Zwykle staram się unikać patosu. Czy mi się to udaje, to zupełnie inna sprawa. Również w kwestii katastrofy smoleńskiej, choć zdaję sobie sprawę z natrętnego natłoku symboli jakie się z nią wiążą, staram się do nich nie odwoływać. Owszem, zdarza się że daję upust emocjom, ale raczej staram się obracać w świecie konkretów
Czas jest jednak szczególny. Wielki Piątek. Korzystając z tej okazji i pewnego nastroju jaki się z nim wiąże, chciałbym dziś pokrótce podzielić się moimi wrażeniami odnośnie symboliki łączącej śmierć 1/3 elity politycznej Rzeczpospolitej z wydarzeniami sprzed dwóch tysięcy lat. Nie mogę się bowiem od porównań tych dwóch jednocześnie bardzo różnych i w pewnych aspektach bardzo podobnych wydarzeń, opędzić. Postaram się je więc wyłuszczyć. Z zachowaniem odpowiednich proporcji rzecz jasna.
Oto mamy odpowiednik Cieśli. 96 osób, różnych pozycji, stanowisk i przekonań. Jednak ich głównym przedstawicielem jest Lech Kaczyński, prezydent, który próbował dokonać prawdziwej zmiany, zarówno w zakresie pozycji Polski w świecie, jak i jej własnego zdrowia moralnego, instytucjonalnego i obywatelskiego. Jednocześnie prezydent, który w sposób bezprzykładny i wcześniej nieznany, był lżony, wyśmiewany i poniżany zarówno przez przeciwników politycznych, media pilnujące interesów postkomunistycznych elit, jak i sporą część zbałamuconego przez nie społeczeństwa, o którego interes walczył. Przesada? (Jeśli przesada, to w tej roli można obsadzić samą Polskę, która została tym smoleńskim błotem utytłana i zgwałcona) Trochę, natomiast znacznie mniej w kontekście dalszych podobieństw.
Weźmy takiego Judasza. Postać, w której bezdyskusyjnie obsadził się własnymi rękoma Donald Tusk. Swego czasu podobno przyjaciel Lecha Kaczyńskiego. Później jeden z głównych o ile nie główny inicjator przemysłu nienawiści wymierzonego i w prezydenta i w jego środowisko polityczne. W końcu zdrajca, który rękoma swoich urzędników podjął dyplomatyczną grę z przedstawicielami Złego, wymierzoną w prezydenta, któremu był winien wierność i ochronę. Jak wynika z notatki ujawnionej przez Jurgena Rotha, niemiecki wywiad twierdzi, że sprawa może wyglądać jeszcze dramatyczniej, a co za tym idzie wina Judasza może być jeszcze większa. Nie jest to oczywiście dowód ostateczny, na te przyjdzie nam poczekać, a być może nigdy się ich nie doczekamy. Podobieństwo nie jest idealne. Nasz Judasz się nie powiesił. Dostał intratną posadę od Piłata w samym Rzymie.
No właśnie. Piłat. W tej zbiorowej roli występuje mityczny Zachód, ze swoimi rzekomymi ideałami wolności i demokracji. No może nie do końca rzekomymi, a jednak dość blado wypadającymi, szczególnie w sytuacji kiedy uparcie odwraca oczy od podsuwanych mu wątpliwości i dowodów kłamstwa smoleńskiego. Piłat zdaje się mówić do Narodu Wybranego: „Nie jestem winien tej krwi”. Ma sporo racji, to Naród Wybrany, choć są pośród niego chlubne wyjątki, woła: „Ukrzyżuj go, skończmy już z tym, rzygam już tym Smoleńskiem!”
Bo oczywiście nie jest tak, że wolno zwalić całą winę na Judasza i Piłata, Naród Wybrany również się nie popisał. Zmarnował liczne okazje do naprawienia swoich błędów. Grzeszy głupotą, małością, lenistwem i słabością. A jednak jest nadzieja. Pomimo tego, że Złemu wydaje się, że 10 kwietnia wygrał i od tej pory ciągle wygrywa, pomimo tego, że Judasza spotkała kara a Piłat umywa ręce, sprawa nie cichnie. Więcej, jakkolwiek próbowano by ją zakończyć, wraca i przypomina uparcie o palącej Tajemnicy, którą czas odkryć i o ofiarach, o których nie wolno zapomnieć. Tak jakby jakiś ekwiwalent Zmartwychwstania miał nas na koniec wyzwolić.
Czego życzę nam wszystkim i Ojczyźnie w czas wielkanocny
Źródło: Blogpublika.com
Inne tematy w dziale Polityka