W czasie, kiedy cały świat pogrąża się w pesymiźmie, w Polsce rodzi się optymizm oraz nadzieja na lepsze życie. Jeszcze niecałe pół roku wstecz sprawy wyglądały dość mizernie - układ przy władzy, prezydent pod żyrandolem, a Trybunał Konstytucyjny w mateczniku. I niby było cacy, cacy, gdyby nie ten Kukiz, który - wbrew kalkulacjom – obudził polski zaścianek i Giewont, co doprowadziło do polaryzacji sceny politycznej na tyle mocno, że w pył starł się mentalny beton kręcony w komunistycznej betoniarce od 70-ciu lat. Nagle, ‘Gajowy’ okazał się zwykłym obławnikiem, a Duda – nowym symbolem odradzającej się Polski. Dalej poszło, jak po maśle... gładko.
Tak gładko, że układ jeszcze nie zdążył otrząsnąć się po prawym prostym (wybory prezydenckie), a już wylądowal mu na szczęce prawy sierpowy, zwalający go na dechy (wybory parlamentarne). Podczas odliczania zamroczonego, doszło do zmiany obsługi widowiska: wywalono sędziego kalosza i zmieniono porządkowych. Sponsorzy podnieśli rejwach, że cios w szczękę był za mocny, co zostało przywitane głośnymi gwizdami rozbawionej publiki...
I tak z grubsza można byłoby podsumować wydarzenia drugiej połowy 2015 roku, gdyby nie ciągłe mendzenie krajowych i zagranicznych autorytetów o zagrożeniu demokracji w naszym mlekiem i miodem płynącym kraju. Powstał przy tym taki mętlik, że nawet łączny spójnik ‘ORAZ’ stał się centrum kontrowersji, co do jego spójności. Jak zwykle w takiej sytuacji, śpieszę z tłumaczeniem, czyli z sprowadzeniem sprawy do prostego i łatwo strawnego obrazu rzeczywistości dla każdego zagubionego w medialnej sieczce obywatela.
Nasz dom. W 1945 roku lokatorzy właściciele zostali wyeksmitowani. Z dobrego serca przyznano im lokum w suterynie w zamian za sprzątanie śmieci, obsługę kotłowni i pielęgnowanie rabatek na podwórkowym skwerku. W tym czasie ich lokale przejeli ‘ocupas’. Nielegalnie, ale w świetle nowego prawa legalnie – fajne, nie? Minęło 45 lat i byli właściciele po raz kolejny postanowili wyjść z kotłowni i domagać się swoich praw. 1956, 1968, 1970, 1976, 1980 – coraz mocniej dymiło, ale bez odzewu. W końcu kompromis – damy wam pozycję dozorcy i miotłę, znak władzy podwórkowej... Musiało minąć ćwierć wieku, by dozorca zdał sobie sprawę, że został załadowany w bambuko.
Konsekwencje. Mam klucze, miotłę i sprzątam. Teraz robię generalny remont i wpuszczam tylko legalnych właścicieli. Jednym słowem – dla tych co jeszcze nie kumają: Pan tu już nie mieszka.
Gdy wieją wichry zmian, jedni wznoszą mury, inni budują wiatraki, a ja? dbam o duszę...
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka