Jarosław Kret, wieloletni prezenter Telewizji Polskiej, w 2016 r. został zwolniony ze stacji. Chociaż przez dłuższy czas dziennikarz unikał publicznego wypowiadania się o swoich relacjach z publicznym nadawcą, niemal dekadę po utracie pracy wyjawił, że decyzja zarządu miała być podyktowana motywami politycznymi. Co więcej, sam odmówił stacji powrotu na antenę. - Czułem, że władze TVP chcą mnie wykorzystać politycznie - zwierza się prezenter.
W 2016 r. z pracą w TVP pożegnał się Jarosław Kret, jeden z ówcześnie najdłuższych stażem prezenterów stacji. Dziennikarz przez lata unikał wypowiadania się na temat swojego konfliktu z publicznym nadawcą, by dopiero w ubiegłym roku powrócić na antenę w roli prezentera prognozy pogody.
Kret połączył kropki po zwolnieniu z TVP
Przed kilkoma dniami Kret udzielił obszernego wywiadu onetowskiemu portalowi “Plejada”, w którym postanowił w końcu opowiedzieć o swoim konflikcie z Telewizją Polską. Jak stwierdził, wypowiedzenie otrzymał za sprawą przemyślanego podstępu zarządu, a wszystko to podyktowane być miało motywami politycznymi. “Później połączyłem ze sobą kropki i zorientowałem się, że zaplanowano to w perfidny sposób” - stwierdził Kret, ujawniając również, że w 2020 r. zaproponowano mu powrót na antenę. Chociaż do całej sytuacji podszedł z dozą ostrożności, zdecydował się na spotkanie z byłym szefostwem.
– Gdy zadzwoniono do mnie z sekretariatu Kurskiego i zaproszono na spotkanie z Jarosławem Olechowskim, szefem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, mocno się zdziwiłem. Stwierdziłem jednak, że nie mam nic do stracenia. Zakładałem, że nawet gdy dostanę jakąś propozycję, to i tak jej nie przyjmę, ale porozmawiać zawsze można – powiedział Kret.
Propozycja dla Kreta
Na spotkaniu dziennikarz otrzymał propozycję objęcia korzystnej funkcji, jednak wietrząc kolejny podstęp, szybko odmówił. Według niego, zarząd TVP planował wówczas uczynienie z niego propagandysty, na co szlachetny Kret stanowczo zaprotestował, twierdząc, że mając do czynienia z politykami PiSu, zacząłby ich obrażać.
– Okazało się, że panowie z TVP mają na mnie pomysł. Chcą głośno obwieścić mój powrót i powierzyć mi prowadzenie porannego pasma publicystycznego. Zaczęto roztaczać przede mną wielkie wizje. Doskonale wiedziałem, o co chodzi. Czułem, że władze TVP chcą mnie wykorzystać politycznie. Od razu powiedziałem, że nie wchodzi to w grę (...) Tłumaczyłem, że nie znajdę wspólnego języka z posłami czy senatorami z PiS-u, w pewnym momencie nie wytrzymam i zacznę ich obrażać – opowiadał prezenter.
Czarę goryczy podczas rozmowy przelał fakt, że Kret w pewnym momencie stwierdził, że nie czuje się Polakiem, a “obywatelem świata”, a w gabinetach TVP powinny wisieć flagi Unii Europejskiej. Po tych słowach zarząd miał zrezygnować z ponownego zatrudnienia prezentera.
Kret zażądał unijnej flagi w gabinecie TVP
– W gabinecie, w którym się spotkaliśmy, wisiała polska flaga. W pewnym momencie powiedziałem, że jestem człowiekiem z otwartą głową, obywatelem świata. Zasugerowałem, że obok biało-czerwonej flagi powinna wisieć też inna. Zapytano mnie, jaka. "Niebieska z żółtymi gwiazdkami", odpowiedziałem. Po moich słowach spotkanie nagle się zakończyło. Panowie pożegnali się ze mną i już nigdy nie zadzwonili – wspomniał Kret. Miejmy nadzieję, że obecnie dziennikarz może liczyć na obecność unijnych flag w miejscu pracy, by znów nie pożegnać się z pracodawcą.
Fot. Jarosław Kret/screen "19:30"
Salonik24
Inne tematy w dziale Kultura