Historyczny występ polskich wioślarek na Igrzyskach Olimpijskich w Rio. Dwie osady – czwórka podwójna i dwójka podwójna - w niespełna trzydzieści minut zdobyły dwa olimpijskie medale – brąz i złoto. Wielkie brawa dla medalistek i ich trenera, Marcina Witkowskiego. Ten sukces, to nie przypadek. Stoją za nim lata ciężkiej pracy, wielu wyrzeczeń i... godziny spędzone na rozmowach przy piwku z przyjaciółmi, a szczególnie z człowiekiem w cieniu – fanatykiem wioślarstwa, guru fizjologii i diety - Darkiem Peszko.
To w jego mieszkaniu na warszawskim Gocławiu odbywały się zażarte dyskusje na temat techniki, odżywek, treningu czy nawet ubiorów. Pamiętam, że Marcin zawsze ze spokojem przyjmował najbardziej kontrowersyjne pomysły, a niekiedy ostrą krytykę. Co by nie powiedzieć, była to w pewnym sensie wymiana wiedzy na światowym poziomie, gdyż udział w tych ‘popijawkach’ brali trenerzy, byli reprezentanci Polski, którzy nie na jednym kontynencie zęby zjedli...
Oglądając wyścigi naszych Pań, trzymające widzów w napięciu do samego końca, przypomniałem sobie sytuację z Luzerny – Szwajcaria, gdzie po przedbiegu zawodniczki dwójki postanowiły dopingować swoje koleżanki i siadły na brzegu toru na mokrych kamieniach. Przechodzący obok Marcin szybko zwrócił im uwagę, by podłożyły kocyk...
No właśnie, te detale, które składają się na całość i końcowy sukces. Marcin doprowadził to do perfekcji i olimpijskich medalów.
Gdy wieją wichry zmian, jedni wznoszą mury, inni budują wiatraki, a ja? dbam o duszę...
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Sport