa i młodości. Odważny, przystojny, bogaty, szlachetny i hojny. Okrutny dla wrogów, wierny w przyjaźni. Żonaty? tak (przepraszam).
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka