Zapewne Internet utonie dziś w globamnym wyczekiwaniu. Wszystkim zainteresowanym przypominam, że kilka dni temu pewien znaczący unionista (chyba José Barroso) powiedział, jak głosowaliby Europejczycy. „Prorok jaki, cy co?". Tak czy inaczej, kwestia opisana poniżej nabiera znaczenia - z chwili na chwilę.
Przegapiłem (pięć miesięcy) ciekawy tekst p. Kingi Dunin. Jest to przypadek warty skolekcjonowania. Złośliwie mówiąc: nudna felietonistka z absurdalnej pozycji krytykuje groteskowe rojenia podstarzałego raptuska.
Gwoli jasności: tekstu pisary-blogery Dunin nie mam zamiaru komentować. Przeszło mi przez głowę, że mógłbym... tylko po co? Ostatecznie, zamieszczam szybkie ad vocem w punktach:
1) Para homoseksualna nie może być rodziną, bo nikogo nie urodzi.
2) „W Polsce (...) funkcjonuje 15 tysięcy homoseksualnych rodzin wychowujących dzieci. Są to przede wszystkim lesbijki" - wynika z tego, żee... te dzieci są lesbijkami?
3) Na poważnie. Nie można pisać „przede wszystkim", kiedy są tylko dwie opcje. Użyta składnia obnaża szowinizm autorki (czy autory?).
4) Warto nadmienić, że odbieranie dzieci matkom jest takim samym barbarzyństwem, jak odbieranie dzieci ojcom. To wynika z równouprawnienia - o którym p. Dunin coś powinna wiedzieć. Niewiele, jak to feministka - ale cokolwiek.
Tyle.
Tylko tyle - bo nie mam „poglądów na homoseksualizm". Nawet nie wiem, jak można je mieć.
A teraz: tytułowe meritum sprawy. Wg p. Dunin „wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski, wygłosił następujący sąd: osobom homoseksualnym, które wychowują dzieci, tworząc stały związek z inną osobą homoseksualną, należy je odbierać i umieszczać w rodzinach zastępczych".
Warto się nad tym zastanowić. Gdyby państwo miało zabierać dzieci osobom homoseksualnym - należałoby opracować jakiś legislacyjny fundament tego działania. Jedynym rozwiązaniem jest skatalogowanie obywateli - z wyszczególnieniem ich skłonności seksualnej. Inwentaryzacji musieliby podlegać również heteroseksualiści - na równi z gronem biseksualnym, a może nawet zoo- i dendrofilskimi odłamami ... Piętrzące się konsekwencje jednym żabim skoczkiem wprowadzają kraj na drogę monumentalnego totalitaryzmu.
Skoro p. Niesiołowski proponuje tak ogromną urzędową i socjalną akcję - nie można go klasyfikować jako prawicowca. Tak daleko idące rozwiązania urzędowe, niezależnie od wektora działań, są sprzeczne z jakimkolwiek liberalizmem (nie wspominając o konserwatyzmie).
Powiem więcej: totalniactwo ma tyle samo wspólnego z prawicą, co z lewicą. Nic.
Każdemu ideologowi, niezależnie od poglądów, marzy się jakiś wyregulowany system albo w miarę stabilny homeostat. Tymczasem biurofilny absolutyzm jest zboczeniem, w które popadają władze przeróżnych proweniencji. Czy to rejestrowanie ciąż, czy to zeznania podatkowe, czy to urzędowe „legalizowanie" jakichkolwiek małżeństw (również heteroseksualnych), czy to pobór do wojska - jeden pies. Żadna „prawica", żadna „skrajna prawica", żadna „lewica", żadna „trzecia droga" - regularne, obrzydliwe, pogardliwe totalniactwo.
Obamiam się, że problem jest coraz poważniejszy...
Łódź, 3 XI 2008
Inne tematy w dziale Polityka