Wpis opóźnił się, ponieważ tutejsze notki notuję w zeszycie, podczas podróży łódzkim MPK - a ono, zwłaszcza w okresie przedświątecznym, w ogóle nie przyjeżdża, a jak już przyjedzie, to pędzi na złamanie baku, po wybojach - więc nie mam czasu i warunków do pisania.
Na domiar złego wszystkie łyżki były dzisiaj w zmywaniu - do mieszania kakao użyłem długopisu. Teraz telepię się ulicą Lutomierską, w autobusie linii 78, cały poklejony cukrem, raz po raz ćmoktając czekoladowy długopis.
W tych pięknych okolicznościach przyrody...
O tym, czym są christmasy i że poszukuję ich polskich odpowiedników, już pisałem.
Dziś zaprezentuję polski christmas spod znaku kajnda obwies (słowniczek) - czyli jeden z nielicznych zimowo-bożonarodzeniowych (?) songów, które wykwitły na gruncie rodzimej kultury popularnej. Każdy zna i lubi.
Bardzo możliwe, że wg obecnie obowiązującej aksjologii Skaldowie są obciachowi i lepiej byłoby, żeby o nich nie wspominać. Możliwe, nie jestem pewien. Zresztą, ja się na tym nie znam - przez długie lata myliłem Skaldów z Trubadurami (i odwrotnie). Najprawdopodobniej była to jakaś freudowsko-ignorancka pomyłka - jak w dialogu z lekcji historii: „Z czym kojarzą się panu czetnicy?" - „...z ustaszami?".
Na drodze wyjątku, w ramach zadośćuczynienia, postanowiłem zamieścić grafikę. I tutaj ciekawostka: najładniejszy jotpeg trafił się na ostalgicznym heimseite OstRock (polski zespół pod adresem „skalden").
(Jak widać na załączonym obrazku, kapelę „Skaldów" tworzyli - od góry, idąc w prawo - Terry Jones, Stanley Kubrick, Ray Manzarek, John Lennon i Jerzy Grotowski.)

Wracając do tematu. Dla tych, którzy dzisiejszym wyborem czują się rozczarowani: bez obaw, jeszcze wrócę do rodzynków. Chwilowo proponuję „Kulig", bo: (1) to fajna piosenka; (2) na YouTube znalazłem zabawny „wideoklip", który kiedyś mignął mi w telewizji; (3) to jest mój kanał; (4) no bo co w końcu, kurczę blade!
„Teledysk", o którym tu mowa, należy do klipów, które kręcono na kliszy, przy użyciu zgoła nieteledyskowej stylistyki, ordynarnie ilustrując tekst utworu. Zresztą, obraz jest nawet-nawet, moje zastrzeżenia odnoszą się głównie do aranżacji. Zastosowano tu wersję ekonomiczną. To wie każda feministka - chórek żeński zatrudnia się trzy razy taniej od zespołu profesjonalnych trębaczy. Ograniczenie sekcji dętej wydatnie zmniejsza christmasowość „Kuligu" (już wystarczy, że poskąpili na dzwoneczki!). Niepokojący jest jeden zabieg montażowy: kiedy padają słowa „hej, porwali te panny prosto od Kmicica" - pojawia się leśny trakt i pędząca nim, ognista, dymiąca kompania. Ale to mi nie wygląda jak kulig z Oleńką, raczej jak szturm na Wołmontowicze...
Łódź, 8/10 XII 2008
Inne tematy w dziale Kultura