Są tylko dwie możliwości. Pierwsza jest taka, że Jarosław Kaczyński Wielkim Strategiem jest. I od samego początku chodziło mu o otworzenie archiwów IPN, a nie o żadną ustawę - ale aby zapewnić tej kontrowersyjnej decyzji jak najlepszy grunt i jak najbardziej sprzyjające okoliczności Wielki Strateg uknuł taki plan - stworzymy złą ustawę lustracyjną, prawny bubel nie do obronienia, narobimy wokół tego dużo szumu, będą protesty, ustawę Trybunał Konstytucyjny z całą pewnością uchyli, my oczywiście będziemy oburzeni, obruszeni i wstrząśnięci, ta decyzja będzie dla nas porażająca, to będzie bezprzykładny atak na demokratycznie wybraną władzę oraz ostatnie, niezwykle groźne, podrygi układu i szarej sieci. I wtedy zostaniemy postawienie w sytuacji bez wyjścia – będziemy zmuszeni otworzyć archiwa IPN. A kiedy już esbeckie papiery staną się jawne – na każdego, kto działał w opozycji i był obiektem zainteresowania SB na pewno coś się znajdzie – ci, których nie udało się zaszantażować, złamać, zmusić do prawdziwej lub pozorowanej współpracy mają na pewno jakieś inne grzeszki na sumieniu skrzętnie dokumentowane przez SB – a to ktoś nadużywał wódki, ktoś inny miał nietypowe upodobania seksualne, jakiś niezłomny autorytet bił żonę, a znana rewolucjonistka zdradzała męża. I wtedy na placu boju zostaną tylko „niezahaczeni przez bezpiekę” bracia Kaczyńscy (no, może jeszcze paru niedobitków) i sami, bez przeszkadzaczy, będą mogli tworzyć IV RP.
To jest pierwsza możliwość, zakładająca, że Jarosław Kaczyński Wielkim Strategiem jest – wtedy ustawa lustracyjna i całe zamieszanie wokół niej miały być tylko zasłoną dymną prawdziwych intencji pana premiera. Ale istnieje jeszcze druga możliwość – Jarosław Kaczyński nie jest Wielkim Strategiem, a ten chaos jest kompletnie niekontrolowany – ale to przecież niemożliwe, prawda?
Inne tematy w dziale Polityka