Czy oglądając ostatnio jakiś polski film mieli państwo dojmujące uczucie beznadziei? Czy rodziło się wam w głowie pytanie: po co ja to oglądam, jaki to ma związek z moim życiem? Dlaczego to wszystko jest takie wymyślone i wysilone?
Jeśli tak, to idźcie dla odmiany na "Bezmiar sprawiedliwości".
Prawie wszystko mi się w filmie Saniewskiego podoba. Jest smutny, bywa ponury, ale aż tętni życiem. Jest wolno opowiadany, ale jeśli ktoś potrafi łowić filmowe smaki, to znajdzie ich mnóstwo, szczególnie jeśli chodzi o zdjęcia i montaż.
Ale to tylko wisienka na torcie. Jest tu przede wszystkim temat, który wszystkich obchodzi, czyli o tym jak prawo bywa niesprawiedliwe, o tym czym jest uczciwość, czym zdrada i czy prawda jest zawsze lepsza od hipokryzji. Historia opowiedziana w niekonwencjonalny i nie manieryczny sposób. Montaż, który intryguje, znakomite zdjęcia, proste, doskonałe aktorstwo.
Wychodzę z kina i chce mi się o tym filmie mówić: jest na czasie o prawdziwych ludziach, o problemach, które nas dotyczą, bo każdy może stanąć wobec wyborów, które mają bohaterowie filmu. W końcy wszyscy żyjemy przecież w demokratycznym państwie prawa.
żyje z pisania (głównie "Rzeczpospolita") i mówienia (głównie "Trójka")
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka