Gdyby Rysio Petru zostal zaproszony do Waszyngtonu na spotkanie z prezydentem Obamą, albo do Londynu, by złożyć wizytę królowej w Buckingham Palace razem z premierem Cameronem, to bym poważnie zastanawiał się nad przyszłością rządów PiS... Gdyby Grzesiu Schetyna zorganizował spotkanie na szczycie razem z Merkel i Hollande celem szybkiego rozwiązania problemu z rozmontowywaniem demokracji w Polsce, to bym robil w portki i wysyłal rząd na zesłanie... Gdyby agencje ratingowe – Fitch i Moody, postawiły polskie finanse do kąta, obniżając oczekiwania i dając sygnał inwestorom, że czas na kasowanie zysków i ucieczkę na Kajmany, to sam bym szybko zamknął konto w NBP i zainwestował w rubla...
Na całe szczęście Rysio jedzie w odwiedziny do premiera Holandii Marka Rutte, by mu zarekomendować polskiego dentystę, bo tajemnicą poliszynela jest fakt, że Holendrzy słyną z krzywych zębów, a w Unii Europejskiej przede wszystkim liczy się image... Z kolei Grzesiu lubi bawić się w piaskownicy z sobie równymi, czyli chłopcami i dziewczynkami z Brukselii, gdzie sypanie piaskiem w oczy jest normą, szczególnie tym co wchodzą im w drogę... Natomiast S&P po ostatniej kompromitacji w Stanach i zapłaceniu wysokiej kary za manipulowanie ratings celem wpłynięcia na giełdę nowojorską, jest na tyle niewiarygodne, że nawet głupi Jasio nie przykłada wagi do ich opinii.
Wszystko powyżej pokazuje, że mamy do czynienia z bandą naiwniaków, którzy już dość dawno utracili kontakt z rzeczywistością. Zabiegając o poparcie urzędasów trzeciego sortu, którzy i tak nie mają nic do powiedzenia poza napinaniem ścięgien, bo muskuł nie uwidzisz, świadczy o kompletnej ignoracji opozycji i braku rozeznania w światowych układach. Chyba tylko głupi, by wierzył, że Jarosław Kaczyński przypuścil atak na uklad bez poparcia kogoś bardziej wpływowego od rządów w Paryżu, czy Berlinie...Rzecz jasna nie dochodzi do bezpośredniej konfrontacji, bo główni gracze chowają się za plecami drugorzędnych aktorów. W przypadku Berlina jest to UE, a w przypadku – no właśnie – Waszyngtonu, to Turcja. Polska odgrywa rolę języczka u wagi, co przy zachowaniu spokoju może przynieść naszemu krajowi same korzyści.
Berlin jest w dość niewygodnej sytuacji, gdyż wpływ na polski rząd ma dość ograniczony - wszelkie bezpośrednie ataki mogą spotkać się z kolejną niespodzianką ze strony administracji w Waszyngtonie. Nie pierwszy już raz Merkel dostała po łapach, kiedy zbyt ostro dogadywała się putinowską Rosją, albo pokazywała pazurki. Chyba każdy pamięta wycofanie się Szwajcarii z utrzymywania sztucznego kursu franka – pomogły w podjęciu tej decyzji amerykańskie służby finansowe, które wzięły wcześniej pod lupę operacje banków szwajcarskich - co spowodowało osłabienie euro. Nie poskutkowało na długo, więc nagle studenci z Virginii odkryli hokus pokus w VW. Jakby tego było za mało – ni stąd, ni zowąd – na Niemcy ruszyła fala uchodźców wypuszczona z obozów w Turcji... Zima ochłodziła nieco nastroje w całej Europie i dała Merkel czas na zebranie szyków, a tu nagle bum – sylwestrowe zabawy młodych uchodźców...
I kto tu ma się mieć na baczności?
Gdy wieją wichry zmian, jedni wznoszą mury, inni budują wiatraki, a ja? dbam o duszę...
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka