Przez ostatni tydzień koncentrowałem się na rzeczach poważnych, np. trzymaniu wąsko kolan przy zjeździe po lekko oblodzonych muldach, co nie jest łatwe, ale da się zrobić. Wróciłem z nart i dowiedziałem się, że oto stoję przed życiowym wyborem: albo opowiem się za wolnością słowa, a jednocześnie podżyruję dziennikarzy byłych ubeków i nie podpiszę lojalki Kaczyńskiego, albo okażę się oportunistycznym bydlakiem, będąc jednocześnie twórcą nowej Polski wolnej od patologii i tę lojalkę podpiszę. Wybór stawiony w takich właśnie słowach przez zwolenników jednego albo drugiego rozwiązania nie jest łatwy, więc podobnie jak wielu kolegów - jak to się mówi w nowopolszczyznie - rozważam swoje opcje.
Na początek postanowiłem, że jak zarazy będę unikał wzdęcia patriotycznego i moralnego. Wiem, że to w Polsce trudne, ale spróbujmy, może nadludzkim wysiłkiem się uda. W całej tej sprawie nie chodzi o budowę IV RP, albo kolejnej odmiany, która podobno już powstaje, nie chodzi też o polowanie na czarownice, tylko po prostu o wiarygodność ludzi kształtujących opinię publiczną. Lustracja dziennikarzy jest potrzebna, bo ludzie powinni wiedzieć kto kształtuje ich poglądy, np. nie byłoby dobrze, gdyby jakiś publicysta moralista zbudował swoją karierę na współpracy z UB. Do tego miejsca większość Polaków chyba jest zgodna.
Trochę mnie zaskakują rzucane przy tej okazji porównania Polski rządzonej przez Kaczyńskich do PRL i to padające z ust ludzi, którzy w PRL działali w podziemniu. Przypomina mi to zestawianie Polski Gierka do Polski Bieruta, albo stanu wojennego do Wielkiego Głodu na Ukrainie. Kompletny absurd w każdym wypadku. Prawo w naszym kraju stanowi Sejm wybrany w wolnych wyborach i jakkolwiek ciężko patrzeć na niektóre twarze w Parlamencie i zgodzić się z niektórymi prawami, które uchwala, to jest on mój. A PRL był obcy. Jeśli ktoś chce nieprzestrzegać prawa to jego sprawa, ale chowanie się przy tej okazji za sztandarem patriotycznym, albo moralnym jest mocno nie na miejscu.
Fakt, że Kaczyńscy w imię wyimaginowanej odnowy moralnej i politycznej psują od półtora roku polską politykę nie ma tu nic do rzeczy. Od rozliczania polityków w demokracji są wybory, chyba że mamy sytuacje nadzwyczajną, a w Polsce takiej nie mamy. Bo przecież nie jest niczym nadzwyczajnym, że PiS jest właśnie na najlepszej drodze do skompromitowania kolejnej swojej idei naczelnej, czyli lustracji dziennikarzy. Prawo ustanowione w ubiegłym tygodniu jest niewykonalne, tzn. nie ma dającej się wyegzekwować sankcji za jego nieprzestrzeganie - jeśli ktoś zabroni mi pisać, gdy odmówię złożenia deklaracji, to złamie konstytucję. A ja i tak będę pisał. Nawiasem mówiąc rząd dokładnie w ten sam sposób skompromitował próbę zmian w PZPN. Najpierw zrobił rozpierduchę, wprowadził rewolucję, po czym zorientował się, że istnieje prawo, musiał się wycofać i zrobić miejsca dla prezesa Listkiewicza. Dokładnie tak samo będzie z lustracją dziennikarzy: odegrana zostanie farsa, ludzie się pokłócą i będą sobie skakać do gardła, po czym Trybunał Konstytucyjny orzeknie, że prawo ustanowione w ubiegłym tygodniu jest złe i wrócimy do punktu wyjścia.
Co zatem robić, podpisywać, czy nie?
Jeden głos wewnętrzny mówi – podpisywać. Skoro jesteś zwolennikiem lustracji, to podpisz dla świętego spokoju, nawet jeśli to prawo obraża twoją inteligencję. To jest jakiś oportunizm, poddanie się debilnemu obliczu mojego państwa, ale robię to często – np. nie protestuję, gdy moje pieniądze w budżecie wydawane są bez sensu.
Ale drugi głos mówi - nie odpuszczaj. Nie daj z siebie zrobić małpy.
W związku z tym mam propozycję kompromisową. Jak wiadomo wkrótce IPN utworzy listy wszystkich współpracowników UB, czyli postulat ujawnienia przeszłości agentów zostanie spełniony. Dowiemy się, kto był na liście i jaką rolę pełnił – tak przynajmniej zapewnia IPN. Jak dla mnie – wystarczy, choć chyba lepiej i bardziej honorowo byłoby, gdyby dziennikarze po prostu sami się zlustrowali ogłaszając z własnej woli czy byli agentami, czy nie. Sankcje, np. wyrzucenie z pracy, albo bojkot czytania atykułow pisanych przez byłego agenta nalezy zostawić szefom gazet i czytelnikom, bo tylko takie sankcje są możliwe do realizacji w demokratycznym kraju.
Na początek oświadczam, że nigdy nie współpracowałem z UB w żadnej formie, Wysoki Sejm proszę, żeby nie zmuszał mnie do realizowania złego prawa, a polityczne karki z PiS, by nie straszyły i nie molestowały dziennikarzy. Jeszcze chwila, IPN opublikuje dokumenty i wszystko będzie jasne. Zgoda?
żyje z pisania (głównie "Rzeczpospolita") i mówienia (głównie "Trójka")
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka