W innej sytuacji, w porównaniu do robiących show medialny resztek komisji Millera, są prokuratorzy prowadzący postępowanie w sprawie katastrofy smoleńskiej. Wieloletnie doświadczenie zawodowe mówi im, że "papiery muszą się zgadzać", a wnioski składane przez pokrzywdzonych, jak choćby te związane z zaniechaniami w sprawie sekcji zwłok ofiar, dobitnie przypominają im o tej prawdzie. Wprawdzie prokuratorzy niejednokrotnie byli w Smoleńsku, wiele rzeczy oglądali, ale prawdziwe badania, ekspertyzy, wyjaśnianie nieścisłości poprzez "papier z pieczątką" to podstawa. Nie ma podstaw formalnych by dezawuować kompetencje członków KBWLLP, to jednak ich raport, wprawdzie został dołączony pod jakimś numerem do akt śledztwa, uznany został za dokument niespełniający kryteriów profesjonalizmu i przystąpiono od podstaw do wyjaśniania przebiegu zdarzeń z 10.04.2010r, a jednym z zadań jest sprawdzenie wątku "udziału osób trzecich".
W chwili obecnej wydaje się, że korzystnym rozwiązaniem dla znużonych przeciągającym się śledztwem prokuratorów, byłoby zakończenie postępowania z równoczesnym wnioskiem o pociągnięciu do odpowiedzialności rosyjskich kontrolerów lotu. Matuszka Rosja swoich ludzi nie wyda, więc nie będzie groziło prowadzenie głosnego postępowania sądowego, pojawią się oczywiście protesty ze strony Kremla, lecz kto obecnie uwierzy protektorom zielonych ludzików z Krymu. O ile w 2010 roku medale otrzymywało się za braterską współpracę, dziś w cenie jest chojraczenie przed Rosją. Warunkiem podstawowym jest wyczyszczenie sprawy udziału osób trzecich oraz uratowanie brzozy, gdyż bez niej trudno uzasadnić tę skalę zniszczeń samolotu. Problemów w czyszczeniu jest co niemiara.
Zacznijmy od podstawowych materiałów, które muszą znaleźć się w kolekcji licznych tomów akt prokuratorskich. O ile udało się za pomocą kruczków prawnych spacyfikować problem sekcji zwłok, to drugi materiał pierwotny, ważny gdyż nie przechodzący przez rosyjskie ręce, czyli nagrania z JAK-40 nadal jest celem przepychanek. Na początku 2014r. mieliśmy zapowiedzi zakończenia prac nad tym materiałem do końca marca bieżącego roku, ostatnio znów przesunięto datę zakończenia prac na lipiec, po prostu tragedia, ciągle coś przeszkadza, nie pozwalając na uchylenie rąbka prawdy. Największym zwolennikiem rozwiązywania zagadek katastrof lotniczych w oparciu o zapisy rejestratorów jest oczywiście spindoktor Lasek, więc warto spojrzeć do niego, a tam jest ciekawie:
Czy komisja Millera znała nagrania z kabiny samolotu Jak-40, który wylądował w Smoleńsku przed katastrofą Tu-154M
"Nagrania z rejestratora korespondencji radiowej Jaka 40 zostały odsłuchane i przeanalizowane przez specjalistów z ABW i z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego na potrzeby badań komisji Millera. W trakcie przygotowywania raportu Komisja dysponowała pełnymi stenogramami tych nagrań i miała możliwość ich samodzielnego odsłuchiwania. Korespondencja radiowa prowadzona przez załogę Jaka 40 ma swoje odzwierciedlenie w nagraniach z rejestratora rozmów Tu-154M i rejestratorów rozmów w wieży kontroli lotów na lotnisku w Smoleńsku."
No proszę, CLK na zlecenie komisji Millera dokonała analizy tego materiału i przygotowała kompletne stenogramy, podobne do tych powstałych w oparciu o zapis CVR z Tu-154M. Ponieważ WPO w Warszawie wystąpiła do Sądu Wojskowego w Poznaniu o udostępnienie wszystkich materiałów wytworzonych przez komisję Millera, więc prokuratorzy powinni mieć te materiały. Czyżby nikt o nie Wojskowej Prokuratory Okręgowej w Warszawie nie zapytał?. Inna ewentualność to tylko niepoczytalność kliku Panów, powołanych na swe stanowiska przez Premiera RM, tym bardziej niepokojąca z tytułu równocześnie przez nich piastowanych funkcji w PKBWL. Przecież szef tej instytucji rozróżnia stenogramy JAK-40 od Tu-154M?.
W ostatnich tygodniach strona internetowa "pytania i odpowiedzi" zaczęła pęcznieć od nowych materiałów, jak choćby potwierdzających istnienie instrukcji ICAO, w wypowiedziach medialnych członkowie zespołu lub jego opłacani współpracownicy zaczęli rozważać możliwości wybuchu na skrzydle samolotu, na razie są to opary paliwa, co zapewne ma związek z kolejnymi materiałami wpływającymi do prokuratury. Z pewnością wyniki badań laboratoryjnych pobranych wymazów nie mogły spowodować tej zmiany nastawienia, gdyż co najmniej od roku sugerowano takie rozwiązanie, więc co jeszcze się wydarzyło?.
W grudniu 2013 roku stawił się w prokuraturze jeden z sygnatariuszy Konferencji Smoleńskiej składając obszerne wyjaśnienia. Tym samym w materiale śledztwa znalazły się oficjalne liczne informacje:
-w pierwszych dniach po katastrofie współpracownik Konferencji, za wiedzą prokuratorów, pobrał próbki gleby, feralnej brzozy Bodina oraz ją fotografował


O znaczeniu zdjęcia przełomu złamania brzozy, pozbawionego odłamków, chyba nie muszę przypominać, pisałem o tym we wcześniejszej notce

-pobrano i przywieziono do kraju odłamki, ze śladami nadpalenia, zmian analizowanych przez prof. Obrębskiego, w każdej chwili można poddać je specjalistycznym badaniom labolatoryjnych, a warto pamiętać, że fakt istnienia śladów nadpaleń stwierdzili w swym raporcie chemików biegli prokuratury

-prokuratura otrzymała zapewnienie przekazania oficjalnych materiałów z II Konferencji (te z I Konferencji wcześniej już udostępniono), przy czym z przesłuchania wynikało, że przebieg samej konferencji jest doskonale znany prokuratorowi, wraz z udostępnionymi publicznie materiałami, również dokument ICAO, który zawiera wiele uwag praktycznych
"Wywinięcie poszycia samolotu, rozpad maszyny na tysiące drobnych fragmentów, niewybite szyby, odłamki w ciałach ofiar i zdarte z nich ubrania czy w końcu uszkodzenia ciał na skutek gigantycznego przeciążenia 100g to symptomy, które mogą wskazywać na to, że maszyna eksplodowała"
Trudno autorów tego dokumentu zdyskredytować argumentami o braku kwalifikacji czy nie pojawieniu się w Smoleńsku, więc i Lasek przypomniał sobie o publikacji ICAO. Jednym słowem prokuratura musi od tego momentu poświęcić więcej uwagi analizie sprzeczności wynikających ze zgromadzonego materiału, a jest ich wiele. Dywagacje o odłamkach w brzozie, w tym o jednym wykonanym z tajemniczego materiału nie mają żadnego znaczenia procesowego, gdyż są to elementy wtórnie umieszczone w tym miejscu. Jednocześnie potwierdzona jest obecność odłamków samolotu bezpośrednio w rejonie brzozy

Siłownik napędu klap, wyrwany jednocześnie z odcięciem końcówki lewego skrzydła, znaleziony pod złamaną brzozą.

Część krawędzi spływu lewego skrzydła zdeformowana w zderzeniu z drzewem, wyrwana jednocześnie z odcięciem końcówki lewego skrzydła, znaleziona koło złamanej brzozy. Pierwotnie ten element zawisł na gałęziach drzewa, później zsunął się na ziemię.

Fragmenty klap lewego skrzydła, wyrwane jednocześnie z odcięciem końcówki lewego skrzydła, znalezione koło złamanej brzozy.
Trudno uwierzyć w wersję bezodłamkowego i bezśladowego uderzenia i złamania skrzydła lecącego samolotu. Jeśli nie brzoza to coś "wyżej" doprowadziło do tej potwierdzonej destrukcji, czyżby wówczas wystapiły te Setlakowe wybuchy oparów paliwa?.
Podobnie jest z niestwierdzeniem materiałów wybuchowych w raporcie chemików. Biegli prokuratury, czyli osoby których kwalifikacje zawodowe zostały uznane za wyróżniające się ponad miarę, przeprowadzili pomiary terenowe za pomocą znanych im urzadzeń, zgodnie z przyjętą metodologią, a więc również przez wstępną selekcję materiału badawczego, przez ograniczenie się do części samolotowych noszących "z oglądu" ślady okopceń, nadpaleń. W efekcie dwóch wyjazdów stwierdzono wystąpienie w 700 przypadkach alarmu, wskazującego na obecność materiałów wybuchowych, co skutkowało pobraniem materiału badawczego (wymazów), dla przeprowadzenia szczegółowych badań laboratoryjnych. Próbki pozostawiono w Rosji, a po pewnym czasie zostały przekazane do kraju i w wyniku badań laboratoryjnych otrzymano wynik zerowy czyli cała robota terenowa biegłych poszła na marne. Gdzie należy szukać rozwiązania zagadki:
1.Mało dokładne urządzenia pomiarowe zastosowane w Smoleńsku, co zasugerowali dwaj chemicy. Sugestii tej przeczą twarde fakty, np wg. specyfikacji producenta Hardened Mobile Trace http://www.morpho.com/IMG/pdf/Morpho_Hardened_MobileTrace_Med-2.pdf False alarm rates <2%.
Pomiędzy mniej niż 2% a 100% błędów leży rów Mariański, nie do zasypania żadnymi argumentami
2.Błędna metodologia pobierania materiału do badań, sprowadzająca się do wybrania metody "wacików" zamiast przywiezienia wyszczególnionych odłamków. Wypowiedzieć się powinni biegli z CBŚ, pobierający próbki, którzy zapewne zwrócą uwagę na przywiezione fragmenty obić foteli, które również zaniemówiły w Warszawie. Zapytają również o powody nie przeprowadzenia sprawdzających pomiarów, choćby na tych elementach foteli, z wykorzystaniem tych samych urządzeń przesiewowych, co pozwoliłby wykluczyć możliwość zmian w próbkach między wypuszczeniem ich z rąk w Smoleńsku, a ponownym otrzymaniem, takie rozszerzone sprawdzanie plomb.
3.Kiepska nowo zakupiona aparatura laboratoryjna dla CLK, błędy metodologiczne lub fatalne przygotowanie zawodowe pracowników wykonujących badania. Kierownictwo CLK bronić się może certyfikatami producentów urządzeń pomiarowych (vide certyfikaty na urządzenia przesiewowe) oraz certyfikatami posiadanymi przez samo laboratorium. Problem w tym, że ta jednostka badawcza takich certyfikatów nie posiada, brak jest wypracowanej i pozytywnie zweryfikowanej metodologii prowadzenia takich badań, czego dowód znajduje się w samej opinii
"W badaniach mających charakter precedensowy ostateczny kształt metodologii badawczej jest opracowywany na podstawie eksperymentów, co pozwala na dobór optymalnych warunków prowadzenia czynności."
Z jakich więc powodów prokuratura zdecydowała się pytać o powody tej niemożliwej do zaistnienia sytuacji najsłabsze ogniwo procesu badawczego pozostanie jej słodką tajemnicą, niemniej jednak przekonujące wyjaśnienie musi paść. Bez tego nie można przejść do następnych etapów, czyli klepnięcia braku zaangażowania osób trzecich.
Jeśli ktoś zdecydowałby się na pytanie przedstawicieli NPW o te tajemnicze stenogramy z JAK-40 to warto zainteresować się zdjęciami lotniczymi wrakowiska, wykonanymi w pierwszych dniach po katastrofie przez stronę rosyjską. Kto nie zna tych żółtych kropeczek z raportu MAK, wykorzystanych też w raporcie Millera?

Problem w tym, że zespół biegłych prokuratury płk Milkiewicza może analizować wrakowisko korzystając z pobranego obrazka niskiej rozdzielczości i jakości z dokumentu pdf bądź zadowalać się patrzeniem z wysokości kilkuset kilometrów przez obiektyw sensora Digital Globe. Ponoć prokuratorom zapomniało się wystąpić z wnioskiem o pomoc prawną dla pozyskania kopii w oryginalnej jakości z wykonanych wówczas zdjęć na niskim pułapie. Skoro specjaliści z SWW potrafili na zdjęciach satelitarnych wyodrębnić worki ze śmieciami, samochód osobowy to pułap lotniczy umożliwiłby sprawdzenie tych odłamków pokazywanych przez Laska przy brzozie, a może i innych, dotąd nie ujawnionych?. Czy mylą się moi informatorzy w sprawie posiadania tego materiału przez prokuraturę?
Inne tematy w dziale Polityka