Adam Zawadzki Adam Zawadzki
1295
BLOG

gen.Roman Polko:Bunt na pokładzie prokuratury jest niebezpieczny

Adam Zawadzki Adam Zawadzki Polityka Obserwuj notkę 3

O honorze polskiego żołnierza, Prokuraturze Wojskowej, katastrofie smoleńskiej i kondycji polskiej armii w specjalnym wywiadzie gen. Roman Polko były dowódca GROM i z-ca szefa BBN

 

Adam Zawadzki: Prokurator Przybył bronił honoru żołnierza polskiego?

gen. Roman Polko:Dziś już wiemy, że pan prokurator dokonał spektakularnego samookaleczenia. Jeśli założylibyśmy, że uczynił to w obronie honoru polskiego żołnierza, to po pierwsze nie wiem przed czym chciał tego honoru bronić, a po drugie takie zachowanie chluby nikomu nie przynosi. Wręcz przeciwnie. W jednej z jednostek, w których służyłem, żołnierz też dokonał kiedyś samookalczenia. Dostał za to dwa lata więzienia. W uzasadnieniu podano, że takie zachowanie odbiera mundurowi powagę i jest niegodne żołnierza…
 

Czy to co się dzieje wokół Prokuratury Wojskowej można nazwać kompromitacją tej instytucji? Kto pana zdaniem wygra spór Seremet-Parulski?
Mocne, ale zasadne słowa. Bunt na pokładzie w takiej instytucji, jak prokuratura, która z racji wykonywanej profesji powinna stać na straży przestrzegania prawa, jest niebezpieczny. Oczekujemy, że takie instytucje będą sprawnie walczyć z patologią, a nie zżerać same siebie w wewnętrznych sporach.


Według ustaleń biegłych na taśmach z rejestratora Tu-154, w gronie 17 osób, których głosy wyodrębniono nie ma gen. Andrzeja Błasika. Podważa to główne tezy raportów MAK jak i komisji Millera m.in. o naciskach zwierzchnika Sił Powietrznych na pilotów. Czy nie jest tak, że Rosjanie bardzo chcieli usłyszeć w kabinie głos polskiego generała, bo dzięki temu jakakolwiek dyskusja na temat ewentualnej winy strony rosyjskiej nie miała już sensu?
Dla Rosjan wygodnym było „udowodnienie”, że to naciski pijanego polskiego generała były przyczyną katastrofy, bo wtedy nie ma szuka się winnych po stronie rosyjskiej, choćby w pracy kontrolerów na wieży w Smoleńsku. Nie dziwi mnie więc, że takie sugestie zawarte zostały w raporcie pani Anodiny. Ale bulwersuje mnie, że polscy „eksperci” lotniczy, często byli wojskowi, tak ochoczo oceniali generała Błasika i całą załogę tupolewa, choć dowody – jak się dziś okazuje – były mizerne jeśli nie żadne. Taka sytuacja nie byłaby do pomyślenia w żadnym szanującym się kraju: w USA na przykład do upadłego broniono by honoru oficera USArmy. Tymczasem w Polsce osądzono go zanim jeszcze zakończyło się śledztwo. I to – jako żołnierza – boli mnie najbardziej.


W grudniu tragiczna śmierć naszych żołnierzy, przypomniała wielu Polakom, że wciąż jesteśmy obecni w Afganistanie. Pojawiły się również głosy, że powinniśmy jak najszybciej zrezygnować z uczestniczenia w tej misji. Premier Tusk i prezydent Komorowski zapowiedzieli wycofanie naszych jednostek na rok 2014 r. Czy ten termin jest realny? Czy tego typu deklaracje nie są zaproszeniem do nasilenia ataków terrorystycznych na polskich żołnierzy?
Termin wycofania powinien zależeć od tego, w jakim stanie zostawiamy państwo afgańskie. Proszę pamiętać, że szliśmy tam z konkretnym celem: wydaliśmy wojnę terrorystom i mieliśmy ich pokonać jednocześnie stwarzając Afgańczykom szanse na normalne życie. Żaden z tych warunków nie został spełniony, pomimo że zarówno my, jak i nasi sojusznicy, zaangażowaliśmy w tę misję ogromne siły i środki. Wycofanie pod presją opinii publicznej, której niechęć do udziału w operacji w naturalny sposób wzrasta po śmierci kolejnych polskich żołnierzy to nie tylko zwyczajne tchórzostwo, ale i zmarnotrawienie dotychczasowych nakładów. Także, a w zasadzie przede wszystkim, śmierci tych, którzy zginęli w czasie realizacji zadań bojowych.


W porównaniu z 2011 r. w budżecie MON o ponad połowę mają spaść wydatki na wojskowe misje pokojowe, czyli na Polski Kontyngent Wojskowy w Afganistanie oraz mniejsze kontyngenty w Bośni i Hercegowinie, Kosowie, grupę szkoleniową w Iraku oraz okresowe misje: na Morzu Śródziemnym i w przestrzeni powietrznej państw bałtyckich. W przyszłym roku na ten cel MON chce przeznaczyć prawie 570 mln zł. Czy tego typu cięcia budżetowe są potrzebne? W jaki sposób odbiją się one na wyposażeniu żołnierzy przebywających na misjach?

Jeśli będziemy zmniejszać naszą obecność na zagranicznych misjach, to naturalne jest, że zmniejszamy również budżet na te zadania. Problem polega na tym, że my najpierw tniemy środki, a potem do nich dopasowujemy wielkość kontyngentu i jego wyposażenie. Wojsko musi się szkolić i ćwiczyć, a misja zagraniczna jest dla niego najlepszym poligonem. Niestety – jak wszystko kosztuje. Kilka lat temu wycofaliśmy się z misji ONZ, choć akurat te niewiele kosztowały polskiego podatnika, płaciła za nie ONZ . Skończyły się działania w Iraku, mamy zapowiedź wycofania z Afganistanu, ograniczamy swój udział w misjach na terenie Europy. To oznacza, że żołnierze wrócą do koszar i zamiast się szkolić i doskonalić, będą się nudzić, bo przecież pieniędzy na manewry w kraju także brakuje.


Ubiegłoroczna kontrola CBA w jednostce GROM wykazała nieprawidłowości w przetargach na zakup 58 samochodów terenowych i sprzętu. Czy zawirowania wokół JW2305 się zakończyły i czy żołnierze będą mogli wreszcie pełnić spokojnie służbę? Jaka jest przyszłość jednostek specjalnych w polskiej armii w kontekście powołania AGATu i przekształcenia 1 Pułku Komandosów w Jednostkę Wojskową Komandosów?
GROM, jednostka specjalna KOMANDOSÓW, FORMOZA oraz AGAT, czyli polscy Rangersi mimo, że liczą niewielu żołnierzy, swoją skutecznością i wymiernymi efektami działań w najtrudniejszych zakątkach świata udowadniają, że dobra opinia na temat polskich żołnierzy nie jest przypadkowa. Problem polega na tym, że swoje sukcesy osiągają nie dzięki wsparciu i zrozumieniu wojska specjalnych przez decydentów wyższego szczebla, ale pomimo braku takiego wsparcia. Wszędzie powtarzam, że siły specjalne są dla Polski szansą na dołączenie do światowej czołówki, bo one już działają na takim poziomie. Nie ma szans, by w szybkim czasie poprawić kondycję całej polskiej armii. Możemy jednak, poprzez eksponowanie możliwości naszych „specjalsów”, budować sobie silną pozycję w NATO i stawać się jednym z jego niezastępowalnych filarów.

Jednym z problemów polskiej armii jest rosnąca liczba żołnierzy, którzy odchodzą do cywila. W ubiegłym roku do rezerwy odeszło prawie 7,5 tys. żołnierzy. Czy armia zawodowa się udała? Czy może proces wciąż nie jest zakończony? Jakie zmiany powinny zajść w wojsku by etos zawodu żołnierza został odbudowany?
Masowe, a w ubiegłym roku wręcz rekordowe, odejścia ze służy to efekt wielu czynników. Ciągła dyskusja o zmianach w emeryturach mundurowych, która nie skutkuje żadną decyzją, a jedynie rozbudza niepokój, powoduje, że ludzie wolą odejść teraz – na obecnych, starych warunkach – niż narazić się na to, że za rok czy dwa warunki opuszczenia służby będą mniej korzystne. Nie twierdzę, że wszystkie aktualne przywileje powinny być utrzymane: wiem, że zmiany systemowe są potrzebne. Ale trzeba je wprowadzić, aby ci, którzy w wojsku służą bądź do niego wstępują wiedzieli, jakie są reguły gry. Niepokój nie sprzyja ani podnoszeniu morale, ani chęci do dawania z siebie 110 proc. normy. Jeśli dołoży się do tego zmniejszającą się liczbę szkoleń, wizję obcięcia wyjazdów na misję, poblokowane możliwości awansu, to nie ma się co dziwić, że ludzie próbują szukać miejsca dla siebie w cywilu. A – jak wiadomo – odchodzą ci najbardziej przedsiębiorczy, pomysłowi, którym chce się zaryzykować.

Więcej o sytuacji w polskiej armi przeczytasz: "Smoleńsk przetrzebił armię" i "Wojsko się zwija"

 

Lepiej jest być chwalonym przez niewielu mądrych niż wykpionym przez wielu głupich.  #media #polityka #dziękujemyzawolność #góry #rower #sf #kino #kuchnia

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka