Chciałbym zastanowic się nad fenomenem dlaczego Polska nie stworzyła Powiernictwa Ruskiego. Czy nie zależy nam na odzyskaniu Galicji Wschodniej? Nie chodzi mi tu o jakiś rewizjonizm, a kondycję psychiczną Narodu Polskiego. Napiszę prosto z mostu: "Dlaczego do cholery jesteśmy takim popychadłem?". Odpowiedź dyplomaty polskiego będzie prosta: "Jesteśmy słabi, więc nie możemy innych straszyc wjechaniem czołgami albo odcięciem gazu, stąd..." I od "stąd" się pojawia problem, bo nastepuje totalny bełkot, z którego nic nie wynika. Można jedynie się domyślec, że albo mamy się totalnie rozłożyc i może nas nie zauważą, może nic od nas nie będą chcieli... Albo chociaż zrobic obrażoną minę, bo właśnie narobili nam do owsianki.
Z Bonapartego można jednak brac przykład w innej materii. Nazwał Niemcy Związkiem Reńskim, jak nas Rosjanie ochrzcili Krajem Nadwiślańskim. Co prawda nazywanie czegoś związkiem, co było zupełnie rozwiązane, było semantycznym nadużyciem, a byc może nawet dało paru Niemcom do myślenia, że może by to liberalne i samorządne bezhołowie związac w postaci, może najpierw unii celnej a potem superpaństwa. (Notabene na ile to były nieliberalne cła, a zupełnie liberalne myto - uzasadniona opłata za przejazd, nikt już chyba nie pamięta). Związek Reński był w tamtych czasach nazwą fatalną, ale obecnie jest jak najbardziej na miejscu.
To jest ciekawe zagadnienie - dlaczego Polacy nie są rewizjonistami? Nie chodzi tylko o rewizję granic, ale przede wszystkim o rewizję myślenia - dlaczego wszystko bierzemy za dobrą monetę? Dlaczego my sobie dajemy wmawiac, że jesteśmy słabi i czegoś nie możemy? Dlaczego chodzi nam tylko o Cmentarz Orląt, a nie o cały Lwów, czy całą Galicję Wschodnią. Nam nawet nie chodzi o cały cmentarz, a tylko względny spokój w części polskiej. Dlaczego Polacy nie domagają się zwrotów swoich majątków w Galicji Wsch. czy dalej na Wołyniu czy Podolu, jak to robię Niemcy, ze Śląskiem, czy Mazurami? Skąd ta zachowawczośc, to wycofywanie się? Nawet Sobieski wycofał się z Wiednia, mimo że zdobył uwielbienie mas jako salwator i spokojnie mógł tam zainstalowac polskiego wojewodę.
Z tym Śląskiem to też jest sprawa niepewna. W zasadzie jest tylko w Polsce na mapie - "Polska około roku 1000". 1000 to niby cezura, a "około", bo w 1000 roku zdaje się Polska nie posiadała Śląska. Na ile komunistyczna propaganda wmówiła nam Heńków Brodatych jako zwolenników zjednoczenia (i pojednania) dzielnic? Śląsk był zdaje się albo sam sobie rządzony przez Piasta, albo był czeski - w każdym razie słowiański. Ale weźmy takie Łużyce - też jak najbardziej słowiańskie... Czy Lipsk nie wziął swej nazwy od lipy? Czy to jest do cholery Lindeburg? A weźmy taki Berlin, czy to nazwa nie pochodzi od berła? Pewnie berła jakiegoś Piastowskiego księcia. (To trochę tak jak oglądaliśmy ze znajomymi mapę Mazur i tam były Polskie nazwy z Niemieckimi odowiednikami - mapa współczesna, nie żaden Werhmacht - i miejscowośc Ogonki zniemczono na Ogonken.) No w każdym razie od tych Łużyc po Pomorze Zachodnie (dla niepoznaki nazwanego Mekleburgią) to mieszkali jacyś Serbowie i generalnie powinni dostac unijne dotacje na wyrównywanie szans. Przypominam, że Niemcy oprócz nazizmu są jeszcze odpowiedzialni za komunizm - bo wysłali Lenina pociągiem do Rosji, bo chcieli sobie odciążyc front wschodni - oraz za fundamentalizm islamski - przypomnieli Muzułmanom o jihadzie, by dopiec Anglikom w koloniach. Dlaczego więc my nie mamy wspierac kultury Serbów Łużyckich? Co jest moralnie uzasadnione, w przeciwieństwie do propagowania nazizmu/komunizmu/fundamentalizmu. Dlaczego coś co się nazywa Brandenburgią nie ma byc Lubuszczyzną - euroregionem łączącym dwa narody - oczywiście polski i serbski. Czytałem, że kilka lat temu Niemcy parli na Zachód - bo jakoś nie potrafili sobie wyrównac szans nawet we własnym kraju - i wiele domów w Enerdówku było pustych i zajmowali je Polacy. Tu oczywiście zadziałała ekonomia, domy zrobiły się tanie, bo spadł na nie popyt. Jednak skoro płacimy podatki na tych dyplomatów to możby od nich wymagac jakiegoś minumum minimorum dbania o nasze interesy. Nie chodzi tu o to, aby cokolwiek odzyskiwac, ale zablefowac... - przecież my też mamy swoje pretensje. Dyplomacja to sztuka osiągania celów ukrytych, dzięki maskowaniu ich nibycelami jawnymi. Nie chodzi o to by się uśmiechac.
Nie chodzi też o to żeby byc naburmuszonym. Chodzi o to, aby byc panną elegancką, z klasą. Polska nie ma paradowac w spódniczce mini pokazując uda, Polska ma się przechadzac w sukni po kostki, ale z wysokim rozcięciem, by raz na jakiś czas to udo mignęło - by cała Europa czekała na to udo. Nie uśmiechac się ciągle, ale rozdawac uśmiechy jak nagrody. Europa ma czekac na ten uśmiech. Na uśmiech i udo! Z wywieszonymi językami płaszcząc się mizoginistycznie przed wyniosłą kobietą, jak na rysunkach Brunona Schultza w Xiędze Bałwochwalczej. A wtedy będzie można zgarnąc Karakony szczotką na szufelkę... jak w Sklepach Cynamonowych.
Czaicie dyplomatołki? Niemcy chcą wejśc do Polski to trzeba ich tak wymanewrowac, żeby weszli w bagno. Bagno Historii. (Albo chociaż w "wilcze doły", jak pod Grunwaldem - przepraszam - Zielonym Lasem).
Komentarze
Pokaż komentarze (18)