Stało się. Antoni Macierewicz przestał być ministrem wojny (bo tak powinna brzmieć nazwa tego urzędu, pod panowaniem odwołanego wczoraj ministra), a Jarosław Kaczyński znów pokazał całej Polsce , że jeśli idzie o skuteczne zagrywki na polskiej scenie politycznej, nie ma sobie równych. Znowu udowodnił swoim działaniem, że to On jest Sprajt ..., a cała reszta to pragnienie.
Chwilę po tym jak walnęła wieść , że AM przestanie pełnić swoją dotychczasową funkcję, w mediach pojawiły się dwie równoległe narracje. Pierwsza, to ta, artykułowana przez Sakiewicza i środowisko Gapola , wciskająca Polakom , że dymisja AM to spisek sowieckiej agentury i początek wielkiej, pisowskiej schizmy, oraz druga, równie błyskotliwa, witająca z nadzieją rzekome osłabienie obozu rządowego i wzywająca do mobilizacji chorągwi, pod berłem hetmana Mazguły . Z jednej strony "koziejowe złogi" w BBN-ie, z drugiej płonne nadzieje na początek końca "dobrej zmiany".
Tymczasem i jedni i drudzy, czy to z naiwności, głupotą zwanej, czy może z rozmysłem z cynizmu wyprowadzonym, powtarzają zwykłe dyrdymały, albowiem, prawda jest banalna, oczywista, a sprowadza się do jednego prostego wniosku... Jarosław Kaczyński znowu wszystkich wytentegował, pokazał kto jest Alfa, a zabiegiem z roszadą Błaszczak - Macierewicz dał mata wszystkim tym, którym wydawało się , że mogą sobie pogrywać z prezesem na szachownicy jak równy z równym.
Oczywiście wczorajszą decyzję należy rozpatrywać w zestawieniu z pierwszą odsłoną tego aktu, czyli z poprzednią ,przedświąteczną rekonstrukcją, nad którą tak wielu utyskiwało i zżymało się, że bez sensu, że osłabia, że niezrozumiała, etc.. Okazało się, że była tylko wstępem, preludium i jedynie zapowiedzią prawdziwej rozgrywki, której rzeczywistą wartość mieliśmy ujrzeć we wczorajszym Grande Finale.
No bo jak osłabia skoro nie osłabia...? Nie osłabia a nawet wzmacnia. Raz, wzmacnia samego Kaczyńskiego, przywracając mu na nowo pozycję niekwestionowanego lidera i głównego demiurga , widzącego na kilka ruchów do przodu, bo trzeba przyznać , że ostatnio, zaczęły pojawiać się co do tego pewne wątpliwości, gorliwie kolportowane przez niedowiarków i licznych wrogów prezesa..
Wczorajszymi decyzjami Kaczyński je ( moim zdaniem) definitywnie zdementował.
Po tym czego świadkami byliśmy wczoraj, należy uznać ,ze prezes doskonale wie co robi, i to wie od dawna, od dawna kontroluje grę, i czy to się komu podoba czy nie , triumfuje, spokojnie robiąc swoje.
Ostatnimi decyzjami wzmocnił Kaczyński tych, na których wzmocnieniu mu zależało, a osłabił tych , których osłabić potrzebował. Co zyskał ponadto? Zainstalował swoich wyjątkowo zaufanych ludzi na ważnych i istotnych z punktu widzenia strategii politycznej stanowiskach, (Błaszczak, Suski), uwalniając przy tym energię osób może mniej zaufanych ale niewątpliwie kompetentnych i , co nie bez znaczenia , atrakcyjnych wizerunkowo, jak choćby premier Morawiecki czy kandydat na nowego szefa MSZ.
W sferze polityki realnej , nie tej propagandowej, również odniósł Kaczyński w wyniku ostatnich personalnych przetasowań, same korzyści.
Przede wszystkim dał szanse , otworzył pole do poprawienia relacji na linii Rząd-Prezydent, dając przy okazji szansę Andrzejowi Dudzie na pewną wizerunkową rehabilitację. Kwestią czasu jest, że naród zapomni , iż dzisiejszy Prezydent RP Andrzej Duda, to niegdysiejszy Adrian, polityczne pacholę, goniec i notariusz Kaczyńskiego. Naród zapomni, jeżeli prezes Kaczyński na to pozwoli oczywiście, bo od wczoraj prezydenckie lejce znowu trafiły w ręce dżokeja Kaczyńskiego. Ma szanse Duda odbudować swój prestiż, owszem, ale musi to robić ostrożnie i w porozumieniu z Nowogrodzką czyli z naczelnikiem. Tu też Kaczyński górą.
Do tego bardzo ważna kwestia szeroko rozumianej polityki międzynarodowej. Kolejny plus dla prezesa. Nowe otwarcie, gra ewidentnie podjęta przez unijnych włodarzy , spotkanie Juncker-Morawiecki, nowy , pozbawiony kontrowersji szef MSZ, i znowu kierunek w dobrą stronę. Zewnętrznym i rodzimym przeciwnikom Kaczyńskiego, coraz trudniej jest i będzie przyczepić się do jego personalnych wyborów. To kolejny zgryz dla tych ,którzy z nadzieją szykowali już Kaczyńskiemu polityczną emeryturę.
Odsuniecie Macierewicza i obstawienie się nowymi niezgranymi figurami z jednej oraz wiernymi pretorianami z drugiej strony, ma też zapewne pomóc, w pacyfikowaniu potencjalnych pomysłów, na ewentualny, wewnątrzpartyjny rokosz..
Także...Jakby tu cholera nie patrzeć, Kaczyński zawsze na górze... Słowem... psy szczekają ,karawana jedzie dalej.
Inne tematy w dziale Polityka