Dyskusje o przyszłości polskiej energetyki, które odbyły się na Kongresie 590, wskazują na przekonanie, że dzisiejszy model produkcji energii elektrycznej oparty na rodzimym węglu jest nie do utrzymania. I to z szeregu powodów.
Szefowie kontrolowanych przez państwo spółek energetycznych raczej nie mieli złudzeń. Prezes PGE Henryk Baranowski przyznał, że perspektywy wyglądają źle, głownie za sprawą kształtu projektowanej nowej unijnej dyrektywy o systemie handlu emisjami CO2 (ETS). Nie dość, że cena emisji będzie rosnąć, to uzgodniona wersja odcina źródła oparte na węglu od pieniędzy ze specjalnego funduszu modernizacyjnego. Co najwyżej można już tylko minimalizować straty tego sektora wytwarzania - mówił Baranowski.
Prezes Enei Mirosław Kowalik trafnie z kolei przedstawił dylemat węglowej energetyki. Jak mówił, sektor musi produkować energię zapewniającą konkurencyjność gospodarki. Z drugiej strony jednak koszty produkcji z węgla rosną, ale żeby spełnić pierwszy warunek, nie można przerzucać tego wzrostu na odbiorców. Od węgla nie da się odejść z dnia na dzień, ale, według Kowalika, być może uda się przeforsować mniej groźne dla tego paliwa rozwiązania w innych unijnych regulacjach, które są w przygotowaniu. Po to, żeby odchodzić od węgla w miarę bezboleśnie.
Zresztą unijna polityka klimatyczna nie jest jedynym problemem sektora. Gdy węgiel drożeje, polskie kopalnie cieszą się z poprawy wyników (Zobacz: Wzrost cen węgla na świecie korzystny dla polskiego rządu). Jak to się dzieje właśnie teraz. Ale jednocześnie oznacza to podwyżkę rachunków za prąd, o kosztach ogrzewania nie wspominając. W dodatku coraz głośniej pęka mit o rzekomej polskiej samowystarczalności. Import węgla rośnie bardzo szybko, a to oznacza tyle, że po zamknięciu chronicznie nierentownych kopalni, wydobycie jest za małe. Innymi słowy cała gospodarka polegała w nadmiernym stopniu na źródle energii, którego w kraju tanio wydobyć już nie sposób.
Jednak szef londyńskiego biura PGNiG Ireneusz Łazor oceniał, że przy dzisiejszej determinacji i zaangażowaniu w Baltic Pipe, gazociąg ten na pewno powstanie. Wtedy, jego zdaniem, Polska będzie miała na tyle dużo gazu z pewnych źródeł, że wystarczy do wszystkich celów. Dla energetyki również. A elektrowni gazowych mamy już kilka, a będziemy mieć sporo więcej. PKN Orlen z końcem roku stanie się poważnym graczem, mając dwa bloki - we Włocławku i Płocku - o mocy ponad 1000 MW. Dokończona zostanie duża elektrownia w Stalowej Woli, równie duże jednostki powstaną na warszawskim Żeraniu i pod Szczecinem. Szczególnie ten ostatni przypadek jest ciekawy. Jeszcze latem PGE twierdziło, że skłania się tam do budowy bloku na węgiel, by po dwóch miesiącach zdecydować, że gaz będzie znacznie lepszy.
Transformacji energetyki nie da się dokonać w krótkim czasie. Ministerstwo Energii ma więc sporo racji, twierdząc, że węgiel pozostanie podstawą polskiej energetyki przez wiele lat (Zobacz: Polska energia z własnych źródeł. Węgiel przede wszystkim). Ale to "wiele" kurczy się coraz szybciej.
© Artykuł jest chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Komentarze
Pokaż komentarze (14)