Pytania w rodzaju: - dlaczego nie?! - z jakiego powodu?! - pewnie się nie pojawią, bo ich zadawanie byłoby pozbawione sensu; nie jest przecież tak, że się prezydentura należy komuś, jak przysłowiowa zupa psu - i trzeba się nabiedzić, aby ewentualnie wykazać, że jest odwrotnie. Niech raczej on udowodni, że zasługuje - prawda?. Pamiętam spotkanie przedwyborcze Tymińskiego; Bohdan Tomaszewski zadał wtedy takie mniej więcej, uderzające swą celnością pytanie: - prezydentura, to funkcja najwyższa w państwie; kim pan jest i czego dokonał, że czuje się upoważnionym do zabiegania o nią?
Tymiński plątał się próbując sensownie odpowiedzieć i ostatecznie sukcesu nie odniósł, choć osiągnięty przez niego wynik dzięki poparciu tych, co ich redaktor Michalkiewicz zgrabnie określa mianem "starych kiejkutów" - okazał się całkiem przyzwoity. Trudno nie zastanawiać się, co odpowiedziałby Rafał Trzaskowski, gdyby śp. Bohdan Tomaszewski miał teraz okazję to swoje pytanie powtórzyć ; możliwe, że brzmiałoby to tak: - "moja mama, a nieco wcześniej jeszcze inna kobieta z mojej rodziny... e, nie - lepiej to zostawmy! Co, że skorupka częściej, jak uczą doświadczenia, nasiąkała czerwonymi miazmatami, niż okazywała się odporna? ... tę kwestię też zostawmy i przejdźmy dalej: podczas studiów byłem dup... dobra, to także pomińmy. Za to nauczyłem się pięciu języków - nie, nie ubiegam się o posadę tłumacza, lecz o prezydenturę. Co jeszcze - o, byłem ministrem, a także wiceministrem; czy w tym czasie wyróżniłem się - najpierw jakimś błyskotliwym pomysłem, a potem jego realizacją? - hmmm... Jestem prezydentem stolicy - i będąc nim potrafiłem, nic nie robiąc w sprawie ścieków, sprytnie zmusić rząd do załatwienia sprawy za mnie; omijanie niepotrzebnej mitręgi - to umiejętność bezsprzecznie warta zauważenia. Jako prezydent Warszawy organizowałem Kampusy w Olsztynie, nie angażując niepotrzebnie swojego miasta - i to po części za niemieckie ojro; oszczędność złotówek - jak na dłoni. W sprawie CPK - ostrzegałem przed zgubnymi skutkami megalomanii. Obiecywałem w imieniu swojej partii podwojenie kwoty wolnej od podatku, a teraz to prostuję - bo albo się przejęzyczyłem, albo zawinił pogłos. Wybudowałem kibel po jakieś 20 tysi za m2, bo warszawiacy zasługują na urynowanie w luksusie. Upiększyłem Warszawę megapudełkiem na buty stanowiącym estetyczną przeciwwagę dla PKiN. Zadeklarowałem kiedyś, że chciałbym być pierwszym prezydentem miasta udzielającym ślubu parze facetów lub kobitek - i będę to powtarzał przy każdej okazji, jak ów stary Rzymianin domagający się zburzenia Kartaginy. Jestem za swobodą, co do aborcji - a przy tym nie byłbym politykiem PO, gdybym na potrzebę chwili nie przyznał, że św. Jan Paweł II jest ok. Promuję też polskie wina i zwracając się do Polaków po francusku - zachęcam ich do nauki tego języka; to przejaw troski o europeizację rodaków."
Tę hipotetyczną wypowiedź kandydata do prezydentury możnaby ciągnąć dalej, ale byłby to trud zbędny; jeśli to, co powyżej nie trafi komuś do przekonania - to i dłuższa lista dokonań pana Rafała niczego nie zmieni. Wydawałoby się, że ona - ta lista - prowadzi do wniosków dość oczywistych, ale długie życie wśród współziomków nauczyło mnie, że im coś bardziej jest oczywiste - tym mniej pewne.
Inne tematy w dziale Polityka