O tym, czy pieniądze spowodują rozbicie PSL, a w dalszej perspektywie zastąpienie koalicjanta:
a) rządem mniejszościowym popieranym przez tzw. koalicję poselskiej diety, którą zbuduje część ludowców; b) Ruchem Palikota
dowiemy się jesienią. Przy dyskusji nt. pazernych na kasę ludowców brakuje jednego wątku. PSL ma olbrzymi problem z długiem powstałym po odrzuceniu przez PKW sprawozdania finansowego za kampanię w 2001 r. Ludowcy, decyzją PKW, ministra J. Rostowskiego wspartego dyskretnie przez Trybunał Konstytucyjny, muszą oddać do skarbu państwa w ciągu 5 lat blisko 20 mln PLN. Co kwartał, przez 20 miesięcy, z konta ludowców do budżetu państwa trafiać ma 471 tys. PLN. Skąd ludowcy mają wziąć takie pieniądze. PSL od dawna nie jest już partią chłopską, a partią urzędniczą, żyjącą z kontrolowania gminnych, powiatowych, i wojewódzkich samorządów oraz państwowych agencji i spółek. Pomysł ludowcom wiosną nasunął się sam: pieniądze do budżetu państwa oddać wpłynąć mają z.... budżetu państwa. W jaki sposób? Z "opodatkowania" się wspomnianych urzędników. Żeby nie umniejszać dotychczasowych dochodów, część działaczy dostała podwyżki z przeznaczeniem na spłatę długu, część otrzymuje specjalnie dedykowane nagrody. Kontrolerom polecam skojarzenie przyznanych podwyżek z uprawomocnieniem decyzji o spłacie długów. O jednym przykładzie zastępcy dyrektora rolnej agencji, któremu kolega z centrali przyznał dedykowaną podwyżkę, słyszałem już wiosną br.
Inne tematy w dziale Polityka