Lata neoliberalnej tresury i realnego kapitalizmu III RP zrobiły swoje. Na naszych oczach nawet ci, co deklarują się dziś jako „lewacy” w praktyce okazują się być zazwyczaj… gospodarczymi liberałami. Najczęściej nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Widać to doskonale przy okazji trwającej przez wiele miesięcy dyskusji o Polskim Ładzie.
Tu 19 proc., tam 19 proc. ale różnica ogromna
Zobacz: Morozowski TVN o wystąpieniu Konfederacji: Skrajna głupota, ale mam też pretensje do rządu
Dokładnie w ten sposób Polski Ład (wtedy jeszcze pod nazwą Nowego Ładu) był reklamowany (początki 2021 roku) przez Jarosława Kaczyńskiego. Stał za tym właśnie postulat uczynienia polskich podatków bardziej progresywnymi. Po dekadach regresywnej i neoliberalnej filozofii fiskalnej III RP. W Zjednoczonej Prawicy pojawił się jednak opór. Z tego powodu w toku dysput i parlamentarnych targów rząd zmienił sposób „sprzedawania” Polskiego Ładu. Nie mogąc liczyć na wsparcie nawet części opozycji (w tym tzw. Lewicy) PiS prezentuje dziś Ład jako „największą obniżkę podatków w historii”. Trochę prawdy w tym jest, bo przecież - faktycznie - każde odwrócenie regresji podatkowej jest obniżką danin dla słabiej zarabiających. A słabiej zarabiających jest najwięcej. Z drugiej strony o tym, że bogatsi będą musieli płacić więcej, PiS woli po prostu nie wspominać. Z punktu widzenia ideowej spoistości i równościowego przekazu Polskiego Ładu to trochę szkoda. No, ale nie jesteśmy na seminarium z doktryn politycznych. Tylko w prawdziwym demokratycznym życiu. Tu liczy się skuteczność - a nie spójność z tabelkami z politologicznych podręczników.
PiS szuka na gwałt pieniędzy?
Spójrzmy jednak, jak Polski Ład jest krytykowany przez liberalną opozycję? Ostrze tej krytyki jest zbudowane na zarzucie: „Ludzie! Ludzie! Skandal! PiS-owi zabrakło pieniędzy w budżecie więc teraz na gwałt próbuje łatać państwową kasę kosztem lepiej sytuowanych i przedsiębiorców”. Owszem - i tu znajdziemy ziarno prawdy. W pandemicznym 2020 roku rząd faktycznie mocno zwiększył deficyt budżetowy. Z resztą podobnie, jak wszystkie inne kraje Unii Europejskiej. Nie mówiąc już o Stanach Zjednoczonych. Tu jednak trafność zarzutu „PiS szuka na gwałt pieniędzy” zwyczajnie się kończy. A zaczynają sidła intelektualnej ignorancji, w które antyPiS (trochę przypadkiem) wpada.
Zobacz: Rozprawa TK odwołana! Mieli zająć się przepisami o informacji publicznej
Nie tędy droga
Nasz intelektualny dramat polega jednak na tym, że rozumowanie to powtarzają - niby jakieś automaty - także przedstawiciele tzw. nowej lewicy oraz (co jeszcze gorsze) wielu ludzi z obozu Zjednoczonej Prawicy. Jedni straszą więc tym, że PiSowi skończyły się pieniądze. A inni grzmią, że jak zlikwidujemy np. TVP to będzie na podwyżki dla pracowników budżetówki. A przecież to tak nie działa.
Nie działa, bo takie rozumowanie jest błędem. Od początku do końca. W rzeczywistości kraju kapitalistycznego w drugiej dekadzie XXI wieku jest przecież tak, że państwo najpierw wydaje pieniądze na rozmaite swoje potrzeby - a wyznaczenie tych potrzeb to właśnie sedno demokratycznej polityki - a dopiero potem zbiera pieniądze z podatków. I dopóki się takie państwo nie zrzeknie suwerenności i nie odda nikomu prawa do emisji własnej waluty dopóty pieniądze na własne wydatki skończyć mu się nie mogą. Tak jak nie mogą się skończyć punkty na tablicy wyników meczu koszykarskiego. I nie jest tak, że po trzeciej dogrywce mecz NBA zostaje przerwany, bo organizatorzy mają tylko w puli 160 punktów. I nie mogą już wyświetlić kolejnych. Przecież to byłby absurd.
Ręka sprawiedliwości fiskusa
Po pierwsze, dzięki podatkom możemy jako suwerenne państwo emitować własną walutę. Zbieranie podatków we własnym pieniądzu to bowiem najlepsza gwarancja, że zawsze znajdzie się ktoś, kto wykupi od nas posiadane banknoty. Teoretycznie każdy przecież mógłby emitować swój własny pieniądz. Problemem jest jednak jego akceptowalność. Zróbcie kiedyś taki eksperyment i wydrukujcie własny pieniądz. Nazwijcie go „Wosiem” albo innym „Ryśkiem”, „Sylwią” albo „Pawłem”. A potem spróbujcie nim zapłacić w sklepie. Raczej się nie uda, prawda? To właśnie dlatego, że nie macie tych 20 milionów ludzi, którzy się z wami przy pomocy tego pieniądza rozliczają. Suwerenne państwo ma ogromną łatwość w znajdowaniu akceptujących właśnie dlatego, że miliony ludzi mają zobowiązania płatnicze wobec państwa (czyli właśnie podatki).
Drugi cel istnienia podatków jest chyba jeszcze bardziej istotny. Choć w ostatnich neoliberalnych dekadach kompletnie o nim zapomniano. Ekonomiści nazywają to funkcją sprawiedliwościową fiskusa. Działa to tak, że jeśli każemy bogatszym obywatelom zapłacić trochę więcej danin, a odciążymy fiskalnie słabiej zarabiających to nierówności nam spadną. Albo przynajmniej będą rosły mniej mocno niż bez takiego posunięcia. To czysta matematyka, z którą nie wypada się kłócić. Można oczywiście się spierać, czy nierówności są dobre czy złe. I ile jest potrzebne do napędzania ludzkiej aktywności a od jakiego momentu zaczynają społeczeństwo niszczyć. Nie znam precyzyjnej odpowiedzi na to pytanie. Nikt nie zna. Ale właśnie po to mamy demokratyczne procesy polityczne. I teraz rządzi taka partia, która uważa, że powinno być równiej. A komu się nie podoba to może nie (jak mówił Jan Pietrzak) „morda w kubeł”. Ale zaraz przyjdą wybory i będzie możliwość powrotu tych, co uważają, że nierówności są dobre.
Zobacz:Mały atom przybliży PKN ORLEN do neutralności klimatycznej
Stopa procentowa głównym narzędziem zarządzania inflacją
Także w temacie podatków warto wychodzić z neoliberalnych wieków średnich. Czasy się zmieniają i - Bogu dzięki - debata ekonomiczna jest dziś dużo bardziej pluralistyczna niż jeszcze 10-20 lat temu. Korzystajmy tego. Także dla naszego własnego dobra. Niedługo to już będzie spory obciach nie wiedzieć tego wszystkiego, o czym wam tutaj opowiadam.
Rafał Woś
Czytaj dalej:
- Wiec Konfederacji na tle napisu "Szczepienie czyni wolnym". Muzeum Auschwitz reaguje
- Rzecznik rządu o proteście Konfederacji: Wstyd. To coś skandalicznego
- Kilkaset leków straci refundację. Czy Twój jest na liście?
- Szturm migrantów na polską granicę w Kuźnicy. Kim była tajemnicza postać? Już wiadomo!
- Maseczka także w domu. W Austrii surowsze zasady ze względu na Omikron
Komentarze
Pokaż komentarze (153)