Trucker hiob Trucker hiob
870
BLOG

Wspólnota Marto

Trucker hiob Trucker hiob Rozmaitości Obserwuj notkę 2

Błogosławieni Hiacynta i Franciszek Marto byli młodszymi dziećmi, którym, wraz z Łucją, objawiła się Najświętsza Maryja Panna w Fatimie. Skutkiem tego przeżycia mały, dziewięcioletni Franciszek i jego młodsza, siedmioletnia siostra drastycznie i radykalnie odmienili swoje życie. Stało się ono życiem modlitwy i wyrzeczeń: Postów, pokuty i wspomagania potrzebujących.

Wokół nas toczy się bitwa o dusze. Cywilizacja chrześcijańska w Europie i Ameryce przechodzi potężny kryzys. Kraje kiedyś chrześcijańskie dziś wstydzą się swych korzeni, a ich mieszkańcy odeszli zupełnie od wiary swych ojców. Ci natomiast, którzy pozostali wierni religii swych przodków nie rozumieją, mam wrażenie, czym ona w istocie jest. Szukają rozwiązań politycznych i prawnych tam, gdzie trzeba nawrócenia i odmiany serc. Biorą skutki za przyczyny i leczą objawy nie docierając do źródeł choroby.

Żaden człowiek nie może odmienić innej osoby. Może służyć przykładem, może się za inną osobę modlić, może ją do czegoś zmusić siłą, ale nie może odmienić jej serca. Każdy z nas jedynie może odmienić swe własne serce. I to, paradoksalnie, jest najpewniejszy i jedynie możliwy sposób, by odmienić świat.

Czym jest, czy raczej czym ma być Wspólnota Marto? Ma to być nieformalna grupa wiernych, którzy chcieliby swym życiem naśladować błogosławionych Franciszka i Hiacyntę Marto. Wspólnota ludzi gotowych na pewien radykalizm, choć sam „radykalizm” nie byłby jakoś obiektywnie określony. Chodzi po prostu o „odrobinę więcej miłości”.

Czytając wspomnienia siostry Łucji o swych młodszych kuzynach widzimy dzieci gotowe na niezwykłe poświęcenia. Dzieci gotowe na post i umartwienia, na ofiarowanie Bogu wszystkich cierpień, tych danych im od Boga i tych, które dobrowolnie same sobie zadają. Dzieci, które choć same wręcz będące nędzarzami według naszych dzisiejszych standardów rozdają innym wszystko, co mają. Widzimy dzieci, które poświęcają się modlitwie. Wszystko po to, by zadośćuczynić Bogu za wszystkie grzechy i wyprosić łaski nawrócenia grzeszników.

Czy  moglibyśmy ten przykład dziś naśladować? Czy to, co było aktualne niemal sto lat temu w jakiś sposób się zdezaktualizowało? Ja osobiście nie sądzę. Wręcz przeciwnie: Jestem przekonany, że właśnie dziś jest najwyższy czas, by spróbować naśladowania dzieci z Fatimy. Dziś jest to ważniejsze, niż było kiedykolwiek w historii.

Dlatego Wspólnota Marto. Dlatego jej mglista na razie idea. Nie wiem, co z niej wyniknie. Nie wiem, czy nie pozostanę jej jedynym członkiem. Chciałbym, by nas było wielu. By były nas miliony. Ale to już nie zależy ode mnie. Ja mogę tylko podjąć decyzję za siebie.

Jakie są warunki przynależenia do wspólnoty? Decyzja odmiany swego życia. Decyzja pozostania „szaleńcem bożym”, radykałem, który zobowiąże się do życia postu, pokuty, modlitwy i miłosierdzia.

1. Post i pokuta.

Tutaj każdy musi sam podjąć decyzję. Pewnym ideałem, czy wzorcem byłby post o wodzie i chlebie w środy i piątki. Zdaję sobie jednak sprawę, że to może być zbyt radykalne dla wielu osób. Zwłaszcza dla tych początkujących. To musi być pewna droga, a każda droga zaczyna się od pierwszego kroku. Ten może być całkiem malutki, ważne jednak by po nim następowały kolejne.

Ja zaczynałem swoje posty od piątkowej głodówki w intencji mojej umierającej córeczki. Victoria skończyła niedawno 21 lat, więc moja droga tutaj ma właśnie tyle. Nic dziwnego zatem, że zrobiłem jakiś postęp. I dlatego nie mnie oceniać tych, dla których radykalizm polega na odmówieniu sobie kawałka czekolady, czy filiżanki kawy. Ale Bóg widzi nasze serca i On wie, że dla wielu ta filiżanka kawy oddana Mu w ofierze jest rzeczywiście wielką ofiarą.

I są jeszcze osoby cierpiące. Te niech po prostu ofiarują Bogu swe cierpienia i choroby. Niech to robią z radością w sercach wiedząc, że cierpienie jest wielkim skarbem. Skarbem, którego większość z nas pozbyłaby się chętnie, ale skoro go nam już dał dobry Bóg,  zróbmy z niego pożytek.

„Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół.” (Kol 1,24)

2. Jałmużna.

Tu znowu bardzo trudno określić jakieś „minimum radykalizmu”, ale niewątpliwie można przyjąć, że to, co zaoszczędzimy na poście, oddajemy Bogu. Gdy ktoś zrezygnuje ze słodyczy, gdy ktoś dwa razy w tygodniu będzie jadł tylko chleb, to ma to konkretny wymiar  materialnych oszczędności. Post nie ma być drogą poprawy naszej sytuacji materialnej. Ofiarujmy Bogu także to, co zyskamy w wymiarze finansowym. Oczywiście gdy ktoś pragnie ofiarować więcej, nie widzę powodu dla którego miałby tego nie czynić.

„Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg.” (2 Kor 9,7)

3. Modlitwa.

Nam wszystkim wydaje się, że się modlimy. Jednak, obawiam się, wielu ludzi zdziwiłoby się bardzo, gdyby ktoś zmierzył faktyczny czas, jaki spędzają każdego dnia na kolanach na rozmowie z Bogiem. Nie wiem, czy 10 minut nie okazałoby się tutaj przesadnie optymistycznym przybliżeniem. A jednak każdy z nas może znaleźć tę godzinkę w czasie dnia na modlitwę. Nie musi to przecież być czas, gdy całkowicie poświęcamy się Bogu, choć z pewnością byłoby to idealne rozwiązanie. Najlepiej przed Tabernakulum, u stóp Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie.

Ale przecież można też odmawiać różaniec jadąc samochodem, czy tramwajem, można modlić się tuląc do snu dziecko w ramionach, można modlić się kosząc trawę i czekając w kolejce do kasy w supermarkecie. Czasami jest to tylko decyzja wyłączenia radia w samochodzie, odłożenia gazety, wyłączenia telewizora. Doba ma 24 godziny i nawet, gdy poświęcimy na sen te 7, czy 8 godzin, gdy kolejne osiem pracujemy, to ciągle pozostaje tyle czasu, że z pewnością godzinę można poświęcić Bogu.

Chodzi po prostu o to, by Bóg stał się dla nas najważniejszy. Dla nas, dla każdego z nas. Tu nie chodzi o zmienianie innych, nie chodzi o polityczne rozwiązania, nie chodzi o pouczanie innych i „ustawianie” ich w jakiś sposób. Nie chodzi o pełne sarkazmu komentarze w Internecie, o ocenianie braci, o krytykowanie władz cywilnych i ludzi Kościoła. Chodzi o pracę nad samym sobą. Chodzi o odnowę swojego serca.

Dlaczego zatem wspólnota? Nie można tego zrobić samemu? Można. Ale we wspólnocie łatwiej. Można się wspomagać. Radą, modlitwą, doświadczeniami. Podawać rękę upadającym, zachęcać wątpiących, upominać błądzących. Można też będzie skorzystać z opieki kierownika duchowego, jeżeli Bóg wspólnocie kiedyś takiego da.

Pamiętajmy też, że choć zmienić możemy tylko siebie i to praca nad własnymi słabościami jest tu najważniejsza, to intencje nasze muszą wychodzić na zewnątrz. Te ofiary, poświęcenia, modlitwy i jałmużny muszą służyć Kościołowi i całej ludzkości. Jakie zatem miałyby być nasze intencje? Każdy z nas może je sam wybrać, ale ja podam te, które są bliskie mojemu sercu.

  1. Kościół.

Szeroko rozumiany Kościół, a więc papież i Jego intencje, modlitwy za biskupów i za naszych kapłanów.  Tak wielu katolików krytykuje Kościół, tak mało się za Niego modli. Tymczasem nie naszą sprawą jest ocenianie naszego biskupa, czy proboszcza naszej parafii. Naszą sprawą jest wspomóc ich modlitwą, bo szatan ze szczególną zaciekłością ich atakuje.

  1. Rodzina.

Drugą instytucją atakowaną dziś szczególnie mocno przez złego jest rodzina. Rodzina jest nie tylko tą cegiełką naszej społeczności, nie tylko jest domowym Kościołem, ale jest obrazem samego Boga. To właśnie rodzina najlepiej ilustruje dogmat Trójcy Świętej. To w rodzinie widać dającą życie miłość, będącą odbiciem Trójcy Świętej, która jest Życiem i Miłością. W dzisiejszych czasach kryzysu rodzin, czasach rozwodów, nieodpowiedzialnych mężczyzn, którzy mentalnie pozostają dziećmi mimo siwiejących włosów, goniących jedynie za rozrywkami, w czasach, gdy sama definicja rodziny jest podważana, jest niezwykle ważne, by ofiarować swe ofiary, posty i modlitwy za uratowanie tradycyjnej, mocnej, otwartej na życie i świętej rodziny.

  1. Życie.

Mówiąc o życiu, ono samo jest dziś atakowane z każdej strony. Wartość człowieka została zredukowana do jego użyteczności. Zatem osoby chore i stare stają się przeszkodami, które należy usunąć. Podobnie dzieci stają się przeszkodą na drodze do szczęścia, którego synonimem jest dziś piękne mieszkanie, ładny samochód i wakacje w atrakcyjnym kurorcie. Nie wspominając już o rozwiązłości seksualnej, której rezultatem bywa nieoczekiwana ciąża, a jedynym „rozwiązaniem problemu” jaki potrafią znaleźć dziś niektórzy staje się zabicie nienarodzonego dziecka. Ofiarujmy zatem nasze posty i cierpienia w intencji zwycięstwa cywilizacji życia.

  1. Rozwiązłość seksualna.

Zamach na rodzinę, cywilizacja śmierci, rozwiązłość seksualna, wszechogarniające nas wyobrażenia, które jeszcze pół wieku temu każdy nazwałby pornografią, a dziś nie robią wrażenia na kilkuletnich dzieciach powodują także wiele konsekwencji, o których pisał już papież Paweł VI w swej encyklice Humanae Vitae. Kobieta została zredukowana do podmiotu zachcianek mężczyzn, sam akt seksualny stał się formą rekreacji, a sumienia i zmysły atakowane i zagłuszane otaczającymi nas zewsząd wyobrażeniami przesuwają coraz dalej granicę tego, co uważamy za dopuszczalne i niewinne. Jak żaba wsadzona do podgrzewanej wody gotujemy się nawet nie wiedząc, że umieramy. Ofiarujmy nasze poświęcenia w intencji czystości i o nawrócenie tych, którzy się zmagają z nieczystością i pornografią.

  1. Grzesznicy.

Ja jestem pewien tylko tego, że ja jestem grzesznikiem. Nie jest moim celem ocenianie innych. Jednak wiemy z samej obserwacji otaczającego nas świata, że to raczej świętych niż grzeszników dziś trudno znaleźć. Musimy jednak pamiętać, że każdy z nich jest naszym bratem. Żaden z nich nie jest naszym wrogiem. To są ofiary, pacjenci wymagający leczenia. Pamiętajmy, co powiedziała Maryja dzieciom w Fatimie: „Ileż dusz idzie każdego dnia do piekła, ponieważ nie ma nikogo, kto by się modlił i poświęcał dla ich zbawienia.”Łucja, Franciszek i Hiacynta odpowiedzieli na to wezwanie. Naśladujmy ich w tym.

  1. Ojczyzna.

Zanim dzieciom w Fatimie ukazała się Maryja, miały widzenie Anioła, który powiedział:

 

– „Co robicie? Módlcie się! Módlcie się dużo! Serce Jezusa i Maryi chce przez was okazać światu wiele miłosierdzia. Ofiarujcie bezustannie Największemu modlitwy i umartwienia”.

– „Jak mamy się umartwiać?” – zapytałam.

– „Z wszystkiego, co tylko możecie, zróbcie ofiarę jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi On jest obrażany i dla uproszenia nawrócenia grzeszników. W ten sposób ściągniecie pokój na waszą Ojczyznę. Jestem Aniołem Stróżem Portugalii. Przede wszystkim przyjmijcie i znoście z poddaniem cierpienia, które wam Bóg ześle”.

Myślę, że to jest doskonała wskazówka także dla nas. Także dla tych, którym się wydaje, że jeżeli tylko po następnych wyborach inna koalicja przejmie władzę, to wszystko nagle będzie dobrze. Ale to nie w politycznych wyborach należy szukać ratunku. Recepta Anioła Stróża Portugalii jest tu znacznie skuteczniejsza.

I żeby nie było wątpliwości powiem, że uważam, że nie należy zapominać o politycznych rozwiązaniach. To nie tylko jest coś, co nam wolno robić, ale wręcz uważam, że jest to nas, chrześcijan, obowiązek. Co najmniej udział w wyborach, ale także uczestnictwo w aktywnym życiu politycznym. Ale to musi być konsekwencja pewnej odmiany naszego życia, a nie cel. Nie polityka, ale Jezus musi stać się centrum naszego życia.

  1. Umocnienie w wierze.

I na koniec ostrzeżenie. Każdy, kto podejmie decyzję oddania swego życia Jezusowi musi liczyć się z tym, że spotkają go trudności, przeszkody, cierpienia i lęki. Chrześcijaństwo nie jest dla mięczaków, ani dla tych, co mają zajęcze serca. Dlatego pamiętajmy o nas samych i o naszych braciach we Wspólnocie. Umacniajmy się w wierze i prośmy Boga o łaskę wiary. Nikt z nas nie jest gigantem i nikt z nas nie ustoi sam. Nie wtedy, gdy się poczuje mocny i zaufa sam sobie. Szatan potrafi zwieść najmądrzejszych i najświętszych z nas wszystkich. Pycha, to źródło każdego innego grzechu, obecna jest w jakiejś formie w sercu każdego z nas. A gdy ktoś myśli inaczej, zwodzi samego siebie.  Nie ufajmy zatem sobie, zaufajmy jedynie Jezusowi.

Wspólnota Marto. Jeszcze nie istnieje. To jedynie wizja. Zostało dziewięć dni do 20 lutego, kiedy to Kościół obchodzi wspomnienie błogosławionych dzieci Hiacynty i Franciszka.  Pomódlcie się w intencji tej Wspólnoty i przyłączcie się, proszę. Z czasem będziemy mieć stronę w Internecie i kto wie, co jeszcze. Jeżeli będzie taka wola Boga. Ale niezależnie od tego, czy ta wspólnota przetrwa próbę czasu, czy za miesiąc nikt o niej nie będzie pamiętał, każdy z nas może naśladować błogosławione dzieci. Z pewnością będzie to Bogu miłe i z pewnością może to odmienić losy świata.

Nazywam się Piotr Jaskiernia, mam 61 lat i od wielu lat mieszkam w Stanach. Z zawodu jestem "truckerem", kierowcą. Moim hobby jest apologetyka, a moją pasją nowa ewangelizacja. Zawsze szukam nowych dróg, by dotrzeć z Dobrą Nowiną do kolejnych osób, stąd moja obecność tutaj. AUDYCJE RADIOWE, PROGRAMY TV I ARTYKUŁY PRASOWE Z MOIM UDZIAŁEM: KLIK Moje FORUM: www.katolik.us Zapraszam. Kontakt.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości