O Igrzyskach warto dopiero teraz, gdy zaczyna się obłędne ględzenie ludzi odpowiedzialnych za wyczyny naszych sportowców. Głos zabrał prezes PKOL i jasne, że cała rzecz sprowadza się do prostego: Dawajcie więcej pieniędzy! Inni znowu, z tych co chcą uchodzić za nieco mądrzejszych, opowiadają, że sport szkolny, że więcej wf czy diabli wiedzą jeszcze czego. Szkolenia, dotowania klubów, czy nawet wyszukiwania niszowych dyscyplin, w których mamy szanse.
Igrzyska Olimpijskie są dla zawodowców i nikt nawet nie udaje, że jest inaczej. Ciekawostką jest to, że poza kilkoma dyscyplinami, a są to głównie gry zespołowe i w pewnym sensie lekkoatletyka pozostałe są utrzymankami państw fundatorów, z nielicznymi wyjątkami, gdzie szkolenie na olimpijskim poziomie należy do szkolnictwa wyższego. Im wyższe budżety, tym bardziej bezsensowna jest to przedstawienie. Przecież, skoro jakaś dyscyplina przez cztery lata nie wywołuje żadnego większego zainteresowania, poza ewentualnie lokalnym, jaki jest sens podniecać się jej sukcesami czy klęskami w czasie Igrzysk?
Poza tym, całe to towarzystwo, począwszy od MKOL, poprzez komitety olimpijskie państw członkowskich a na związkach sportowych kończąc jest skrajnie skorumpowane i bezgranicznie bezczelne, tworząc grupy nacisku w celu oczywistym, żeby jak najlepiej żyć za pieniądze podatników, a pracować możliwie jak najmniej. U nas nawet sportowcy przestali trzymać gęby na kłódki, co skończy się jak najgorzej dla nich, bo kurz po Igrzyskach zaraz opadnie, a oni zostaną sami.
Stworzono pewien mit, któremu ulegają ludzie decydujący o naszym codziennym życiu i w naszym niejako imieniu podpisują czeki, które są przepalane w ramach olimpijskiego bzika. Tysiące trzymają za gardło miliony i żądają pieniędzy, by nadal mogli uprawiać swoje wysokopłatne hobby w naszym imieniu. Wałęsowskie „zdrowie wasze w gardła nasze” w wersji sportowej.
Komentarze
Pokaż komentarze (26)