Brexit to wydarzenie, które będzie oddziaływać na europejską politykę przez dziesięciolecia. Chyba ciągle mało kto zdaje sobie sprawę z wagi tego co się właśnie odbywa. Brexit może mieć także kluczowe znaczenie również dla polskiej polityki zagranicznej na wiele lat.
11 grudnia, w najbliższy wtorek brytyjski parlament będzie głosował nad przyjęciem bądź odrzuceniem umowy wynegocjowanej przez Theresę May na temat relacji pomiędzy Wielką Brytania a Unią Europejską po 29 marca 2019, czyli nominalnej dacie kiedy powinien nastąpić Brexit. Szanse na zatwierdzenie przez brytyjski parlament tej umowy są minimalne. Theresa May nie ma poparcia bardzo wielu parlamentarzystów ze swojej partii. Brytyjska prasa określa liczbę tych "zbuntowanych" posłów na ponad 100 i ich liczba raczej rośnie niż maleje. Kilku ministrów z gabinetu May zapowiedziało swoje dymisje w przeddzień głosowania czyli w poniedziałek 10 grudnia. Pożyjemy zobaczymy.
Co się stanie jeśli parlament odrzuci umowę brexitową ? Wszystko wskazuje na to, że sprawy będą zmierzać do twardego Brexitu, czyli wyjścia Wielkiej Brytanii z UE bez żadnej umowy. 30 marca mamy zatem opcję zerową. Wszelkie dotychczasowe relacje pomiędzy Wielką Brytanią a UE przestają istnieć. W każdej dziedzinie od ruchu lotniczego, przez współpracę policyjną, prawną, ruch ludności, inwestycje brytyjskie w UE oraz krajów UE w Wielkiej Brytanii, wymianę handlową, usługi finansowe itd. te relacje trzeba dopiero wynegocjować od początku.
Oczywiście jest całkiem możliwe, że przed 29 marca, na zasadzie czystego pragmatyzmu strony się umówią, że do czasu wynegocjowania umów w poszczególnych dziedzinach obowiązują dotychczasowe relacje "unijne". Czyli jest Brexit ale jakby go nie było. Zmienia się tyle, że Brytyjczycy nie mają już żadnego wpływu na politykę UE. A negocjacje poszczególnych umów mogą trwać bardzo długo. I bardzo długo wszystko zostaje po staremu. Takie "never ending story". W końcu jednak zwolennicy Brexitu walną pięścią w stół i zapytają co to za Brexit ? Wtedy może się zacząć brutalna wojna dyplomatyczna Wielkiej Brytanii z UE i zrywanie relacji w poszczególnych dziedzinach.
Są oczywiście jeszcze inne możliwe opcje. Po odrzuceniu przez parlament umowy wynegocjowanej przez Theresę May jej rząd może w najbliższy wtorek upaść. Wtedy albo Torysi podejmą próbę utworzenia nowego rządu (chyba trzeba będzie urządzić łapankę na ministrów a premiera wyznaczyć za pomocą obrotu butelki) albo odbędą się nowe wybory. Jeśli wybory wygra Partia Pracy z socjalistą (to chyba mało powiedziane) Jeremy Corbynem na czele skutki mogą być bardzo daleko idące. Corbyn np. opowiadał się swego czasu za opuszczeniem NATO przez Wielką Brytanię lub bardzo poważnym ograniczeniem roli NATO.
Tymczasem w UE całkowicie dominującą pozycję zyskują Niemcy ze wszystkimi tego skutkami. Wobec ewidentnej słabości Francji i niezdolności do przeprowadzenia jakichkolwiek reform wewnętrznych przez kolejne francuskie rządy można powiedzieć, że pozycja Niemiec stanie się nie tyle dominująca co przygniatająca.
I na koniec jeszcze jedna refleksja. Wygląda na to, że Brytyjczycy przez swoje brexitowe pomysły zaprzepaścili wielką szansę postawienia Unii Europejskiej na właściwe tory. W wielu krajach unijnych rosną w siłę ruchy polityczne kwestionujące próby ściślejszej integracje i wizję "liberalnego państwa europejskiego". Ale jednocześnie wychodzą Brytyjczycy, którzy od zawsze przeciwdziałali niemiecko-francuskim próbom postępującej integracji Unii. Brexit daje zatem szansę klasie politycznej rządzącej dotąd Unią do zachowania status quo. Nawet jeśli w przyszłym Parlamencie Europejskim pojawi się znacznie więcej ugrupowań eurosceptycznych to wyjście Brytyjczyków prawdopodobnie da szansę dalszego trwania faktycznej koalicji socjalistów, partii ludowej i zielonych. Na skutek Brexitu szanse na rewolucję w UE zdecydowanie maleją.
Inne tematy w dziale Polityka