Minister Ziorro (czy został już ponownie powołany bo nie śledzę na bieżąco szopki "sklejanie rządu"?) pochwalił się że przestępczość
spadła o 15%. Raport Komendy Głównej Policji mówi o rocznym spadku ogólnej liczby przestępstw na poziomie 6.7%. Ups.
To ponad dwa razy mniej niż perorował za mikrofonem Ziobro. Ale spoko, wyborcy PiSu to kupią jak swego czasu powiedział poseł Kurski.
Pochwalił się też znajomością erystyki na poziomie ameby:
"Czym sprawcy gwałtów, twardych przestępstw, zabójstw rozbojów zaskarbili sobie opozycję, że sprzeciwiała się kolejnym rozwiązaniom ws. walki z przestępczością?"
Opozycja popiera gwałcicieli i morderców, może nawet chowa za pazuchą ustawę dekryminalizacyjną. Nie pamiętam jakiejś szczególnej inicjatywy PiSu, która była wymierzona przeciwko gwałcicielom czy mordercom. Pewnie takiej nie było, ale Ziorro czuje aprioryczny sprzeciw.
A może chodzi o wypichcony w kazamatach ministerstwa sprawiedliwości ziobrowy projekt Kodeksu Karnego? Nie miałem nieprzyjemności go czytać, ale poza zwiększeniem kar, niewiele miał chyba do zaoferowania.
Dlaczego jednak Ziobro ciągle gada takie bzdury?
Możliwe że jest notorycznym kłamcą i cynicznym manipulantem, który traktuje ludzi popierających go jak bezmózgie zombie łykające każdy absurd padający z jego ust.
Możliwe że nie bardzo rozumie świat otaczający go a pojęcie o procentach ma podobne do Kononowicza, który liczył na to że będzie miał ponad 100% poparcia.
Możliwe jednak że Ziobro przybył z innego wymiaru gdzie Dr G. zszywa ze sobą pacjentów i ich morduje (kryptonim "Mengele" nie może więc budzić żadnego sprzeciwu). To wyjaśniałoby dlaczego tak często mija się z prawdą w naszym świecie.