Katechon to według Pisma Świętego ten, który powstrzymuje antychrysta. Patrząc na współczesny świat jedna osoba wydaje się w szczególny sposób spełniać tą przesłankę. Jest to Donald Trump
Katechon jest to pojęcie z Drugiego Listu do Tessaloniczan. „Albowiem już działa tajemnica bezbożności. Niech tylko ten, co teraz powstrzymuje (qui tenet nunc), ustąpi miejsca, wówczas ukaże się Niegodziwiec, którego Pan Jezus zgładzi tchnieniem swoich ust i wniwecz obróci [samym] objawieniem swego przyjścia” (2 Tes, 2, 7-8). Interpretacja Pisma Świętego w kontekście nadprzyrodzonym należy do Kościoła i nie możemy ostatecznie być pewni, kto jest katechonem (tym, który powstrzymuje nadejście antychrysta). Stąd też poniższy tekst stanowi bardziej luźne rozważania niż nauczanie ex cathedra. Nie mniej jednak, jako chrześcijanie zdajemy sobie sprawę, iż prawda jest prawdą, dobro jest dobrem a zło złem i nie ma nomen omen „trzeciej drogi”. Albo stoimy po stronie Chrystusa albo szatana.
Jeśli chodzi o świat polityki ciężko szukać tam ludzi kryształowych, abstrahując od tego, że nikt żyjąc na tym świecie taki nie jest. Nawet wielcy święci podlegali ludzkim słabościom, co dopiero więc mówić o osobach funkcjonujących w świecie korupcji, intryg i innych godnych potępienia rzeczy. Już nawet nie zwracając uwagi na osobiste wady i błędy polityków nie sposób znaleźć takich, którzy w aspekcie decyzji by zawsze stawali po stronie dobra. Czy więc polityka jest dziedziną, którą chrześcijanin winien odpuścić?
Obecne procesy na świecie z punktu widzenia chrześcijanina zdecydowanie przybliżają niż oddalają nadejście antychrysta. Powszechność liberalnej ideologii zarówno wśród elit oraz w umysłach i sercach ludzi, dostępność mordowania nienarodzonych, akceptacja dla eutanazji, rozwiązłości, niechęć wobec chrześcijaństwa, coraz większa ilość fałszywych proroków (w tym, a może szczególnie w samym Kościele katolickim) – to wszystko znaki zbliżające nas do politycznego panowania antychrysta. Jeśli mowa o systemie władzy doczesnej to istotnym jej elementem jest budowa zgobalizowanego systemu, który odbierze wolność jednostce i podda ją kontroli molocha. Coś na kształt powyższego zaczyna funkcjonować w Chinach, gdzie „niepokorni” obywatele są podzieleni według systemu punktowego, a „niepokorni” są umieszczani w więzieniach i obozach. Próbę wprowadzenia powyższego systemu mieliśmy w czasach „pandemii” Covid 19.
Czy restrykcjom z powodu choroby należy nadawać apokaliptyczne i demoniczne znaczenie? W kontekście zamykania kościołów (co nie ominęło niestety i Polski, na szczęście ówczesna władza szybko je otworzyła i nie popełniła drugi raz tego samego błędu), odcięcia ludziom drogi do sakramentów, zwłaszcza w sytuacji zagrożenia życia to iście demoniczne działanie. Podobnie jak odebranie ludziom środków do życia – w Kanadzie osoby wspierające protest przeciw przymusowi szczepień (eksperymentalną szczepionką, po której wiele osób doświadczyło niepożądanych skutków) dostały blokadę środków na rachunkach bankowych. Stało się to bez podstawy prawnej, na prośbę rządu. W powyższym kontekście można więc stwierdzić, iż politycy, którzy przeciwstawiają się skutecznie antychrześcijańskim i zamordystycznym tendencjom w jakimś sensie są katechonami. Nie musi to oznaczać, że stworzą od razu raj na ziemi (w praktyce wszyscy, którzy go obiecywali budowali system antychrysta np. rewolucja francuska, komuniści).
Gdy spojrzymy na współczesny świat, szczególnie jedna osoba wydaje się spełniać przesłanki bycia katechonem. Jest to obecny prezydent USA Donald Trump. Krytycy zarzucą mu niemoralność osobistą (rozwodnik), próby układania się z dyktatorami (Putin), sympatię dla syjonistów czy inne złe rzeczy. Jednak jak uczy Pismo „po owocach ich poznacie”. O ile obecna kadencja dopiero się rozpoczęła i nie sposób mówić o jej owocach, to możemy poddać analizie zarówno poprzednią kadencję, jak i pewne obietnice, których część już spełnił w relatywnie krótkim czasie. Zacznijmy od kwestii odnoszących się do Boga – Donald Trump wprost mówi o wierze, odwołuje się do jedynego Boga. Co prawda nominalnie jest protestantem, modlili się nad nim pastorzy (co i tak jest dużo lepsze od ateizmu czy postawy antychrześcijańskiej) to składa on życzenia z okazji świąt katolickich. Zdaniem ks. prof. Roberta Skrzypczaka Trump może stać się tym ,który rozbudzi wiarę i ducha modlitwy wśród Amerykanów. Krytycy mogą rzec, że to puste deklaracje, gdyż w Polsce nawet politycy lewicy wywodzący się z komuny byli widywani w kościele (obecnie już się to nie zdarza raczej, chyba że w sytuacji tzw „czarnych protestów”). W przypadku Donalda Trumpa należy jednak przyznać, że w pewnych aspektach dokonał pewnych wyłomów w lewicowo – liberalnym świecie. Dzięki nominacjom do Sądu Najwyższego udało się obalić słynne orzeczenie Roe & Wade zezwalające na aborcję na terenie USA, dzięki czemu udało się ją ograniczyć bądź praktycznie zakazać na terenie przynajmniej kilku stanów. W kontekście tzw „pandemii” to choć w początkowej fazie zgodził się na lockdown to dość szybko wycofał się z polityki zamykania wszystkiego, wręcz nakazał otwarcie kościołów w tych stanach, gdzie gubernatorzy tego nie uczynili.
Wiele osób mimo wszystko traktuje Trumpa jako „człowieka systemu”. Dlaczego więc obecny prezydent USA stał się ofiarą zamachu, który cudem (kwestia milimetrów) przeżył? Zostawiając na boku temat zamachu przyjrzyjmy się owocom dotychczasowej prezydentury Donalda Trumpa. Nas, Polaków szczególnie powinien zainteresować temat zakręcenia kurka z pieniędzmi dla lewackich organizacji, które od lat niszczyły nasz kraj zatruwając serca i umysły ludzi. Jak powszechnie wiadomo, Trump utrzymuje dobre relacje z politykami odwołującymi się raczej do prawicowych i konserwatywnych idei, jak choćby nasz PiS czy Victor Orban na Węgrzech. Czy można liczyć, że będzie wspierał siły prawicowe w innych krajach? Czas pokaże, jak i wiele innych rzeczy, gdyż jego kadencja dopiero się rozpoczęła.
Jak wspomniano na początku artykułu, nie sposób orzec, kto w znaczeniu nadprzyrodzonym jest katechonem tzn powstrzymuje nadejście antychrysta. Jeśli jednak mamy wskazać kogoś, kto w sensie doczesnym zatrzymuje wpływy sił ciemności, to bez cienia wątpliwości będzie to Donald Trump. Na ten moment poważnie ograniczył wpływy sił lewicowo – liberalnych, w pewnym sensie zatrzymał rewolucję. Czy jego rządy będą tylko chwilowym odwróceniem/ zatrzymaniem trendu czy zapoczątkują bardziej trwałe zmiany w USA a i w jakimś stopniu w świecie zachodu (do którego Polska chcąc nie chcąc należy) to dopiero okaże się po latach. Nie mniej jednak od dłuższego czasu nie było osoby tak wysoko postawionej (w znaczeniu władzy doczesnej, w sensie duchowym można tu wskazać na Benedykta XVI czy Jana Pawła II), która realnie podjęła walkę z ideologią lewacką i antychrześcijańską, która zdominowała współczesny świat.
Inne tematy w dziale Polityka