W latach 2019–2022 co piąty eurodeputowany dopuścił się dokładnie takich samych przewin, za które Marine Le Pen została ostatnio wykluczona ze startu w wyborach prezydenckich we Francji. Zgadnijcie wobec ilu straszliwych winowajców wyciągnięto jakiekolwiek konsekwencje? Tak, dobrze zgadliście. W zasadzie wobec żadnego.
Szokujący wyrok i moralna wyższość euroelity
Wyrok sądu uniemożliwiający faworytce sondaży stanięcie do wyścigu o Pałac Elizejski jest już historyczny. Wciąż nie wiemy czym to się wszystko skończy. Na razie mamy ogromny szok związany z tak otwartym i bezprecedensowym uderzeniem w ducha pluralistycznej demokracji. Broniący decyzji liberalny euroestabliszment oraz jego zaprzyjaźnione media przywdziali z ochotą szaty Katona i głoszą nam z wysokości, że dura lex sed lex. Twarde prawo, ale prawo. A w demokracji nikt nie może być ponad nim. No cóż, czyżby?
Raport, którego nikt nie chce pamiętać
Warto w tym miejscu przywołać raport brytyjskiej sieci dziennikarzy śledczych „Follow The Money” z roku 2023. Widać w nim, że w poprzedniej kadencji Europarlamentu aż 139 deputowanych (jedna piąta ze 705 pełnego składu) dopuściło się podobnych nieprawidłowości w zatrudnianiu asystentów. Skąd to wiemy? Po części od samego Europarlamentu, który ma specjalną komórkę do sprawdzania, czy deputowani używają publicznych pieniędzy zgodnie z regulaminem. A jeśli nie używają, to PE prosi ich grzecznie o to by środki zwrócili. Ale brytyjscy dziennikarze śledczy (tych samych, którzy nagłośnili kiedyś aferę „Katargate”) sugeruje wręcz, że takie używanie środków jest w unijnym Parlamencie czymś powszechnie przyjętym. Zwłaszcza przez partie, które z różnych powodów czują się we własnym kraju finansowo sekowane (głównie z powodu antyestablisqzmentowego charakteru). Dlatego autorzy raportu uważają, że tych zarzutów nie należy traktować wyłącznie jako ordynarnego czerpania osobistych korzyści - zupełnie inaczej niż na przykład w przypadku wspomnianej afery katarskiej.
Tylko w latach 2019–2022 było więc takich przypadków 139. W zasadzie we wszystkich tych razach skończyło się na pouczeniu. Co ciekawe nie wszyscy nawet kłopotali się tym, by pieniądze zwrócić.
Francuski paradoks: uniewinnieni i skazani
Jedynym przykładem dalszych nieprzyjemności jakie spotkały oskarżanych o złe wydatkowanie pieniędzy na biuro polityków był case greckiej socjalistki Evy Kaili. Ona na przełomie 2022 i 2023 trafiła nawet na pewien czas do aresztu. Nie wydatki na biuro były jednak powodem akcji prowadzonej przeciwko posłance przez belgijską policję. Zarzuty dotyczyły raczej wspomnianego już prania brudnych pieniędzy związanych z udziałem w głośniej aferze katarskiej. Czyli w sprawie kupowania sobie przychylności wśród europosłów przez bajecznie bogatych szejków z Zatoki Perskiej. Sprawy dodajmy nigdy w pełni nie wyjaśnionej i zamiecionej pod dywan.
I jeszcze jeden smaczek. Już bardzo francuski. Obecny premier Francji nazywa się Francois Bayrou. W przeszłości ten niezwykle doświadczony polityk partii liberalnych był także europosłem. I on również był oskarżony o sprzeniewierzenie środków publicznych. Gdy jednak jego sprawa trafiła w ubiegłym roku przed francuski sąd zakończyła się… uniewinnieniem. A i nawet prokurator domagał się odsunięcia od funkcji publicznych na trzy – a nie jak w wypadku Le Pen – na pięć lat.
Każdy system opierający się na umowie społecznej może utrzymać się tylko wówczas, jeżeli sprawia wrażenie, że jest fair. Przynajmniej w jakimś podstawowym i elementarnym stopniu. Decyzja francuskiego sądu to największe od bardzo dawna uderzenie w tę wiarę.
Takie posunięcia nigdy nie przechodzą bez systemowych konsekwencji. Tylko głupiec mógłby myśleć, że to się rozejdzie po kościach.
Rafał Woś
na zdjęciu: Marine Le Pen w trakcie posiedzenia Zgromadzenia Narodowego. fot. PAP/EPA/Teresa Suarez
Inne tematy w dziale Polityka