A teraz Drogie Dzieci powiedzcie szczerze: nie wzruszył Was fakt nagłego, cudownego zjednoczenia się polskich dziennikarzy? A bohaterska obrona laptopa zaprezentowana przez redaktora naczelnego tygodnika 'Wprost'? Aż nie wiadomo co było lepsze, prawda Drogie Dzieci?
Relacje z akcji ABW we "Wprost" prawie udowodniły milionom wyborców, że w służbach specjalnych zatrudniamy idiotów, a przynajmniej słabiaków i nieudaczników.
Rzucili się w trójkę na dziennikarskiego herosa. Pobili go. Powykręcali mu wszystkie ręce. Powalili na podłogę. Obezwładnili. A on... dalej ściskał (w powykręcanych dłoniach!) ukochanego laptopa... Zorientowali się, że jego ręce mają taką siłę jakby był co najmniej dalekim kuzynem "Pudziana". I zrezygnowali...

(źródło: PAP)
Na dodatek, nawet pan prokurator zachowywał się jak "dziecko we mgle" (słowa redaktora Semki?). W końcu, po godz. 23.00 funkcjonariusze odstąpili od przeszukania redakcji "Wprost". Opuścili jej budynek w związku z "eskalacją konfliktu, w szczególności zagrożeniem dla bezpieczeństwa i zdrowia prokuratorów i funkcjonariuszy ABW".
Red. Sylwester Latkowski dał niezłą szkołę samoobrony dyletantom z ABW! Agenci tak nieudolnie go obezwładniali, że tylko cudem sami nie zakuli się w kajdanki...
A teraz poważnie.
Drogie Dzieci, czy nie przyszło Wam do głowy, że agenci nie zjawili się w redakcji po to, aby zabrać jakiegoś niestotnego lapotopa (z nagraniami, które już zdobyli, albo i bez nich), ale po to, aby zapewnić Wam pierwszorzędne przedstawienie i rozgrzać do białości flegmatyczne dotąd medialne gwiazdy? Udało się czy nie?

Inne tematy w dziale Polityka