Wszystko, może z wyjątkiem samego wszechświata, ma swój początek. Jeśli nawet nie całkiem realny, to przynajmniej symboliczny. Na obecną paranormalną ścieżkę wszedłem 10-go października ubiegłego roku, kiedy to Pikabu kot umknął z domu i wlazł na drzewo. Napisałem wtedy notkę Problem: Kot na drzewie . Kocia przygoda zakończyła się w końcu pomyślnie, wymagała jednak sprowadzenia i użycia 25 metrowego dźwigu

Od tego czasu ja sam wlazłem na paranormalne drzewo i się przesuwam po nim w górę, wdrapując się na coraz wyższe gałęzie i oddalając się od bezpiecznej ziemi. I tutaj potrzebny będzie rodzaj dźwigu. Dokładniej potrzebny jest pomost pomiędzy tym co fizyczne a tym co niefizyczne. Przyszła wczoraj zamówiona książka „Beyond Physicalism. Toward Reconciliation of Science and Spirituality”. Zbiór artykułów dość świeży, bo z 2015 roku.
Contributions by: Harald Atmanspacher, Loriliai Biernacki, Bernard Carr, Wolfgang Fach, Michael Grosso, Michael Murphy, David E. Presti, Gregory Shaw, Henry P. Stapp, Eric M. Weiss, and Ian Whicher
Tytuł niedokładnie oddaje treść. Spirituality to po polsku „duchowość”. A „duchowość” od razu kojarzy się z religią. Religia to z kolei zbiór wierzeń, a różnych wierzeń na świecie jest bez liku. Znaleźć jakiś wspólny mianownik trudno. I nie o to idzie. Idzie o to, że obserwujemy wiele zjawisk nie posiadających dotąd wyjaśnienia w ramach zwykłej „nauki”, nauki wyrosłej na materialistycznych podstawach i opartej na samoczynnie niejako utworzonych rytuałach mechanicznej powtarzalności i oddzielania obserwatora od obserwowanego. Zjawiska paranormalne są jednocześnie aktywnie badane i to bynajmniej nie na małą skalę, jednak brak mostu łączącego ten typ zjawisk z zesztywniałą metodą naukową powoduje to, że wielu naukowców reaguje na te zjawiska i na ich badania w sposób urągający wszelkiej logice – dostają wysypki, na ciele (wysypka rzuca się na oczy) i na umyśle („to rzecz dla iluzjonisty”) . Całe szczęście są od tego wyjątki i konstruktywna dyskusja jest możliwa i trwa. Taka właśnie dyskusja ma miejsce w artykułach ze zbioru „Beyond Physicalism”. Zjawiska PK (w tym typu poltergeist) są tam także wspomniane – i to mnie najbardziej interesuje. W dzisiejszej notce przytaczam kolejne fragmenty z reporterskiego sprawozdania Anny Ostrzyckiej i Marka Rymuszki z książki „Nieuchwytna siła”. Zjawiska miały miejsce w pobliżu 13-letniej Joasi Gajewskiej z Sosnowca.
….
Oddajmy w tym miejscu głos najbardziej miarodajnemu obserwatorowi, dr. Andrzejowi Frankowi z Katedry i Zakładu Biofizyki Śląskiej Akademii Medycznej w Zabrzu-Rokitnicy. Jego wypowiedź odtwarzamy na podstawie zapisu taśmy magnetofonowej z 15 grudnia 1983 roku
…
(...)
— Czy zamysł ten powiódł się?
— Co panowie widzieli na własne oczy?
— Podczas kilkakrotnych pobytów Joasi Gajewskiej w szpitalu byłem dwukrotnie świadkiem paranormalnego przemieszczania się przedmiotów. Pierwszy raz zjawisko wystąpiło 5 lipca 1983 roku. Stało się to mniej więcej po trzydziestu minutach od chwili podjęcia przez nas próby jego sprowokowania poprzez naświetlanie pomieszczenia promieniami ultrafioletowymi. Wystąpiły wówczas bardzo interesujące efekty akustyczne. W największym przybliżeniu i uproszczeniu można by je przyrównać do wyładowań wysokonapięciowych.
….......
Zjawiska te poprzedziły samoczynne przemieszczania się przedmiotów. Pierwszym z nich był duży, ważący kilka kilogramów radiomagnetofon, który został przez nas wcześniej zakleszczony między fotelem a wersalką. Magnetofon ten „wyrzuciło” na środek pokoju. Następnie obserwowaliśmy przemieszczanie się, i to o kilka metrów, mikrofonu z zestawu stereofonicznego. Leżąca nie opodal latarka została wprawiona samoczynnie w ruch i po pokonaniu kilkudziesięciu centymetrów uderzyła doktora Gadulę w rękę. Natomiast piłeczka pingpongowa, która pozostała w gabinecie po poprzednich ćwiczeniach, przeleciała około dwóch metrów i trafiła mnie w ramię. Wkrótce potem spoczywający w odległym kącie pokoju trampek uniósł się z podłogi i po przeleceniu kilku metrów uderzył mnie w okolice klatki piersiowej. Natomiast zwinięty koc, który leżał na leżance, poszybował w kierunku doktora Gaduli i przykrył go. Interesujące były także obserwacje oddziaływań wegetatywnych towarzyszących wszystkim tym efektom. Podczas ich pojawienia się stwierdziłem m. in. zjawisko stawania włosów dęba. Równocześnie czułem wyraźne ciarki przechodzące od czoła wzdłuż kręgosłupa ku nogom. Wyglądało to tak, jak gdyby nastąpiła w tym momencie bardzo silna elektryzacja powietrza.
Iluzjonisty przy tym, na całe szczęście, nie było. Były natomiast obserwacje i byli obserwatorzy „ zazwyczaj przestraszeni tym, co zobaczyli.” Ten strach jest czymś co jest w nas niejako genetycznie. Przestraszeni byli przypuszczalnie ludzie jaskiniowi widzący błyskawice i bezradni wobec ich mocy. Tak i my boimy się zjawisk nad którymi nie mamy kontroli, grożącymi rozpłynięciem się naszego zdawałoby się solidnego obrazu rzeczywistości opartego na zbiorowym konsensusie. Ten zbiorowy konsensus nowa fizyka musi wprowadzić do swojej przestrzeni pojęciowej – ten krok nas czeka w pierwszej kolejności.
Komentarze
Pokaż komentarze (81)